Wydawałoby się, że kilka lat po premierze Epizodu 1, każda nowa gra oparta na jego wątkach zyska plakietki "wtórna" i "mało atrakcyjna". Tymczasem na rynku pojawił się tytuł Star Wars: Jedi Power Battles, którego fabuła opiera się na wydarzeniach zaprezentowanych w filmie - nie zamyka ich jednak w sztywnych ramach ekranizacji, lecz rozwija w sposób twórczy. Przede wszystkim jej głównymi bohaterami (a jednocześnie postaciami, spośród których wybierze gracz tę jedną jedyną, by poprowadzić ją do zwycięstwa nad ciemną stroną Mocy) jest trójka, a nie jak to dotychczas bywało, dwójka rycerzy Jedi: Obi-Wan, Qui-Gon Jinn i czarnoskóry Mace Windu. Wybór postaci nie ma jednak znaczenia dla rozgrywki - różnice pomiędzy nimi sprowadzają się jedynie do odmiennego, choć znowu nie aż tak bardzo, wyglądu i niczego poza tym.
DAWNO, DAWNO TEMU W GALAKTYCE...
Cała przygoda zaczyna się, co chyba oczywiste, na statku Federacji Handlowej, gdzie negocjacje pomiędzy jej przedstawicielami a rycerzami Jedi przybierają niespodziewany, agresywny obrót. Atak droidów bojowych i turlających się Niszczycieli bynajmniej nie zaskakuje - widzieliśmy go już nie raz i to nie tylko w filmie, ale efektowna walka, do której w ten sposób dochodzi, sama wciska pieśń na usta i pobudza serce do szybszego bicia. Pod względem widowiskowości rycerze Jedi z gry nie ustępują bowiem swoim filmowym pierwowzorom. Miecz w ich rękach radośnie tańczy, wywija młyńce i wywołuje charakterystyczne buczenie, do jakiego przyzwyczaili nas dźwiękowcy Lucasa, wokoło latają promienie z blasterów, które można bez większego problemu odsyłać do adresatów, a przeciwnicy rażeni orężem giną w iście ekranowym stylu. Dodatkowego smaku nadaje piętno Darth Maula wiszące nad każdą batalią - chyba nikt nie ma wątpliwości, że w finale gry głównym przeciwnikiem będzie właśnie on.
RYCERZEM BYĆ MARZYŁEM OD KOŁYSKI
Rzecz jasna zasób umiejętności Jedi składa się nie tylko z widowiskowego fechtunku, lecz także z przydatnego uderzenia mocą powalającego wszystkich wrogów w najbliższym otoczeniu, jak również z wysokiego podwójnego skoku, umożliwiającego dostanie się do miejsc pozornie niedostępnych. A trzeba wiedzieć, że skakanie pełni w tej grze bardzo ważną rolę - to druga po bijatyce czynność, do której należy po prostu przywyknąć. Umiejętność ta niezbędna jest do pokonania przepastnych szybów wentylacyjnych statku Federacji, szerokich rozpadlin na Naboo czy penetracji powietrznego miasta Coruscant, w którym roi się od żądnych mordu najemników. Mimo swej zasadniczej roli skakanie w grze nie zostało jednak dopracowane. Wystrój etapów jest ładny, ale ich przestronność robi wrażenie papierowej, stąd przedostanie się przez kilka zawieszonych w powietrzu platform o niesprecyzowanej powierzchni budzi głębokie frustracje. To bez wątpienia największy mankament, na jaki cierpi ten tytuł.
: do góry : | |
KOMU CORUSCANT, KOMU?
Gra składa się z dziesięciu dość rozległych etapów. W ich poczet wchodzi wspomniany już kilkakrotnie statek Federacji Handlowej, planeta Naboo, Tatooine, Theed i Coruscant, a także imperatorski pałac, w którym rozgrywały się finałowe sceny filmu. Każda lokacja ma swój charakterystyczny wystrój i mieszkańców. Na szturmowanym przez droidy Naboo znajdzie się więc miejsce także i dla Gunganów, z kolei Tatooine to przede wszystkim poletko Jeźdźców Tusken oraz sond szpiegujących Darth Maula. Oczywiście zadania również idą z duchem filmu - uwolnienie i eskortowanie księżniczki Amidali, ochrona małego Anakina Skywalkera czy powietrzna bitwa nad ulicami miasta Theed to tylko rozszerzone, choć bezwarunkowo wierne przeniesienie wydarzeń z ekranu na wyświetlacz konsolki i udział w nich jest niewątpliwą przyjemnością, zwłaszcza dla licznego grona wyznawców Gwiezdnych Wojen. Na korzyść tych ostatnich z całą pewnością przemawia także epicka muzyka, znana skądinąd ze ścieżek dźwiękowych filmów, której w grze nie brakuje. Pod względem klimatu pozycja ta dorównuje największym przebojom LucasArts i nie ma w tym ani odrobiny przesady.
MOC JEST ZAWSZE Z NAMI
Mogę to powiedzieć bez cienia wątpliwości: gdyby nie feralny system skakania, który nawet najbardziej cierpliwych przyprawi o nerwobóle, nazwałbym Jedi Power Battles świetną grą i polecił każdemu zwolennikowi niezobowiązującej rąbanki, ponieważ gra zasługuje na rekomendację jak mało która. Tytuł ten jest jednocześnie najlepszą adaptacją Epizodu 1 na przenośne konsole, a i niewątpliwie jedną z najlepszych w ogóle. Musicie bowiem wiedzieć, iż każda saga ma swój początek i każda platforma ma swoje Gwiezdne Wojny. Ale tych na GBA z pewnością nie powstydziłby się sam mistrz Yoda.
| OCENA:
7
/ 10 [skala ocen] |
Rodzaj gry:
Producent:
Dystrybutor:
Cena:
Internet:
|
bijatyka/platformowa
LucasArts
THQ
--
www.thq.com
|
Wymagania:
GBA
|
|