Warlords Battlecry III
Seria Warlords dzieli się na dwie "podserie" - strategicznego Warlords oraz RTS'owego Warlords Battlecry. Kilka dni temu miała premierę najnowsza - trzecia część tej drugiej serii.
Zastanawiam się dlaczego twórcy serii Warlords uporczywie stawiają na kiepską jakość. O ile jedynka i dwójka z tej serii były bardzo dobrymi grami (jak na swoje czasy), to wszystkie kolejne części są coraz gorsze. Po prawdzie to linia "Battlecry" chyba nigdy nie była dobra.
Co odrzuca w tej grze na pierwszy rzut oka - to grafika. Panowie, mamy XXI wiek a tu takie pokraki? Wszystko oczywiście w obowiązkowym 2D, rzut izometryczny. Porusza się to to używając kilku klatek animacji na krzyż, komuś chyba się coś pomieszało.
O grywalności trudno mi coś napisać - nie zaszedłem aż tak daleko by to należycie ocenić. Zdenerwowałem się gdy na samym początku moje jednostki rozlazły się bez sensu (ponieważ jednostki idące przodem zablokowały tymczasowo wąskie przejście) i natknęły na wroga, który w mniej więcej 2 klatkach animacji, na której i tak nic nie widać - został pokonany. Ciekawe co to był za stwór - ten zbitek pikseli niczego specjalnie nie przypominał.
Byłem dzielny, poszedłem dalej. Napotkałem las, a za nim złego ognistego konia. Na szczęście koń stał na zasięgu moich łuczników i był na tyle głupi, że nie zauważył, że może obejść las dookoła (daleko nie miał). To był chyba mocny potwór - 6 chłopa siało w niego dobre 2 minuty zanim padł. Niby silny, a taki głupi.
Niestety, kolejna porażka z serii Warlords. Odpowiedzialnych za tę herezję powinno się na miejscu rozstrzelać.
Manhunt
Gra sama w sobie prawdopodobnie nigdy nie zwróciłaby niczyjej uwagi, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze developer jest firmą ważną i znaną w światku growym. Po drugie Manhunt jest reklamowany jako najbardziej brutalna produkcja ostatnich lat.
Gdyby nie to - gierka, w której chodzimy po planszy, skradamy się w cieniu i od czasu do czasu klikamy przycisk "wykonaj egzekucję" nie wzbudziłaby żadnych emocji. Obiektywnie rzecz biorąc jest ona po prostu nudna jak flaki z olejem a do tego strasznie prosta (pod względem ilości możliwych wyborów). AI przeciwników nie grzeszy inteligencją, dają się oni zarzynać jak świnie, jeden po drugim. Co więc sprawia, że Manhunt w ogóle zaistniał w świecie gier komputerowych?
Na pewno przemoc. Właściwie nawet nie sama przemoc, ponieważ więcej krwi i bólu spotykamy w innych produkcjach, ale naturalistyczne ukazanie przemocy oraz jej absolutny bezsens. Nie jesteśmy bohaterem, który walczy o zemstę czy ratuje świat. Jesteśmy psychopatycznym mordercą a naszym celem jest wyłącznie zabijanie samo w sobie - nie po to by wykonać jakieś zadanie, ale wyłącznie po to by wykonać jak najwięcej jak najbardziej efektownych egzekucji. Wszystko to jakiś chory umysł nagrywa za pomocą rozlokowanych na planszy kamer i pokazuje publiczności, która za to płaci. Przez chwilę można pomyśleć, że to nienormalne - kto płaci za oglądanie czystej przemocy... Kto? Każdy kto kupuje tę grę. To on jest widzem i jest w tym pewna przewrotność.
Przechodzenie kolejnych leveli w Manhunt polega na zabiciu wszystkich przeciwników. Do wykonania tego zadania dostajemy sporo różnych narzędzi - plastikowe torby, odłamki szkła, pałki bejsbolowe. Zabić możemy twarzą w twarz, po prostu tłukąc przeciwnika, ale bardziej punktowane jest morderstwo "artystyczne". Podchodzimy więc bezszelestnie do ofiary i klikamy "wykonaj egzekucję". Kamera wtedy zmienia się na coś co naśladuje kiepskiej jakości nagranie wideo (co jednoznacznie kojarzy się z rozprowadzanymi nielegalnymi kanałami, wielokrotnie przegrywanymi filmami VHS) a nasz "bohater" szlachtuje przeciwnika. Na obiektyw często tryska krew, ofiara wierzga, w końcu zwisa bezwładnie. Głos zza kamery chwali nas za dobrze wykonane zadanie.
Jeśli koniecznie chcesz kupić tę grę - zastanów się dwa razy - po co? Czy aż tak kręci Cię bezmyślna przemoc? Pamiętaj, że kupując Manhunta dajesz całemu światu sygnał - tak! są ludzie, którzy są gotowi zapłacić za oglądanie śmierci, tak! przemoc i brutalność świetnie się sprzedaje, tak! róbcie więcej takich gier. Lepiej zrób sobie i wszystkim przysługę - nie kupuj tego, spotkaj się z przyjaciółmi, z dziewczyną, spędźcie miło czas. Bez Manhunta.
Desert Rats vs Afrika Korps
Dziwnym trafem nie słyszałem o tej grze aż do dnia jej premiery, dlatego też nie wiązałem z nią zbyt dużych nadziei. Zwykle jest tak, że nie reklamowane tytuły są po prostu kiepskie - amatorskie i niedopracowane. Tym razem miło się rozczarowałem.
Desert Rats vs Afrika Korps (dziwny tytuł jak na grę komputerową) jest strategią czasu rzeczywistego rozgrywaną na froncie północnej Afryki w czasie drugiej wojny światowej. Możemy w niej prowadzić obie strony konfliktu - zarówno Aliantów jak i Niemców.
Graficznie gra wygląda świetnie - oczywiście pełny 3D, swobodna kamera. Do tego bardzo ładne i szczegółowe modele obiektów - pojazdów, żołnierzy, budynków. Niezła animacja i ładne wybuchy - wszystko co RTS'owi potrzeba. Może C&C to nie jest, ale wystarcza w zupełności.
Co do samej rozgrywki - wygląda ona bardzo ciekawie. Jednostkom możemy wydawać wiele skomplikowanych rozkazów, np. wsiadać/wysiadać z pojazdów, okopać się, zaminować teren, itp. Do tego pojazdów jak i rodzajów jednostek pieszych mamy naprawdę duży wybór, który zwiększa się w kolejnych misjach.
Przed każdą misją możemy dobrać jakie oddziały bierzemy do walki - "kupujemy" je za ilość punktów przewidzianą na daną misję. Komputer dobiera nam zwykle dosyć dobre domyślne ustawienie, jednak miłe jest to, że mozemy je zmienić w zależności od swoich preferencji.
AI przeciwników wygląda na solidne - piechota kryje się w budynkach, wrogie pojazdy potrafią zajechać nas z tyłu czy ustawić się na dobrej pozycji do ostrzału.
Generalnie Desert Rats vs Afrika Korps wygląda na kawał dobrej roboty. Polecam!
| Wybór jednostek przed misją. |
| Nasze oddziały na początku misji. |
Przygotowali:
Artur "Nataniel" Jedliński
NAPISZ!
Paweł "PiK" Kukla
NAPISZ!