Jeśli jest coś śmiesznego w książce "Na zdrowie", to znaczy, że u mnie poczucie humoru jest już w formie szczątkowej. Może to dlatego, że nie bawi mnie francuskie naigrywanie się z Anglików? Nie wiem, to byłby pewnie powód. Odwieczna niechęć między sąsiadami z dwóch stron kanału La Manche jakoś mnie nie porusza. Pewnie książka wywołała taki entuzjazm nad Sekwaną właśnie z tego powodu, ale co Polakowi do tego? Chyba może zainteresować tylko ludzi którzy uwielbiają pratchettowski humor tak bardzo, że nawet będą siegać po jego imitacje. Albo francuzofilów, a tych w Polsce na palcach jednej ręki policzyć można. Albo anglofobów - z tym już lepiej. Nie wiem - nie bawią mnie rozważania głównego bohatera nad samobójstwem, ani odwrócenie typowego kanonu fantasy w którym bohaterowie zawsze byli najlepszymi z najlepszych, a w tym wypadku są największymi nieudacznikami z nieudaczników.
Chyba jednak jestem zniechęcony do tego typu humoru: absurdalnego, w którym wszystko może się zdarzyć. Owszem czasami znajdują się tu gagi które wydają się zabawne nawet nie-francuzowi, ale są to tylko gagi. Człowiekowi w głowie pozostaje tylko pustka zaraz po przeczytaniu książki. Nie wiem może nawet się zaśmiałem kilka razy, ale co dalej? Zapomnę ją dość szybko. Lektura jest taka łatwa i przyjemna, niby żadnych grud, poza malutkimi wpadkami wynikającymi z niedokładnej korekty. Ta książka nie stoi na tak wysokim poziomie jak Monthy Python, jest za to napędzana rozważaniami o ultrakonserwatystach i konserwatystach w parlamenicie, i 400-funtowej królowej opetanej przez diabła i z naigrywania się z tego, że dla Anglików Londyn jest centrum wszechświata, a poza nim nic się nie znajduje - przyganiał francuski kocioł angielskiemu garnkowi.
Więc - widzicie - niespecjalnie wierzę w tą książkę. Gdybym chciał zmusić się do poszukiwania jej zalet - pewnie bym kilka znalazł. Ale tak naprawdę są to triki wypatrzone u innych autorów. Motyw świadomości u bohatera, że jest tylko częścią książki obrabiał już doskonale Huberath w "Gnieździe światów". Może dla francuza bohater który nagle zaczyna rozumieć swoją służebna rolę to zaskoczenie, dla mnie niespecjalne.
A może wymagam od tej książki zbyt wiele? W sumie ma być gumą do żucia dla umysłu, po prostu żeby coś trawić, na czymś zawiesić uwagę. Może nawet bawić. Ale naprawdę jak dlamnie jest wyjęta z innej rzeczywistości kulturowej. Nie wiem jakich zabiegów musiałby dokonać tłumacz, aby książka była zabawna.
: do góry :