| |
Internet sprzyja odkrywaniu nowych zespołów czy artystów, których systematycznie poznając zaczynamy kochać. Nowych nie znaczy świeżych na rynku muzycznym, lecz nowych dla nas. A - jak się często później okazuje - także dla innych ludzi wokół nas.
| |
Przyznaję bez bicia, że właśnie w taki sposób poznałam większość moich ulubionych teraz wykonawców. Większość z nich jest nieznana ani w Polsce, ani w krajach, z których pochodzą.
Zastanawia mnie, dlaczego ludzie piszący lamerskie teksty do popowej muzyki wybijają się na szczyty, a ci, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia zostają w kręgach podziemnych, znani tylko dla wybrańców.
Przykładem jest ciekawa wokalistka Ani Difranco. Pochodząca z USA młoda dziewczyna jest niezwykle utalentowaną piosenkarką, która przeszła swoistą szkołę życia. Przez trzy miesiące, wyrzucona z domu, mieszkała w zdezelowanym samochodzie. Pierwszą piosenką, jaką napisała, była kołysanka, którą śpiewała samej sobie, aby zasnąć we wraku auta. Może właśnie ten styl życia sprawił, że Ani potrafi doskonale przyjrzeć się światu i jego regułom. Wiele piosenek nosi ślady jej własnych przeżyć, jak na przykład "Cradle and All", której tekst mówi: "fourteenth street and the garbage swirls like a cyclone / three o'clock in the afternoon / and I'm going home / f-train is full of high school students / so much shouting, so much laughter / last night's underwear / in my back pocket / sure sign of the morning after / take me home / take me home and leave me there / think I'm going to cry, I don't know why / think I'm going to sing myself a lullaby / feel free to listen / feel free to stare". Słuchając wolnej melodii, niemal noszącej znamiona skargi, można wyczuć ból bohaterki, której życie raczej nie przypomina barwnego pochodu, lecz zapyziałą dziurę, do której trzeba wracać pociągiem pełnym ludzi, wysiadając na jednej z najbardziej obdartych stacji. Mając takie życie nie pozostaje nic innego, jak zaszyć się we własnym miejscu zwanym domem i zaśpiewać sobie kołysankę, która uśpi nas na tak długo, aż zmieni się rzeczywistość wokół nas.
Jednak Ani Difranco jest także doskonałą obserwatorką relacji międzyludzkich, co obrazuje moja ulubiona piosenka pod tytułem "As is": "you can't hide / behind social graces / so don't try / to be all touchy feely / cuz you lie / in my face of all places / but I've got no / problem with that really / what bugs me / is that you believe what you're saying / what bothers me / is that you don't know how you feel / what scares me / is that while you're telling me stories / you actually / believe that they are real / and I've got / no illusions about you / and guess what? / I never did / and when I said / when I said I'll take it / I meant / I meant as is". Tekst tej piosenki przemawia sama za siebie, wyrażając ból i żal po stracie, ale także gotowość do walki. Muzyka Ani Difranco nie jest ani skoczna, ani zbyt rytmiczna. Kieruje się raczej w stronę folku i alternatywy, gdyż piosenkarka używa gitarowych chwytów i małej liczby instrumentów, aby wprowadzić odpowiedni, trochę przygnębiający klimat. To wszystko razem sprawia, że nie nadaje się do dzisiejszej, interesującej ludzi, ramówki.
Podobnie jak Ani, w ramy teraźniejszego popu nie daje się oprawić brytyjski piosenkarz Billy Bragg, nazywany "jednym człowiekiem Clash" (być może tą nazwę rozpozna więcej ludzi, bo jakby na to nie patrzeć, każdy zna piosenkę "Should I stay or should I go" w wykonaniu zespołu The Clash). Billy, w przeciwieństwie do większości aktualnie będących na topie wykonawców, nie śpiewa dla pieniędzy. Bilety na jego koncerty są śmiesznie tanie. Billy po prostu robi to, co lubi, śpiewa dla własnej i innych przyjemności. Jest genialnym muzykiem, którego głos nie jest gładki, ale za to prawdziwy, i przez to dodaje mu undergroundowego brzmienia. Bragg skupia się na dwóch aspektach życia: polityce i miłości. Jego piosenki albo traktują o wydarzenia politycznych w Wielkiej Brytanii, albo o nieudanej miłości (mimo, że aktualnie Billy jest szczęśliwym mężem i ojcem). Jak większość wartościowych, ale nie bardzo docenianych artystów, Billy Bragg jest człowiekiem niezwykle inteligentnym, potrafiącym obserwować świat i wyciągać wnioski z własnych obserwacji. Swoje przeżycia wylewa na kartkę papieru, tworząc naprawdę cudowne teksty, wprawiające słuchacza w podziw. Na poparcie moich słów przytoczę kilka wersetów.
: do góry : | |
Cennym stwierdzeniem jest piosenka "Milkman of human kindness": "If you're lonely, I will call / If you're poorly, I will send poetry / I love you / I am the milkman of human kindness / I will leave an extra pint". Czyż to nie jest genialne? Kto w dzisiejszych czasach pokusi się o stwierdzenie "mleczarz ludzkiej uprzejmości"? Swoje przeżycia miłosne, doświadczenia z okresu okrutnej szkoły średniej, Billy potrafi przekazać innym w postaci słów, które nie boją się krytyki, ale nie boją się także prawdy i zwyczajnych, powszechnie znanych faktów, np. "A New England": "(...) I loved you then as I love you still /
Tho I put you on a pedestal / They put you on the pill / I don't feel bad about letting you go / I just feel sad about letting you know / I don't want to change the world / I'm not looking for a new England / I'm just looking for another girl". Obserwacja świata miesza się tutaj z własnymi przeżyciami, z własnym doświadczeniem. Billy potrafi też powiedzieć to, co dla innych wciąż stanowi temat tabu. Jednak nie jest on wybitnie popularnym artystą swego kraju. Pomijam fakt politycznych idei, które dzielnie wykrzykuje i opisuje, ale skupiam się tutaj na jego inteligencji i zdolności wyrazu świata. Ponieważ w piosenkach Bragga nie ma skocznych melodii i unc-bunc, które króluje na dyskotekach, słuchają go tylko ci, którzy nie zwracają uwagi na szybkość, lecz szukają w muzyce sensu.
A sens taki możemy także zobaczyć w muzyce Natalie Merchant, dawnej wokalistki zespołu o dziwnej nazwie 10,00 Maniacs. Popularni tylko w niektórych kręgach, istnieją na scenie muzycznej już wiele lat, grając wciąż dla swoich wiernych fanów. Natalie Merchant rozpoczęła własną karierę, solową, i wyszła na tym bardzo dobrze, wydając ostatnimi czasy nową płytę. Jednak wciąż nie jest ona wokalistką rozpoznawalną po pierwszym wspomnieniu jej nazwiska, często nawet ludzie zapytani o były zespół nie wiedzą o kogo chodzi. Muzyka, która rozbrzmiewa na płytach Natalie jest spokojna, łagodna, tylko niekiedy poruszona szybszym brzmieniem, ale nigdy nie cięższym. Najważniejszym jednak plusem są jej teksty, tak samo jak wspomnianych już artystów, pewne prawdy o świecie i życiu. W piosence "Life is sweet" Natalie śpiewa: "(...) But don't cry / know the tears'll do no good / so dry your eyes / they told you life is hard / it's misery from the star / it's dull and slow and painful / I tell you life is sweet / in spite of the misery / there's so much more / be grateful / (...) / they told you life is long / be thankful when it's done / don't ask for more / you should be grateful / but I tell you life is short / be thankful because before you know / it will be over / cause life is sweet / and life is also very short / your life is sweet". Sens tej piosenki wydaje się jasny, życie jest piękne i tak dalej, ale jak wczytać się głębiej w słowa dostrzegamy pewne wątpliwości, które dotyczą nas samych. Natalie Merchant potrafi ubrać je w słowa i - co więcej - odpowiedzieć na nie sensownie i spokojnie. Pisze ona także o ludziach i ich podejściu do życia, o ich próbach pogodzenia się z nim lub wręcz przeciwnie, jego zniszczeniach.
Podobnie do swojej muzyki podchodzi kolejna piosenkarka z kręgu alternatywnych i mało znanych, kiedyś wokalistka grupy Weeping Tile, aktualnie samotna autorka tekstów i muzyki - Sarah Harmer. Tak samo jak reszta opisywanych przeze mnie muzyków, posiada niezwykły dar obserwacji i przelewania na papier swoich myśli w sposób przyprawiający niekiedy o zgrozę, ale zawsze zmuszający nas samych do myślenia. Nie boi się opisywać własnych porażek, ale także wskazuje innym uwagę na całość życia. Muzyka jej nie wyróżnia się szczególnie niczym, przede wszystkim składa się z gitarowych uderzeń i cichego podkładu instrumentów dętych. Jednak w połączeniu z tekstami, pełnymi prawdy, stanowi niezwykłą mieszankę, która potrafi pomóc nam otrząsnąć się z marazmu będącego wokoło nas. Jednocześnie, Sarah wyraża w niektórych piosenkach swoje obawy i pytania, na które większość z nas nie potrafi nigdy znaleźć odpowiedzi.
Oczywiście, zawężam tutaj grupy ludzi do statystycznych, stereotypowych zachowań, ale muszę, gdyż przy układaniu np. programu telewizyjnego stosuje się właśnie taką politykę. Czerpię także z własnego doświadczenia - kiedyś ja sama nie znałam wyżej opisanych wykonawców, jednak kiedy zetknęłam się z nimi po raz pierwszy, zrobili na mnie ogromne wrażenie - dlatego też zaczęłam przeglądać Internet w poszukiwaniu innych undergroundowych, zakamuflowanych gdzieś piosenkarzy (fakt jest taki, że to, co mało znane jest trudne do odkrycia...) i to zaowocowało moją kolekcją alternatywnej muzyki. Pytanie: dlaczego muzyka spokojna, ładna, z sensowym i prawdziwym tekstem jest spychana na dalszy plan? Może dlatego tak się dzieje, że widząc prawdę o nas samych, prawdę niezbyt miłą i pozytywną, nie chcemy mieć z nią nic wspólnego?
|