Na wszystko jest jakieś lekarstwo. Na ból głowy mamy Panadol, na katar ciepłe skarpetki, a złamane serce wyleczy kilka litrów wysokoprocentowego trunku. Na upierdliwców też coś mamy, zwłaszcza na takich, którzy z mało uzasadnionych przyczyn uzurpują sobie prawo do władzy nad światem. Tych wykuruje doborowy oddział herosów zwany Ligą Sprawiedliwości - jest lepszy niż Panadol i boli dwa razy mocniej.
LIGA, ALE NIE POLSKICH RODZIN
Dla formalności podpowiem, że tytułowa Liga Sprawiedliwości, czyli Justice League, to śmietanka komiksowych superbohaterów wydawnictwa DC Comics zebrana w jedną, mocną grupę. Mamy tu więc Supermana, Wonder Woman, Batmana, Flasha, Hawkgirl, Green Lanterna i Martian Manhuntera. Wszystkich ich łączy ślepa nienawiść do zła, niesprawiedliwości i wyzysku, zaś niechęć do dyktatorów w szczególności. Nic zatem dziwnego, że tak wzorową ekipę po pewnym czasie zaprzęgnięto do przebojowego serialu animowanego, który po drobnym retuszu (Batmanowi znowu urosły uszy) pokazano amerykańskiej gawiedzi. Tfu, co ja mówię, nie tylko amerykańskiej - serial leciał też na kanale Cartoon Network, który nie jest obcy nawet dla nas. Na kanwie popularności ów kreskówki chłopaki z Midway wykombinowali grę ze wspaniałą Ligą w roli głównej. Niestety, jej samej daleko do wspaniałości.
HEROSI I HEROINY
Cały zespół Ligi liczy sobie siedem osób, wszystkie wymieniłem powyżej. Wbrew normom etycznym i ogólnie wszelkim zasadom zdrowego rozsądku, grającego pozbawiono jednak prawa wyboru bohatera, w którego wedle uznania mógłby wcielić się na czas gry. W zamian za to twórcy kierowani chyba tylko własnym widzimisię, przyporządkowali odgórnie każdemu etapowi konkretny duet herosów, nad którym zmuszeni jesteśmy przejąć kontrolę. I tak na samym początku rozgrywki do dyspozycji gracza oddani zostają Superman i Wonder Woman, czyli jak najbardziej latające duo. Razem pojawiają się na ulicy, zamieniają kilka podbudowujących słów, a potem kobitka daje dyla, pozostawiając Supera sam na sam z nadciągającymi wrogami. Oczywiście od razu przypominamy sobie zasady wpajane na kursie pralniczym, unosimy gardę i bierzemy się za prańsko. Bohaterem steruje się nad wyraz prosto - dwa podstawowe guziki odpowiadają za skok i ciosy, dwa inne za umiejętności specjalne takie jak latanie (dostępne tylko dla niektórych postaci) oraz wykorzystywanie określonej mocy specjalnej (dla każdego bohatera inna). Dla Supermana mocą tą jest ciskanie promieni z oczu, dla Wonder Woman rzut magicznym lassem, Green Lantern wytwarza pole siłowe, a Batman miota batarangami. Tak więc idziemy/skaczemy/lecimy w bok, czasem do góry i rozwalamy słabych jak barszcz wrogów. Koniecznością podczas każdej misji okazuje się odszukanie i zniszczenie ukrytej gdzieś bomby, a także położenie na dechy mało wymagającego bossa. I tak wkoło Macieju.
PARA GONI PARĘ
Na szczęście dla urozmaicenia rozgrywki możemy w trakcie gry przełączać się między dostępnymi postaciami i podmieniać je kiedy tylko zajdzie taka potrzeba. Pożyteczna możliwość, nie powiem, zwłaszcza, że niektórzy herosi radzą sobie lepiej z forsowaniem ściany ognia, zaś innym łatwiej przychodzi przebieganie po wystających z ziemi kolcach (vide: Flash). Najciekawsze misje, to te w których wcielamy się w postać Martian Manhuntera. Specjalną właściwością faceta jest stawanie się przezroczystym, co obliguje go do przechodzenia przez niektóre ściany czy sufity - niekiedy stanowi to konieczność dla pomyślnego ukończenia zadania. Flash też nie jest taki zły - może biegać po ścianach i w mgnieniu oka rozprawiać się z różnymi brzydkimi typkami, choć szczerze mówiąc żadna z postaci jakoś nie przypadła mi do gustu. Dziwne, zważywszy na to, że Batman zawsze był i zawsze będzie moim największym ulubieńcem. Jednak nie w tej grze. Po prostu bohaterom zabrakło specyficznego uroku, ich komiksowej indywidualności. Wszyscy co do jednego są jacyś tacy nijacy i bez wyrazu, naprawdę trudno z nimi się utożsamić. Jedna, góra dwie charakterystyczne umiejętności jakimi obdarowali ich twórcy, to trochę za mało, żeby zyskać sympatię gracza, zwłaszcza takiego obcykanego w komiksach i realiach kreskówki.
: do góry : | |
BONUS WAŻNA RZECZ
W przerwach pomiędzy obijaniem wrażych upierdliwców i skakaniem z platformy na platformę warto rozejrzeć się za rozmaitymi bonusami. Zaliczają się do nich podstawowe przedmioty takie jak dodatkowe życia, energia, mana (niezbędna do korzystania z umiejętności specjalnej) oraz dziwne znaczki, które po zebraniu odpowiedniej ilości (100) zaowocują przyznaniem kolejnego żywota. Rzadziej można natknąć się na wielką żółtą kulę z figurką w środku automatycznie podnoszącą energię i manę, a także na klucze, dźwignie i teleporty umożliwiające dostanie się tam gdzie normalnie dostać się nie da. Dla najbardziej dociekliwych przygotowano sporo sekretnych komnat do odkrycia - warto ich szukać, choćby po to, by upewnić się, iż faktycznie są.
HEROES FALL
Od strony technicznej gra prezentuje się całkiem znośnie. Grafika jest ładna, postaci czytelne, a animacja dopracowana. Podczas zwiedzania poszczególnych etapów (jest ich razem
10) do wtóru przygrywa dynamiczna muzyczka, która może i nie zrywa z krzesła, ale też nie prosi się o wyłączenie. Cały problem w tym, że na sukces gry pracuje przede wszystkim grywalność, a ta prezentuje się co najwyżej przeciętnie. Wypada zastanowić się czy warto wydać kasę na monotonne skakanie po platformach i wymachiwanie pięściami, które oferuje gra, skoro za tą samą cenę można dostać o niebo lepszego "Spider-mana" czy "X-Men: Reign Of Apocalypse", które przynajmniej nie znudzą się po pięciu minutach.
| OCENA:
6
/ 10 [skala ocen] |
Rodzaj gry:
Producent:
Dystrybutor:
Cena:
Internet:
|
Bijatyka
Midway
Midway
--
www.midway.com
|
Wymagania:
GBA
|
|