| |
W latach osiemdziesiątych rynek seriali telewizyjnych opanowały sensacyjno-kryminalne produkcje z niezmordowanymi stróżami prawa w rolach głównych. Jednym z pionierów tego gatunku stał się nieśmiertelny "Miami Vice", znany w naszym nadbałtyckim kraju jako "Policjanci z Miami". Jeżeli kręci Was klimat obecny w tych produkcjach, to GTA: Vice City, jest grą dla Was wymarzoną.
| |
W Vice City wcielamy się w postać Tommy'ego Vercetti (głosu użycza mu Ray Liotta), który wychodzi na wolność po wieloletniej odsiadce. Jak się okazuje, Tommy wpadł podczas jednego z narkotykowych dealów, a trzymanie jęzora za zębami ochroniło jego szefów, lecz nie przysporzyło mu przychylności wśród przysięgłych. Za ten hojny gest, rodzina mafijna, dla której pracował, bracia Forelli, postanawia po wyjściu z paki zagarnąć go pod skrzydła. Jego pierwszym zadaniem jest narkotykowa transakcja na bardzo dużo skalę. Jak na złość, przy handlu pojawia się brygada bliżej niezidentyfikowanych, zamaskowanych i uzbrojonych przeciwników, która zagarnia i forsę, i narkotyki. Sonny Forelli nie jest z tego zadowolony... Teraz Tommy musi odzyskać jego kasę, bo znajomości znajomościami, ale walizka zielonych jest dla Sonny'ego ważniejsza...
Od razu po uruchomieniu gry w oczy rzuca się usprawnienie kodu. O ile podstawowa wersja GTA3 miała tendencję do skakania nawet na mocnym sprzęcie, tak Vice City chodzi bardzo stabilnie. Co prawda na słabszym PieCu można czasami odczuć doładowania występujące pomiędzy poszczególnymi dzielnicami, ale zdarza się to dosyć rzadko i rozwiązane zostało w taki sposób, że nie jest szczególnie uciążliwe. Drugą sprawą widoczną na pierwszy rzut oka jest niesamowicie barwnie oddane miasto i wszelkie sceneria, w których będziemy się mieli okazję poruszać. Wielobarwne neony, tętniące życiem ulice, nocne kluby... atmosfera ogólnej zabawy udziela się grającemu w tak wielkim stopniu, że często zapomina się, że żyjemy prawie dwadzieścia lat później.
Producenci Vice City zagrali przeciw regułom rynkowym i nie dostaliśmy zaledwie lekkiego upgrade'u GTA3, lecz grę, do której ciężko byłoby dorzucić coś więcej. Od razu widać, że panowie z Rockstar nie chcą kolejnymi edycjami wyłudzać coraz więcej pieniążków, zmieniając je zaledwie o jotę, ale przyłożyli się do swojej roboty i wytłukli z niej tyle, ile się dało. Najbardziej banalnym, ale generującym niesłychane pokłady zabawy dodatkiem jest możliwość chwycenia za kierownicę jednośladów. Do naszej dyspozycji oddano małe skuterki, zwinne crossówki, ogromnej mocy ścigacze oraz potężne Harleye. Oprócz tego, że pojazdy te są bardziej zwinne od samochodów, a ich dobre opanowanie może znacznie ułatwić nam ucieczki w pościgach, to jeszcze możemy wykonywać na nich różnorakie ewolucje, typu jazdy na tylnim kole, lub hamowaniu na przednim. Dodatkowo, będziemy mogli zasiąść za sterami różnego rodzaju łodzi, czołgu, czy... helikoptera! Każdy z tych pojazdów prowadzi się inaczej i za kółkiem lub sterem każdego z nich czekają na nas inne atrakcje.
Oczywiście nie mogło również zabraknąć nieprzeniknionej liczby pojazdów samochodowych, które co prawda przy wyżej wymienionych mogą wydawać się nieco bladym i nie wartym środkiem lokomocji, jednak nic bardziej błędnego. Autorzy Vice City dali nam do wyboru tyle różnych rodzajów samochodów, że nawet motoryzacyjni maniacy powinni być ukontentowani.
Od czasów podstawki GTA3 sporo zmieniło się w uzbrojeniu naszego głównego bohatera. Teraz będziemy mogli dzierżyć w dłoni jedną z ośmiu rodzajów broni plus zawsze można wymierzyć (nie)sprawiedliwość gołymi rękoma. Pomimo, że rodzajów broni jest lekko ręką -dziesiąt, Tommy na raz będzie mógł mieć przy sobie jedną z każdego z ośmiu rodzajów. A jest w czym wybierać. Z bardziej finezyjnych warto wymienić kij golfowy, katanę, piłę mechaniczną, gaz łzawiący, koktajle Molotova i ciężkie karabiny. Oprócz tego cała masa broni pośredniej, jak uzi, mp5, pistolety, shotguny itp. itd. Większość z tych cacek będziemy mogli kupić w porozrzucanych po Vice City sklepach, ale niektóre z nich dostaniemy tylko u znanego nam dobrze Phila.
Bardzo poważną zaletą Vice City jest znakomita fabuła oraz różnorodność i wymyślność stawianych przed nami zadań. Co więcej, wszelkie przerywniki zostały zrealizowane tak genialnie, że mamy naprawdę wrażenie, że siedzimy w środku jakiegoś sensacyjnego serialu lat 80tych. Misje w sporej większości można wykonywać na wiele różnych sposobów, a do tych trudniejszych wręcz niezbędne są niekonwencjonalne działania i świeże pomysły.
: do góry : | |
Do tej pory pewnie wydawało się Wam, że w sumie nie ma się czym podniecać, może w nieco mniejszym stopniu, ale wszystko już widzieliśmy. Zabawa zaczyna się dopiero, gdy wespniemy się na tyle wysoko, że sami zaczniemy na siebie zarabiać. Nie dość, że teraz będziemy mogli kupować sobie własne loka, które służyć nam będą mogły za miejsca do save'owania czy garaże, to jeszcze będziemy mogli otworzyć swój własny biznes, który odpowiednio pilnowany będzie przynosił spore dochody. Nie ma co, zawsze chciałem być właścicielem klubu ze striptizem, i stało się! Więcej, jesteśmy w stanie wydostać się spod ramion naszych pracodawców i założyć własny gang, z własnymi pracownikami i własnymi interesami. Przy odrobinie perswazji będziemy mogli nakłonić co niektórych konkurentów do zaprzestania biznesu... ale co ja tam będę was uczył gangsterskiego fachu.
GTA Vice City to gra szczegółów. To właśnie te najdrobniejsze dopracowania cieszą najbardziej. Zarówno to, że możesz wykręcać zawodowe bączki na motorze, że możesz przestrzelić gumę w samochodzie, czy zestrzelić kolesia w pojeździe bez uszkadzania samego wehikułu sprawiają, że chce się grać. Co więcej, możesz na motorze strzelać wprost przed siebie (bardzo efektowne), zmieniać wręcz do znudzenia strój Tommy'ego (w specjalnych punktach), napadać na sklepy. A do tego wszystkiego jeszcze ten klimat, te życie naokoło ciebie. Tylko się bawić i szaleć, nie myśleć co dalej.
Graficznie Vice City wygląda bardzo przyzwoicie. Jest na pewno lepiej niż w podstawowej wersji, lecz wrażenie takie przychodzi być może z powodu wszech obecnych kolorowych barw i specyficznego wyglądu miasta. Może nie ma co się spodziewać jakiś specjalnych fajerwerków jeżeli widziało się GTA3, jednak narzekać też się nie da...
Muzycznie natomiast nowy produkt Rockstar to istna perełka. W GTA3 cały czas miałem pod ręką specjalnie przygotowany zestaw mp3, który załączany był po każdorazowej zmianie auta. Tym razem znowu taki zestaw przygotowałem, jednak gdy zobaczyłem co autorzy dołączyli w standardzie, szybko o nim zapomniałem. Gdy po włączeniu stacji z rockiem usłyszałem znane mi dobrze odgłosy piorunów, oniemiałem... Nie, to nie może być Slayer. A jednak, "Reign In Blood" w pełnej krasie. Dalej natknąłem się jeszcze na cacka pokroju Ozzy Osbourne'a czy Iron Maiden i oniemiałem. Z ciekawości przeleciałem po innych stacjach, a tam Michael Jackson, Bryan Adams, Yes i same hiciory lat 80tych. W tym punkcie autorzy wspięli się na szczyt genialności.
Po tej bardzo optymistycznej recenzji nie będzie zapewne dziwnym dla Ciebie czytelniku stwierdzenie faktu, że GTA Vice City, to gra zdecydowanie warta swojej ceny i niemal perfekcyjnie odzwierciedlająca kryminalny światek lat 80tych. Przy niej nawet jej podstawowa wersja wygląda ubogo i koszmarnie. Gwarantuję Wam, przenieście się chodź na chwilę do Vice City, a zostaniecie w nim na dłuuugi czas...
| OCENA:
9
/ 10 [skala ocen] |
Wymagania:
- minimalne: Pentium III 800 Mhz, 256 MB Ram, akcelerator 32 Mb
|
|