:: k o m p u t e r ::   :: m u z y k a ::   :: f i l m ::   :: c z y t e l n i a ::  
  :: w w w . z a l o g a g . n e t ::  
 

 
  85  
C Z Y T E L N I A
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona 
 


Anna Brzezińska - Letni deszcz. Kielich.
 
r e c e n z j a

Oj marzy mi się coś zaskakującego, coś takiego co mnie od środka wypali, coś co mnie przygwoździ do fotela, coś co sprawi że moje paluchy będą jak przyspawane do stronic książki. A tu nic. Trochę rzeczy mających swój urok, trochę rzeczy które generują złość w jakichś rozsądnych rozmiarach, garść pożal się boże grafomanii. Książka Brzezińskiej - dzięki Bogu - plasuje się gdzieś pomiędzy tym pierwszym, a tym drugim. Mój umysł otrzaskany kiedyś z książkami fantasy, z ulgą składa hołdy tym pisarzom, którzy oszczędzają mi orki, gobliny i martwiaki - słowem kreatury, które buntują się i najeżdżają prowincje prostych lub szlachetnych przedstawicieli rodzaju ludzkiego. Albo co gorsza, czają się po jaskiniach i borach, polując na karawany kupieckie.

Kolejna część cyklu "Sagi o Twardokęsku" wpisuje się w dotychczasowy schemat. Dla tych którzy nie wiedzą książka opowiada o Zird Zekrunie, Bogu, który postanawia wyrwać się ze sfery ziemskiej. Aby tego dokonać niszczy wszystko to, co mu staje na drodze. Oczywiście jego cel nie jest łatwy do osiągnięcia. Wiele lat trwania świata, sprawiło że Bogowie pozostawili po sobie liczne ślady w Krainach Wewnętrznego Morza. Od magicznych stworzeń po magiczne artefakty, w których zawarta jest część boskich mocy, które są mieczem obosiecznym. Służą Bogom, mają być może nawet własną świadomość, a jednocześnie mogą być narzędziem ich zguby. Bo bogowie także mogą umrzeć. Dużą rolę w wydarzeniach odgrywa Szarka, popychana przez przeznaczenie w kierunku Zird Zekruna. Może stać się narzędziem jego zagłady, płacąc za to ogromną cenę, a jednocześnie może stać się przyczyną zniszczenia świata - w myśl pragnień Zird Zekruna.

Niestety i Brzezińska ma swoje wady, które nie dotyczą, standardowej jeśli spojrzymy na nią w zarysie, tylko fabuły. Tak zauroczyła się postacią Szarki, że aż zepchnęła Twardokęska z piedestału. Jak tak może być - nie wiem, nie rozumiem takiego postępowania. Wygenerowano w ten sposób Sagę o Twardokęsku i Szarce, a nie o zbójcerzu, który jest postacią o wiele ciekawszą niż wiedźma, zajmująca się machaniem dwoma mieczami i niszczeniem wszystkiego co wrogie dookoła. I nawet można w sumie to zrozumieć, w końcu taka fabuła - zresztą nie najgorsza - musiała wymóc na niej takie postępowanie, ale w hołubieniu Szarki jest dla mnie coś podejrzanego. Jest jedyną bohaterką książki która wydaje mi się jakaś nieprawdziwa, zbyt rozpracowana w szczegółach, zbyt wypieszczona. Już od dawna wyczuwam takie postacie, które dla autorów są perełką. A autorzy czasami przesadzają z pieszczeniem tej perełki. Autorka z tak wielką lubością skupiała się na jej osobie, nadając Szarce gigantyczne znaczenie w przebiegających dookoła wydarzeniach, że chwilami aż to drażniło. I nawet jeśli tłumaczyć to niebagatelną rolą tej postaci w boskich planach, to i tak jakiś niesmak pozostaje. Był to chyba jedyny element w całej książce, który jest (nieświadomie lub w pełni świadomie) zaczerpnięty z prostego schematu fantasy klasycznej - znaczy się sztampowej i nijakiej. Bohater którego rola jest niebagatelna, bo jest kluczem do spełnienia oczekiwań potężnych mocy. I aż dziw że taka pisarka jak Brzezińska potrafi chwilami pociągnąć fabułę tak, że wygląda ona jak relacja z marzeń prostego gracza RPG. Super heros który przechodzi przez wszystkie perypetie generując coraz to bardziej zaskakujące rozwiązania fabularne. Wprost nie mogę uwierzyć aby osłabienie tego akcentu położonego na Szarkę pogorszyło książkę. Ów niesmak łagodzi trochę fakt, że za wszystko to Szarka płaci ogromną cenę, a także otwarte rozwiązanie w stosunku do jej osoby pod sam koniec tomu.

Bo tak poza tym to z fuszerką się nie spotykamy. Książka zbudowana jest na trochę już ogranych, ale jednak wciąż interesujących założeniach. Schemat wygląda następująco: rozkładamy bohaterów w różnych punktach, nad nimi stawiamy bogów. Wszystkie te jednostki mają swoje cele, o innych wektorach i innych kierunkach. Wraz z rozwojem akcji natykają się na siebie i wchodzą w starcie. Najważniejszą rolę odgrywają bogowie manipulujący ludzkim przeznaczeniem, budujący ciągi przyczynowo skutkowe które mają śmiertelników zaprowadzić do punktu przeznaczenia - tożsamego z ich wolą. Trochę to przypomina rzekę, gdzie drobniejsze wydarzenia zaczynają się składać w niezwykle szerokie i groźne sytuacje których nijak nie da się rozwiązać w sposób inny niż zgodny z wolą nieśmiertelnych.




: do góry :


Ponieważ sami jednak od czasu do czasu wchodzą sobie w paradę, więc tak naprawdę przewidywanie tego, którym torem pobiegnie akcja jest raczej wróżeniem z fusów. To jest ta mocna strona książki, teraz Brzezińskiej radził bym zaryzykować i przy następnej książce spróbować zabawić się w Dostojewską polifonię. W świecie fantasy przecież drzemią takie możliwości!

Twardokęsek w tym labiryncie faktów, wydarzeń i starć różnych celów jest najbardziej sympatycznym bohaterem. Zbój, hulaka i drań, myśli tylko o sobie. Jego podła, zdradziecka eskapada, w której pragnie porwać skarb kapłanów Koźlarza, staje się coraz bardziej interesująca z powodu nieprzewidzianych okoliczności, które wpychają Twardokęska w nurt głównych wydarzeń, przed czym broni się zaciekle. Bo ma on jedną niezwykle pozytywną cechę. W świecie w którym cuda są częste, ingerencja Bogów niemalże namacalna, Twardokęsek jest człowiekiem całkowicie świeckim. Nie interesują go popaprane interesy Bogów. Nie interesują go zagrywki, przeznaczenie i wielkie problemy tego świata. Co najwyżej wybierze się odczyniać uroki do jakiejś wioskowej wiedźmy. Cokolwiek w tej książce jest, najwięcej emocji sprowadza się do poszukiwania odpowiedzi na jedno pytanie: jak ta powsinoga sobie z tym poradzi?

To jest fantasy, od dawna nie przepadam za tym gatunkiem, ale widać jakiś rozwój. Brzezińska wydostaje się z typowego schematu nie poprzez kpiny jak Terry Pratchet. Ona idzie własną drogą, podejmuje się napisania o jakiejś problematyce i wychodzi jej to całkiem nieźle. Skupiłem się na fabule powieści, bo jest ona interesująca. Nagromadzenie trudnych wyborów tworzy bohaterom prawdziwy labirynt przez który starają się oni przejść: jedni sprawniej, inni mniej. I zrealizować swoje malutkie cele. Proste cele. Kobieta, mężczyzna, mieszek złota, albo spokój. Albo skarb, jak w wypadku Twardokęska. Szkoda tylko że chwilami książka męczyła mnie, i musiałem sobie z nią na jakiś czas dawać spokój. Bo ile można czekać na fragmenty książki które piszą o Twardokęsku?



Vesemir
NAPISZ

 
  
  
Copyright (c) 1998-2004 Załoga G
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona