:: k o m p u t e r ::   :: m u z y k a ::   :: f i l m ::   :: c z y t e l n i a ::  
  :: w w w . z a l o g a g . n e t ::  
 
NetArt - www.serwery.pl - reklama

 
  20  
K O M P U T E R
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona 
 


Star Wars: JEdi Power Battles
 
r e c e n z j a

Wydawałoby się, że kilka lat po premierze Epizodu 1, każda nowa gra oparta na jego wątkach zyska plakietki "wtórna" i "mało atrakcyjna". Tymczasem na rynku pojawił się tytuł Star Wars: Jedi Power Battles, którego fabuła opiera się na wydarzeniach zaprezentowanych w filmie - nie zamyka ich jednak w sztywnych ramach ekranizacji, lecz rozwija w sposób twórczy. Przede wszystkim jej głównymi bohaterami (a jednocześnie postaciami, spośród których wybierze gracz tę jedną jedyną, by poprowadzić ją do zwycięstwa nad ciemną stroną Mocy) jest trójka, a nie jak to dotychczas bywało, dwójka rycerzy Jedi: Obi-Wan, Qui-Gon Jinn i czarnoskóry Mace Windu. Wybór postaci nie ma jednak znaczenia dla rozgrywki - różnice pomiędzy nimi sprowadzają się jedynie do odmiennego, choć znowu nie aż tak bardzo, wyglądu i niczego poza tym.



DAWNO, DAWNO TEMU W GALAKTYCE...

Cała przygoda zaczyna się, co chyba oczywiste, na statku Federacji Handlowej, gdzie negocjacje pomiędzy jej przedstawicielami a rycerzami Jedi przybierają niespodziewany, agresywny obrót. Atak droidów bojowych i turlających się Niszczycieli bynajmniej nie zaskakuje - widzieliśmy go już nie raz i to nie tylko w filmie, ale efektowna walka, do której w ten sposób dochodzi, sama wciska pieśń na usta i pobudza serce do szybszego bicia. Pod względem widowiskowości rycerze Jedi z gry nie ustępują bowiem swoim filmowym pierwowzorom. Miecz w ich rękach radośnie tańczy, wywija młyńce i wywołuje charakterystyczne buczenie, do jakiego przyzwyczaili nas dźwiękowcy Lucasa, wokoło latają promienie z blasterów, które można bez większego problemu odsyłać do adresatów, a przeciwnicy rażeni orężem giną w iście ekranowym stylu. Dodatkowego smaku nadaje piętno Darth Maula wiszące nad każdą batalią - chyba nikt nie ma wątpliwości, że w finale gry głównym przeciwnikiem będzie właśnie on.



RYCERZEM BYĆ MARZYŁEM OD KOŁYSKI

Rzecz jasna zasób umiejętności Jedi składa się nie tylko z widowiskowego fechtunku, lecz także z przydatnego uderzenia mocą powalającego wszystkich wrogów w najbliższym otoczeniu, jak również z wysokiego podwójnego skoku, umożliwiającego dostanie się do miejsc pozornie niedostępnych. A trzeba wiedzieć, że skakanie pełni w tej grze bardzo ważną rolę - to druga po bijatyce czynność, do której należy po prostu przywyknąć. Umiejętność ta niezbędna jest do pokonania przepastnych szybów wentylacyjnych statku Federacji, szerokich rozpadlin na Naboo czy penetracji powietrznego miasta Coruscant, w którym roi się od żądnych mordu najemników. Mimo swej zasadniczej roli skakanie w grze nie zostało jednak dopracowane. Wystrój etapów jest ładny, ale ich przestronność robi wrażenie papierowej, stąd przedostanie się przez kilka zawieszonych w powietrzu platform o niesprecyzowanej powierzchni budzi głębokie frustracje. To bez wątpienia największy mankament, na jaki cierpi ten tytuł.




: do góry :


KOMU CORUSCANT, KOMU?

Gra składa się z dziesięciu dość rozległych etapów. W ich poczet wchodzi wspomniany już kilkakrotnie statek Federacji Handlowej, planeta Naboo, Tatooine, Theed i Coruscant, a także imperatorski pałac, w którym rozgrywały się finałowe sceny filmu. Każda lokacja ma swój charakterystyczny wystrój i mieszkańców. Na szturmowanym przez droidy Naboo znajdzie się więc miejsce także i dla Gunganów, z kolei Tatooine to przede wszystkim poletko Jeźdźców Tusken oraz sond szpiegujących Darth Maula. Oczywiście zadania również idą z duchem filmu - uwolnienie i eskortowanie księżniczki Amidali, ochrona małego Anakina Skywalkera czy powietrzna bitwa nad ulicami miasta Theed to tylko rozszerzone, choć bezwarunkowo wierne przeniesienie wydarzeń z ekranu na wyświetlacz konsolki i udział w nich jest niewątpliwą przyjemnością, zwłaszcza dla licznego grona wyznawców Gwiezdnych Wojen. Na korzyść tych ostatnich z całą pewnością przemawia także epicka muzyka, znana skądinąd ze ścieżek dźwiękowych filmów, której w grze nie brakuje. Pod względem klimatu pozycja ta dorównuje największym przebojom LucasArts i nie ma w tym ani odrobiny przesady.

MOC JEST ZAWSZE Z NAMI

Mogę to powiedzieć bez cienia wątpliwości: gdyby nie feralny system skakania, który nawet najbardziej cierpliwych przyprawi o nerwobóle, nazwałbym Jedi Power Battles świetną grą i polecił każdemu zwolennikowi niezobowiązującej rąbanki, ponieważ gra zasługuje na rekomendację jak mało która. Tytuł ten jest jednocześnie najlepszą adaptacją Epizodu 1 na przenośne konsole, a i niewątpliwie jedną z najlepszych w ogóle. Musicie bowiem wiedzieć, iż każda saga ma swój początek i każda platforma ma swoje Gwiezdne Wojny. Ale tych na GBA z pewnością nie powstydziłby się sam mistrz Yoda.




OCENA:    7 / 10       [skala ocen]
Rodzaj gry:
Producent:
Dystrybutor:  
Cena:
Internet:
bijatyka/platformowa
LucasArts
THQ
--
www.thq.com
Wymagania:
GBA


 
  
  
Copyright (c) 1998-2003 Załoga G
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona