Pod koniec lat osiemdziesiątych, a dokładniej mówiąc w roku 1989, ludzie z Capcom powołali do życia pierwsze mordobicie z serii Final Fight, które po dziś dzień owiane jest mgiełką kultu. Niestety, gra dostępna była jedynie na konsole Super Nintendo, co właścicieli innych platform przyprawiało o niekłamaną zazdrość. Final Fight to bowiem niezwykle dynamiczna bijatyka charakteryzująca się wyśmienitą dwuwymiarową grafiką oraz co najmniej rewelacyjną grywalnością, pomimo tego, że sam pomysł na rozgrywkę nie chwyta za serce (bohater idzie cały czas w prawo i tłucze każdego kto nawinie mu się pod rękę). Na szczęście jednak zazdrość nie może trwać wiecznie - po wielu latach gra trafiła na konsolkę GBA i, jak widać, wcale się nie zestarzała.
SCENARIUSZ
Fabuła Final Fight One jest z deka umowna. W mieścinie Metro City rozpanoszył się potężny gang o nazwie Mad Gear, który chcąc nakłonić do współpracy miejscowego burmistrza, porywa jego jedyną córkę. Tym samym przestępcy popełniają największy, a kto wie czy nie ostatni, błąd swojego życia, ponieważ burmistrz Mike Haggar to świetny zapaśnik. Razem z dwójką awanturników - mistrzem sztuk walki o imieniu Guy i ulicznym zabijaką o imieniu Cody podejmuje natychmiastową akcję ratunkowo-odwetową. Zadyma robi się więc znaczna.
OBSADA
Wybór bohatera nie ma wielkiego wpływu na grę - wszystkie trzy postacie są niesamowicie skuteczne, chociaż prezentują odmienne style walki. Zasadnicza różnica zawarta jest w repertuarze ciosów. Haggar lubuje się w chwytach Wolnej Amerykanki, Guy perfekcyjnie uderza każdą kończyną, a Cody używa głównie pięści. Wszystko to wygląda naprawdę efektownie i dynamicznie, a najważniejsze, że w ogóle nie ma czasu na ziewanie z nudów - olbrzymia ilość wrogów wyskakujących i wyjeżdżających na bohatera z każdej strony działa cokolwiek zajmująco. Oczywiście nie wszyscy są od razu skorzy do bitki. Przemierzając ulice miasta chcąc nie chcąc natkniemy się na meneli dogorywających na ławkach po jakiejś nocnej libacji lub na kilku muskularnych kolesi gaworzących radośnie między sobą - zaatakują dopiero kiedy nasz zacny wojownik zbliży się do nich. A zbliży się do nich na pewno - w tej grze najbardziej liczy się przecież full contact.
: do góry : | |
SCENOGRAFIA
Już na początku gry okazuje się, że gangsterzy nie uwolnią córusi burmistrza nawet pod wpływem trzech niezłych fighterów grasujących w mieście. Dziewczyna wędruje więc z rąk do rąk, co dla gracza oznacza dwie rzeczy - szereg mało przyjemnych spotkań z nasterydowanymi bossami, a także przemierzenie całkiem sporych połaci terenu. Składają się nań między innymi ulice i zaułki Metro City, stacja metra, podejrzane speluny, jak również cuchnące lewymi interesami fabryki. Wszędzie tam czyhają łotry przeróżnej maści, chociaż warto zająć się nie tylko nimi. Kopniak w porozstawiane tu i ówdzie beczki, skrzynie czy sterty opon prawie zawsze owocuje uzyskaniem dodatkowych punktów, bezcennej energii, a czasem niezwykle pożytecznego oręża.
DEJA VU
Sporo postaci przewijających się w grze skądś już znamy. Nie chodzi tu jednak o ich uczestnictwo w poprzednich projektach z cyklu Final Fight, lecz o znajomość z innych produkcji Capcomu, przede wszystkim zaś z serii Street Fighter Alpha. To z niej pochodzą dwaj główni bohaterowie - Guy i Cody, jak również Sodom, z którym w Final Fight One pojedynkujemy się na wielkim ringu. Fakt ten może stanowić sporą atrakcję dla miłośników smasher'owej twórczości Capcomu, chociaż dla całej reszty będzie w zasadzie bez znaczenia. Niemniej nadmienić o tym warto.
NAPISY KOŃCOWE
Technicznie Final Fight One prezentuje się bez zarzutu. Charakteryzuje go świetna komiksowa grafika, dynamiczna muzyka i ładnie animowane postacie, na okrasę dodano też możliwość gry we dwoje. Do tego jednak niezbędny jest już kolega (a najlepiej koleżanka ;)) z własnym GBA i stosownym kabelkiem. Pewne wątpliwości budzi mimo wszystko brak kontroli nad wyprowadzaniem co efektowniejszych ciosów - po serii kilku prostych uderzeń wywołanych przez gracza, prowadzona postać automatycznie bierze się za kombosy. System ten, odziedziczony z dawnych automatów, na szczęście doskonale sprawdza się w grze i jedynie gracze przyzwyczajeni do swobody, jaką ofiarowuje większość dostępnych na rynku bijatyk, mogliby go skwitować kręceniem nosem. Final Fight One odziedziczyła zatem najważniejsze cechy oryginału, włączając w to olbrzymią grywalność oraz wspólną zabawę dla dwóch graczy. Wszystko to sprawia, że w zasadzie nie ma szans, by gra ta nie spodobała się miłośnikom rasowych bijatyk.
| OCENA:
8
/ 10 [skala ocen] |
Rodzaj gry:
Producent:
Dystrybutor:
Cena:
Internet:
|
bijatyka
Capcom
Ubi Soft
--
www.ubisoft.com
|
Wymagania:
GBA
|
|