| |
„Nie ważne jak o tobie mówią, dobrze czy źle, ważne że mówią!” – zapożyczone
od Włochów powiedzenie świetnie przyjęło się u speców od marketingu. Tego
większego i tego bardziej lokalnego. | |
Sukces prowokacji jest oczywisty. Skrajne akcje wywołują takież same reakcje,
stąd wniosek, że fizyka newtonowska świetnie sprawdza się w przypadku
przeniesienia jej na kulturę masową. W 1997 roku grupa Running With Scissors
sprowokowała opinię publiczną swoją grą Postal. Czym był ich tytuł wiele osób
pamięta. Był to słaby FPS w którym należało po prostu brutalnie zabijać wszystko
co się rusza. Wypisz wymaluj fabuła pierwszego Quake. Drobna różnica polegała
jednak na tym, że w Postalu poruszaliśmy się nie po wojskowych bazach i
labiryntach, a po najzwyklejszym miasteczku pełnym policjantów, przechodniów,
dzieci, sklepów, psów... Dowolność w mordowaniu była ogromna, a sam proces
śmierci dość pokazowy. Główny bohater, tudzież antybohater był psychotycznym
zabójcą i świrem – taka psychologiczna motywacja była unikatem! Na rok 1997
Postal był jedną z najbardziej antyspołecznych gier kiedykolwiek stworzonych. W
USA senator Joe Lieberman potępił przed kongresem brutalne gry, a w tym Postal.
Gra została zakazana w wielu państwach i odtąd zyskała sławę jednego z
największych prowokatorów. Zadziwiające jest, że wystarczyłoby po prostu
całkowicie zignorować jej istnienie, a bardzo szybko przeszłaby przy braku
fabuły i słabej grafice do lamusa. Krótkowzroczność polityków jest zatrważająca.
Sam Joe Liberman doczekał się kilkunastu prześmiewczych roli w przeróżnych
grach. Nawiązań do jego osoby nie brakuje w Carmaggedonie, GTA czy też właśnie
najnowszej części Postal 2.

Panie władzo! To napad, proszę się nie obijać!
Postal 2: Share the Pain jest rozszerzoną wersją wydanego wcześniej Postal 2.
W grze pojawiło się kilka nowych niewielkich lokacji, popraw kosmetycznych,
dodatków i cały tryb gry dla wielu graczy. Poprawiono też podstawową wadę gry
jaką był niemiłosiernie długi czas ładowania pomiędzy planszami. Miasteczko
Paradise podzielone zostało na niewielkie obszary, których ładowanie trwało, o
zgrozo blisko trzydzieści do czterdziestu sekund, co skutecznie odstrasza gracza
przed kontynuowaniem podróży i zwiedzaniem. Share the Pain przyniósł szybszy
czas ładowania, nadal jednak zbyt wolny jak na jakość gry którą dostajemy. Sam
tryb gry wielu graczy jest obiecujący i stwarza wiele możliwości. Jednak mówiąc
szczerze znacznie przyjemniejszy deathmatch zafunduje nam najnowszy Unreal.
Zanim włączymy grę pojawia się komunikat, mówiący, że wszystkie pokazane w
tytule zachowania są ukazane tylko dla celów rozrywkowych, a gra nie jest
przeznaczona dla niepełnoletnich i polityków, z podkreśleniem tych drugich. Po
pogodzeniu się z tą informacją rozpoczyna się ładowanie gry właściwej.
Wprowadzenia brakuje, bo trudno uznać za nie latający wokół menu bałagan. Grę
rozpoczynamy na jednym z kilku poziomów trudności jako kolejny psychopatyczny
morderca. Kamera dokonuje rzutu na nasz dom, zwany przez niektórych zdezelowaną
przyczepą kempingową. Z zewnątrz słychać głosy najzwyklejszej małżeńskiej
amerykańskiej kłótni. Ostatecznie zostajemy wysłani po mleko, pieniądze i czek
gotówkowy z RWS. Do tej jakże ważnej misji zostajemy wyposażeni w gazetę,
zapałki i możliwość odsikania się gdzie chcemy. Po drodze możemy oczywiście
gołymi rękami pobić pierwszego lepszego przechodnia. Nie jest to jednak zbyt
mądre, bo okaże się że gość może mieć Magnum. Pięść nie jest szybsza od kuli,
jak to podsumował pewien bohater filmu-bijatyki rodem z Hongkongu. Na brak broni
na pewno narzekać nie będziemy. Wystarczy porozglądać się po okolicznych
budynkach, zaglądać do piwnic, a zostaniemy wyekwipowani jak do Wietnamu. Gorzej
natomiast z samą sensownością, bo dla przykładu za zabijanie nie otrzymujemy nic
oprócz wątpliwej przyjemności i amunicji po zmasakrowanych. Stąd na przykład
praktycznie każde „specjalne poruczenie” od naszej „współlokatorki” z przyczepy
możemy wykonać zupełnie bez użycia siły. Z RWS wystarczy uciec z czekiem, z
banku też można zwiać, a za kradzież mleka nawet nikt na nas nie nastaje.

Kolejny słoneczny dzień zbliża się ku końcowi...
Trudno ukryć prostą prawdę, że rozwiązania pacyfistyczne odbierają całkowity
sens istnieniu tej gry. Więc to co robić powinniśmy jak to na świra przystało,
to powolutku i z zimną precyzją ograniczać przeludnienie w miasteczku Paradise,
dom po domu, budynek po budynku. Znaleźć możemy wiele śmiesznych instrumentów,
narkotyków, nawet radar. Ale w sumie po co to wszystko? Żeby przeżyć do
następnego dnia, bo gra została podzielona na pięć dni, i dokonywać kolejnej
masakry po to tylko by znaleźć ser albo wysłać pocztę?
: do góry :
| |
Niektórzy mówią, że Postal to gra zabawna. Większość gagów to po prostu
przesadne eksponowanie brutalnością, czy zapożyczanie elementów z Southparku.
Nasz główny bohater w każdej chwili może puścić ciekawą wiązankę każdemu z
przechodniów, a jeśli do tego wyciągnie gnata może sprowokować panikę – lub co
ciekawsze odwet. Ale co tu jest śmiesznego? Protestujący przed budynkiem
biblioteki domagający się jej zamknięcia pod hasłem: „Hitler też napisał
książkę!”?

Jestem aż taki brzydki?
Od strony technicznej Postal 2 pomimo użycia najnowszego silnika Unreal jest
bardzo daleki od zadowalającego poziomu. Przestrzenie otwarte wyglądają jeszcze
dość przekonywująco i nawet przyjemnie. Jednak grafika samego miasta, budynków,
z wyraźnym podkreśleniem wnętrz jest już tragedią. Przez chwile nawet
zastanawiałem się, czy przypadkiem nie uruchomiłem gry w trybie renderowania
programowego... Tekstury pomieszczeń są identyczne, brzydkie i powtarzające się
często. Wiele budynków jest w środku praktycznie pustych. Ot leżanka, krzesło i
stół. Nie musze chyba przypominać, że taki Morrowind grafiką pomieszczeń i
przedmiotów wręcz powalał. W Postal 2 nie można nawet stłuc lustra, a wszystko
wygląda trochę jakby było przerysowane z pierwszej części gry. Mimo dużego
arsenału broni, w tym paliwa do podpalania, rakietnic, czy „zwykłego” M-16 walka
przypomina zawody w skakaniu w dal. Gdy z pokoju obok wyskoczy jakiś uzbrojony i
niebezpieczny osobnik, my musimy skoczyć w bok, uniknąć jego niecelnego strzału,
skoczyć do przodu i z odległości metra wpakować mu ołów prosto w twarz. Nie wiem
nawet czy ta osławiona lokalizacja trafień naprawdę w grze została
zaimplementowana. Przechodzień tak samo umierał po dwóch strzałach z Magnum w
tors jak i w głowę, z tym że ta ostatnia zwykła przy tym się rozpryskiwać. I
mimo tego, że ludzkie zwłoki dają się pokroić i rozczłonkować Postal 2 daleko w
tyle pozostaje za Soldier of Fortune. Samo AI przeciwnika jest niskie i nie wiem
czy nie gra się tak samo jak to było w pierwszym Wolfenstein. A już najbardziej
denerwuje widok wozów wyglądających jak wykrojone z kartonu pudełka zapałek. Nie
dość, że nie można sobie nimi pojeździć to jeszcze wyglądają tak szkaradnie, że
wzrok trzeba odwracać.

Nadmierna dieta szkodzi!
Brutalnych i przesadnie psychopatycznych gier w historii komputerowej
rozgrywki było już dość wiele. Kontrowersje wzbudzał Mortal Kombat, którego
trójwymiarowe klony od wielu lat zalewają salony gier. Kontrowersje wzbudzało
pierwsze GTA w którym jako przestępca rozjeżdżaliśmy przecież tylko kilkanaście
uciekających pikseli. Kontrowersje wzbudzał Carmageddon, gdzie osią działań
pozostawał jednak wyścig i wzajemna anihilacja się pojazdów. Dziś Carmageddon II
powszechnie uznawany jest za jedną z najlepszych gier pod względem
rozczłonkowywania pojazdów. Na to co dzieje się z przechodniami nie zwraca się
uwagi. Aktualnie Soldier of Fortune powszechnie uważany jest za najbardziej
rozwiniętą grę pod względem rzeźniczych możliwości – a jakoś nie została
zakazana. GTA: Vice City na stałe zyskało sobie miejsce wśród tytułów
powszechnie znanych. Ale pamiętajmy o świetnej fabule, dużej klasie i
profesjonalnym wykonaniu tej ostatniej. Postal 2: Share the Pain to gra wykonana
na kolanie, bez rozmachu, opierająca całą swoją szansę na sukces na
kontrowersjach które wzbudziła część pierwsza. Grupa Running With Scissors
najwyraźniej nie zauważyła upływu czasu, myśląc że tym samym zagraniem można
wystrychnąć opinię publiczną i graczy na dudka raz jeszcze...
Bogusław „Fan Anf” Wójcik
|