Dzień, w którym świat usłyszał o Sylvestrze Stallone był dniem sądnym dla całego Hollywood. Pod wpływem młodego (wówczas, czyli przed laty) i utalentowanego (co do tego opinie cały czas są podzielone) aktora raz i na zawsze zmieniło się oblicze filmów akcji - z marudnych, rozlazłych i mocno przegadanych potańcówek dla widzów w podeszłym wieku, gatunek ten ewoluował w kierunku szybkich, brutalnych i żywiołowych obrazów, gdzie najważniejszą rolę odgrywała masa mięśniowa głównego bohatera i użytkowanie coraz wymyślniejszych giwer. Oczywiście zmiany dotknęły też gaż aktorskich, których wysokość sięgnęła niebotycznych pułapów. Rzecz jasna Sly nie od razu zawojował cały kanon - początkowo borykał się z takimi głupawkami jak choćby "Wyścig Śmierci 2000" (nota bene film ów stanowi punkt wyjściowy dla wszystkich gier z serii Carmageddon) czy cyklem filmów o włoskim bokserze-emigrancie, która miała ambicje być czymś więcej niż konserwatywną siepaniną. I tak pierwsza część "Rocky'ego" doczekała się Oscara, a w następstwie popularności całego cyklu namnożyło się gier zainspirowanych ringowymi dokonaniami Rocky'ego "Włoskiego Ogiera" Balboy, choć produktu z prawdziwego zdarzenia doczekaliśmy się dopiero teraz.
LICENCJA NA SYLWESTRA
Nowa gra z nazwą mistrza w tytule stanowi dość wierną adaptację całej serii filmów, których na przestrzeni czternastu lat powstało aż pięć. Jednakże to właśnie ona najbardziej ze wszystkich zasługuje na miano jedynie słusznej oficjalnej adaptacji. Dzieje się tak dlatego, że wydawca, firma Ubi Soft, pokusił się o zakup kosztownej licencji opiewającej wszystkie pięć filmów. Dzięki temu możliwe stało się upodobnienie występujących w grze bokserów do ich ekranowych odpowiedników - Rocky ma twarz Sylwka, Clubber Lang to wypisz wymaluj Mr T, a Ivan Drago jest nie tylko łudząco podobny do Dolpha Lundgrena, lecz posiada identyczną co on posturę. W ramach licencji udostępniono również najważniejsze lokacje. Walki toczą się w 11 miejscach, z których warto wyróżnić Philadelphia Arena, Titan Beach Miami, Big Rock Nevada, Queensburys' Fighting Club, a także w samym sercu Waszyngtonu i Moskwy. Rzecz jasna w wersji na GBA nie ma co liczyć na udzielenie się dusznej atmosfery klubów, tutaj to rzecz stricte umowna. Po prostu za plecami walczących widać coś w rodzaju renderowanego zdjęcia przedstawiającego taką to, a taką lokację i nawet nie ma możliwości obrócenia się czy zmiany ujęcia. Na szczęście cały czas słychać westchnienia tłumu, okrzyki wiwatu i ich nieustanne skandowanie "Rocky! Rocky! Rocky!". Czym jednak byłaby licencja na Rocky'ego, gdyby nie było w niej mowy o przesławnym motywie muzycznym "Gonna Fly Now" - tym samym, który za każdym razem mile łechce nas między łopatkami? Mam dobrą wiadomość: w tej grze wcale o nim nie zapomniano. Wita nas na dzień dobry, tuż po odpaleniu gry, kiedy po ekranie płyną literki składające się na jej tytuł, aby później towarzyszyć podczas walk z takimi drapieżnikami jak Apollo Creed, Clubber Lang, Ivan Drago czy Tommy "Machine" Gunn. Chyba nie muszę mówić jak pięknie robi się wówczas na duszy?
DUŻO NAS
Oficjalnie w zmaganiach na ringu bierze udział 20 zawodników. Do tego należy doliczyć jeszcze pięć filmowych wersji Rocky'ego - jak zapewne wszyscy pamiętają wygląd boksera ewoluował wraz z każdą częścią filmu i w grze możemy powalczyć każdą z odmian bohatera. Na całokształt składa się także kilka postaci bonusowych, do których dostęp otwiera się po zaliczeniu konkretnych trybów gry. Przeważnie są to wzmocnione wersje głównego bohatera, choć nie tylko. W sumie daje to około 30 różnych zawodników o odmiennych statystykach, a dość powiedzieć, że te wcale nie są pustymi tabelami. Zakres możliwości takich jak kondycja, szybkość, siła uderzeń czy wytrzymałość wpływa na sposób walki wszystkich pięściarzy - jedni biorą się za lanie od razu na dźwięk gongu, inni podchodzą do tematu ostrożniej, raczej polegając na unikach i mocniejszych atakach znienacka. Na niektórych wystarczy kilka potężnych ciosów, innym trzeba wbijać przegraną do głowy przez kilka dobrych rund. Niektórzy to koszmarne rzadziaki (co tu ukrywać - Rocky na początku też) i po kilku machnięciach rękami siada im kondycja - drastycznie spada siła ciosów i częstotliwość ich wyprowadzania - a inni są twardzielami, dla których przetrwanie całego meczu to bułka z masłem.
: do góry : | |
WALCZ I MĘŻNIEJ
Pora rzec coś o trybach gry. Najważniejszym (i z pewnością najbardziej emocjonującym) jest Movie Mode, który zabiera graczy na długą wycieczkę po świecie filmu. To tu zyskujemy niepowtarzalną szansę pokierowania losami Rocky'ego od początku jego kariery, kiedy zaczynał walki w kościelnej kaplicy aż do bolesnego finału, kiedy to na ulicy musiał udowodnić swojemu wychowankowi Tommy'emu, że nie jest jeszcze takim dziadkiem, na jakiego wygląda. Do trybu filmowego wprowadza kilka renderowanych fotek zapożyczonych z celuloidu - dają pojęcie o tym co bohatera czeka w najbliższym czasie (walka ze wspaniałym Apollo), a potem podobne cut scenki poprzedzają co ważniejsze wydarzenia, czyli walki z innymi filmowymi bokserami (Lang, Drago, Gunn). Warto wspomnieć, że przed każdą walką mamy możliwość odbycia specjalnego treningu podnoszącego, początkowo dość skąpe, umiejętności bohatera. Uderzając w ciężki worek bokserski, poduszki czy gruszkę zyskuje się kilka cennych punktów, które przekładają się na wzrost statystyk i postępy w walce. To ważne, bo Rocky zaczyna karierę ze statusem nowicjusza i tylko żmudna praktyka pomoże mu zagościć na pierwszych stronach gazet. Dla wszystkich tych, których nudzą ćwiczenia przygotowano opcję autotreningu samoczynnie odwalającego wszystkie formalności. Istota samej walki na ringu jest prosta jak konstrukcja cepa - bokserzy dysponują szeregiem uników i nadzwyczaj skąpym, jak na mój gust, zestawem ciosów (lewy prosty, prawy prosty, lewy sierpowy, prawy sierpowy), które wyprowadza się na jednym poziomie, tj. tylko w twarz. Pojedynki polegają więc na odpowiednio szybkim uchylaniu się przed uderzeniami przeciwników i kontratakowaniu, przy czym należy pamiętać, iż to sierpowe są w grze najsilniejszymi ciosami. Rozumiem, że takie ograniczenia podyktowano niedużymi możliwościami GBA w porównaniu do innych konsol nowej generacji, ale zaaplikowanie tak miłego akcentu jak ataki na brzuch chyba by konsolki z dymem nie posłało. Pal to jednak licho - i z samymi ciosami na twarz gra się co najmniej sympatycznie. Inne tryby gry, które oferuje gameboyo'owa wersja Rocky'ego to Exhibition, a więc pojedyncze mecze rozgrywane pomiędzy dostępnymi zawodnikami, Knockout, czyli szereg walk wybranym bokserem bez możliwości modyfikowania jego statystyk oraz Versus - towarzyska gra z kumplem/kumpelą po kabelku.
CO WIDAĆ, CO SŁYCHAĆ
Od strony technicznej obyło się bez innowacji, chociaż grafika i animacja gry kwalifikują się do grona tych ładniejszych. Największą bolączką są brzydkie tła, chociaż na nie akurat zwraca się umiarkowaną uwagę. Podczas walki bokserzy mogą przesuwać się tylko w prawo lub lewo, nie istnieje możliwość zmiany kamery czy pozycji. Na szczęście nie ma to wpływu na grywalność i dynamikę pojedynków, które potrafią zaabsorbować uwagę gracza na długie godziny. Wśród dźwięków gry przeważa gwar widowni i głuche uderzenia pięści lądujących na twarzach kolejnych przeciwników. Pomiędzy etapami słychać wspaniały motyw muzyczny znany z filmów o Rockym - słuchając go w człowieku po prostu wzbiera duch walki. I jak tu się potem dziwić, że przyciski konsolki zaczynają szwankować... Rocky to, obok Boxing Fever, najlepsza obecnie gra bokserska na przenośne konsolki i nie ma w tym ani cienia przesady!
| OCENA:
8
/ 10 [skala ocen] |
Rodzaj gry:
Producent:
Dystrybutor:
Cena:
Internet:
|
sportowa
Ubi Soft
Ubi Soft
--
www.ubisoft.com
|
Wymagania:
GBA
|
|