| |
Miasto aniołów
r e c e n z j a
Tak, wiem, że jest to niezbyt udany (według wielu recenzentów) remake filmu "Niebo nad Berlinem" Wima Wendersa. Jednak dla mnie "Miasto aniołów" stanowi zupełnie odrębne dzieło. Zupełnie odrębne, z innym przesłaniem, a co najważniejsze - zupełnie inaczej zagrane i wyreżyserowane.
W zasadzie, z mojego punktu widzenia, głównym bohaterem filmu jest Seth. Seth jest niezwykły gdyż... jest aniołem. Posłańcem Boga. Nie widzą go ludzie, dopiero ci, których ze sobą zabiera. Nie boi się wysokości, a podczas wschodu i zachodu słońca słyszy muzykę, kiedy słońce wyłania się zza horyzontu, jakby ocean wypuszczał je na wolność. Jednak jest także druga strona medalu - Seth niczego nie czuje, no i nie jest człowiekiem. Jego prostą egzystencję zakłócają tysiące pytań, a zwątpienie pogłębia się, kiedy pierwszy raz spotyka na swej drodze Meg.
Drugą najważniejszą postacią filmu jest bowiem Meg Rice, młoda lekarka. Ma dobra pracę (jest chirurgiem), oddanego chłopaka, słodkiego psa Earla. Ale wystarczy jedna operacja, a jej świat, dotychczas tak prosty, legnie w gruzach.
Dla obu bohaterów jedna chwila staje się momentem przełomowym. Meg podczas operacji nie może uratować swojego pacjenta. Właśnie to sprawia, że kobieta załamuje się i zaczyna zastanawiać, kto tak naprawdę ma władzę. Natomiast Seth, który obserwował wyczyny Meg, kiedy z desperacją chciała uratować umierającego, zakochuje się w niej. Od tego momentu śledzimy perypetie Setha, który ukazuje się Meg, oraz myśli lekarki, stopniowo ulegającej urokowi anioła.
Historia przedstawiona w filmie jest piękna. Traktuje przede wszystkim o miłości. O miłości prawdziwej i odczuwanej, drogiej niż cokolwiek innego na świecie. Meg niewątpliwie poddaje się urokowi Setha już po pierwszym spotkaniu. Niepewna swych uczuć wobec aktualnego chłopaka, stara się je sprawdzić prosząc go, aby po prostu spędzili ze sobą czas - chodzi o wytrzymanie w swoim towarzystwie bez odzywania się, po prostu bycie ze sobą. I może to ćwiczenie nie przyniosło oczekiwanych przez Meg rezultatów, ale nie zaniechało też szansy na przyszłość. Dopiero zaskakująca ją nagła prawda i pewnego rodzaju obawa przyszłości sprawia, że Meg zmuszona jest podjąć kilka drastycznych decyzji.
Drugim aspektem fabuły filmu jest... miłość. Tak, ale postawiona z innego punktu widzenia. Bowiem Meg i Seth uosabiają parę, która potrafi całkowicie zatracić się w uczuciu i poświęcić się dla niego, poświęcić dla niego wszystko inne. Oboje działają według zasady, że lepiej jest przeżyć jeden dziś z miłością, niż być nieśmiertelnym bez niej. Jednak aby zrozumieć, o czym dokładnie mówię, trzeba oglądnąć film.
Jednak nie mogę nie wspomnieć o kruczkach fabuły, które stanowią dla mnie przykłady genialnych posunięć i niezmiernie ważnych, przepełnionych znaczeniem dialogów.
Przede wszystkim, ważnym momentem w filmie jest scena wschodu i zachodu słońca, kiedy wszyscy aniołowie zbierają się na plaży, aby wysłuchać hejnału dnia. Pokazuje ona odmienność dwóch gatunków: anioła i człowieka.
Innym elementem, niosącym przesłanie, jest fakt, że anioł nie czuje i późniejsze prośby Setha, aby Meg opisywała mu smaki gruszek czy jej ulubionych potraw.
: do góry :
|
|
Jednak tym, co zasługuje na największą pochwałę i tym, co wzbudza mój największy zachwyt i szacunek dla scenarzysty, jest idea Upadku. Upadku przez duże U, bowiem jest to przełom w żuciu anioła, który decyduje się wyrzec tego, czym jest i co posiada, aby być człowiekiem. Scena tego zaskakującego momentu jest w filmie przygotowana w najdrobniejszych szczegółach, od scenerii upadku poczynając, przez zwolnione tempo, pozy Setha, na genialnej i wyraźnie podkreślającej powagę chwili muzyce kończąc. Upadasz i w ten sposób dokonujesz wyboru - wyrzekasz się nieśmiertelności, przyjmując człowieczeństwo. Dodatkowym elementem podkreślającym wybór Setha jest jego późniejsza rozmowa z przyjaciółką Meg: widząc poranioną twarz mężczyzny Anne pyta go co się stało, na co Seth odpowiada, że upadł; gdy zaś lekarka chce wiedzieć skąd, były anioł przyznaje, że z miłości. Cudo!
Na duże brawa, prócz fabuły, zasługuje samo aktorstwo. Nie byłam przekonana ani do Meg Ryan, a tym bardziej do Nicolasa Cage'a, którego wręcz nie znosiłam. Wystarczyło jedno spojrzenie z ekranu, abym przekonała się do obojga aktorów.
Meg-lekarka w wykonaniu Meg Ryan jest naprawdę przekonująca. Chociaż pierwsza scena operacji wychodzi troszkę komicznie (słuchanie muzyki, upuszczony wacik), jej późniejsze zachowanie sprawdza się. Potrafi dobrze oddać stan wątpliwości. Załamanie po nieudanej operacji jest tak prawdziwe i wzruszające, że współczujemy lekarce całym sercem i wierzymy w to, że będzie lepiej. Meg zastanawia się nad ingerencją sił wyższych i potrafi do dobitnie okazać, samymi nawet gestami i mimiką twarzy, a przy tym jest świeża i naturalna. Dodatkowym atutem tej postaci jest zwykłość - bowiem jak każdy człowiek Meg ma swoje obawy wobec Setha, boi się go po poznaniu prawdy, jednocześnie w tą prawdę nie chce uwierzyć, ale kiedy w grę wchodzi dalsze życie i wyrzeczenia, potrafi przeprosić i przyjąć przeprosiny.
Zupełnym odkryciem był dla mnie Nicolas Cage, którego wręcz nie znosiłam. W tym filmie zaskoczył mnie ogromnie. Jego postać, anioł Seth, jest spokojna i opanowana. Seth wszystkiemu się dziwi, każdy dotyk jest dla niego nowością, każdy widok i słowa rozmowy. Nicolas Cage zaś potrafi to zagrać samym spojrzeniem oczy u wyrazem ust. Gwarantuję - psie spojrzenie wyraża każdą wątpliwość. Jednak kiedy anioł dochodzi do własnej prawdy i postanawia zacząć rządzić swoim życiem, zmienia się nie do poznania, jest wesoły i niewinny.
Miłym dodatkiem jest postać Nathaniela Messengera, który wprowadza Setha w sekrety zostania człowiekiem (zwróćmy uwagę na nazwisko, gdzie Messenger znaczy Posłaniec) - gra Dennisa Franza jest komiczna kiedy trzeba, ale poważna i współczująca gdy dzieje się zło. Akcentem niewielkim, ale dla mnie ważnym, jest także Cassiel (grany przez Andre Braughera), anielski kumpel Setha, który jest z nim zawsze, nawet po przemianie. Pojawia się po to, aby wyakcentować znaczenie decyzji Setha.
Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych film ten jest a) wstrętną zżynką, b) zwykła historią miłosną, c) syfem jakich wiele. Ale zachęcam tych ludzi do spojrzenia na to dzieło przez pryzmat własnych doświadczeń. Może i oni odkryją w nim sen miłości, widząc samotnego Setha mimo swej tragedii cieszącego się życiem.
Ocena:4 / 5
|
| |