| |
Najbardziej oczekiwana premiera kinowa tego roku, "Matrix: Reaktywacja", z pewnością przejdzie do historii jako majstersztyk efektów specjalnych, którym w istocie jest. Być może zdobędzie też Oscara, na którego bez wątpienia zasługuje, a może nawet i kilka pod rząd. W każdym razie bracia Wachowscy nie zamierzają poprzestać na podbiciu tylko jednej dziedziny rozrywki i gra "Enter The Matrix" jest tego najlepszym przykładem. Okraszona scenariuszem napisanym przez Wachowskich specjalnie dla niej oraz profesjonalizmem programistów z Shiny Entertainment i Atari (dawniej: Infogrames) pod wieloma względami przypomina film - jest tak samo efektowna i nie można oderwać od niej wzroku. A jeśli już, to tylko na chwilę.
| |
DWOJE PRZECIW WSZYSTKIM
"Enter The Matrix" należy do kosmicznie zaniedbanego, jeśli wziąć pod uwagę rynek PC, gatunku gier akcji, w którym nadrzędną rolę odgrywają radosne bijatyki z użyciem pięści i nóg. Utrzymana w konwencji TPP, obdarzona skomplikowaną linią fabularną i pełna widowiskowych wirtuozerii ze spowolnieniem czasu, bliska jest manierze kultowego "Maxa Payne". Z tą jednak różnicą, że Max działał samotnie, powodowany wyłącznie żądzą zemsty, zaś w uniwersum Matrix pobudki są bardziej kosmopolityczne, a i głównych bohaterów aż dwóch. Gracz w zależności od preferencji może wcielić się w Niobe - czarnoskórą panią kapitan ze statku Logos, najszybszej jednostki latającej rebeliantów, która jest tyleż samo świetnym kierowcą, co fachowcem od sztuk walki, lub w Ghosta - mistrza w posługiwaniu się wszelkimi rodzajami broni oraz perfekcjonisty w dziedzinie kung-fu. Wybór każdej z postaci (znamienne, że zarówno Niobe i Ghost są drugoplanowymi postaciami "Matrixa: Reaktywacji") gwarantuje podążenie dwiema różnymi ścieżkami gry. Innymi słowy, bohaterowie przez większą część swoich przygód odwiedzą odmienne lokacje i wezmą udział w innych akcjach niż partner, choć ten drugi przeważnie będzie działał gdzieś w tle. I tak na przykład wyłącznie Ghost dostąpi zaszczytu pojedynkowania się z samą Trinity czy starcia ze śmigłowcami policyjnymi, a z kolei tylko Niobe trafi na pokład lecącego samolotu, gdzie zmierzy się z jednym z agentów. Tym samym w ręce gracza oddane zostaje przysłowiowe "dwa w jednym" - dwa praktycznie różne produkty wydane pod tym samym szyldem.
ZOSTAŃ WOJOWNIKIEM W ŚWIECIE MATRIX
Skoro już wspomniałem o pojedynkach, stanowiących zresztą, czy to się komuś podoba czy nie, samą esencję rozgrywki, to warto zaznaczyć, iż są one jednym z najbardziej widowiskowych elementów, jakie kiedykolwiek zostały przemycone do gier PC. Każda z postaci posiada efektowny (i co ważniejsze - efektywny) repertuar kopnięć i uderzeń, a także umiejętność uników lub blokowania ciosów oraz możliwość ich przechwytywania i skutecznego kontrataku. Sterowanie jest przy tym diabelnie proste - za zadawanie ciosów odpowiadają dwa przyciski myszy, za blok jeden klawisz z klawiatury. To wystarczy, aby udziałem naszych rebeliantów stało się kilka imponujących kombinacji, które posyłają adwersarzy prawie pod samo niebo. Gdy dołożyć do tego jeszcze dodatkowe techniki i akrobacje, jakie stają się dostępne po użyciu spowolnienia czasu, ongiś zwanego bullet time, a tu określonego po prostu mianem Focus (za jego uaktywnienie odpowiada, podobnie jak w "Max Payne", jeden klawisz), to mamy do czynienia z najprawdziwszym pokazem kunsztu sztuk walki, który dzięki technice slow-motion, widowiskowej choreografii oraz szczegółowej animacji, budzi niekłamany zachwyt. Bohaterów, poza szerokim wachlarzem akcji ofensywnych, zaopatrzono ponadto w kilka niesamowitych zdolności defensywnych takich jak bieganie po ścianach, robienie gwiazd i salt w biegu, a także po odbiciu od ściany, wyskakiwanie zza rogu czy ostrzeliwanie się w kilku gimnastycznych układach ciała. Pozwalają one całkiem skutecznie unikać gradów pocisków, których ruch obrotowy doskonale widać w trybie Focus, wysyłanych masowo przez drani wszelkiego formatu - pracowników ochrony, zwykłych "krawężników", policyjnych komandosów czy nawet agentów Matrycy. Dzięki temu "Enter The Matrix" nabrało iście filmowego zacięcia i to tego najwyższej, hollywoodzkiej próby.
: do góry : | |
NIE TYLKO BIEGANIE
Żeby nie było za monotonnie, gra oferuje kilka urozmaiceń w rozgrywce, pozwalając kilkakrotnie zasiąść za kierownicą samochodu i wziąć udział w spektakularnych, przeważnie znanych z ekranu kinowego, pościgach (m.in. ucieczka przed bliźniakami, pościg za Morfeuszem na autostradzie). W tym wypadku Niobe sprawuje funkcję kierowcy, zaś Ghost pełni rolę strzelca, który z siedzenia dla kierowcy razi ołowiem wozy policyjne i innych natrętów. Niestety, co powinno być emocjonującą, wysokooktanową zabawą, stało się zaledwie interaktywną zapchajdziurą o maksymalnie uproszczonym sterowaniu, znikomym wpływie na technikę jazdy, a co gorsza, bez odrobiny skoków adrenaliny. Jazda samochodem budzi odruchy zażenowania także z innego względu - pojazd potrafi przenikać przez większość napotkanych po drodze obiektów, takich jak latarnie uliczne, przystanki czy stalowe bariery. Już lepiej było całkiem darować sobie ten element. W końcówce gry dano ponadto możliwość pokierowania Logosem, ale także i ten motyw jest raczej mało grywalny. Jak już pisałem, natura "Enter The Matrix" leży przede wszystkim w walce wręcz, reszta to typowe uzupełniacze, które dałoby się usunąć bez szkody dla rozgrywki.
TECHNIKA PRZYSZŁOŚCI?
W przeciwieństwie do znakomitej animacji opisującej ruchy postaci występujących w grze i ich wzorcowego wyglądu, grafika lokacji "Enter The Matrix" budzi raczej sprzeczne emocje. Początkowe etapy są brzydkie i straszą niewielką ilością tekstur, a lotnisko to wręcz podręcznikowy przykład szpitalnej sterylności. Na szczęście im dalej w las, tym robi się chłodniej i tak począwszy od kanałów, do których z czasem trafia para bohaterów, etapy zaczynają nabierać majestatycznego uroku i większej ilości szczegółów. Inną, aczkolwiek równie prawdziwą, bajkę stanowi interakcja z otoczeniem. Pociski szatkują filary podpierające stropy (wyraźny ukłon twórców gry w kierunku zadymy w wieżowcu z pierwszego "Matrixa"), szyby kruszą się pod naporem uderzających w nie ciał, z półek i kredensów lecą książki i tym podobne "wyposażenie", zaś przeciwnicy, którzy mają wyjątkowego pecha, spadają na łeb, na szyję ze schodów, mostków i dachów. Oczywiście co jakiś czas pojawiają się przekłamania graficzne, na przykład któryś z adwersarzy zastyga między szczelinami schodów, jednak nie czarujmy się, takie błędy nie znikną z gier jeszcze przez parę lat, więc trudno mieć o nie pretensje także w stosunku do "Enter The Matrix". Warstwa dźwiękowa jest natomiast praktycznie bez zarzutu - muzyka objawia się tu w postaci mocnego, dynamicznego techno, kiedy bohater bierze udział w szczególnie emocjonujących akcjach. W całej kawalkadzie dźwięków, huku wystrzałów i odgłosów bijatyk, znalazło się nawet miejsce dla najczęściej pomijanego w grach charakterystycznego dźwięku rykoszetujących pocisków.
OUTRO
Ogólnie "Enter The Matrix" mile mnie zaskoczyło, albowiem słyszałem o tej grze dużo niepochlebnych opinii, które w ostateczności okazały się po prostu kolejnym gderaniem starych kawalerów. Owszem, nie jest to żaden przełom w gatunku TPP, lecz jedynie znaczne rozwinięcie stylistyki "Max Payne", ale w końcu cała technika, nie tylko gry komputerowe, opiera się głównie na ulepszeniach i modyfikacjach tego co już było, rzadko dostarczając odkrycia stulecia. Rynek PC potrzebował po prostu solidnej bijatyki i oto dostał jedną z nich. Jeśli ktoś liczył na coś więcej, to sorry, wysiadł nie na tym przystanku co trzeba.
| OCENA:
8
/ 10 [skala ocen] |
Rodzaj gry:
Producent:
Dystrybutor:
Cena:
Internet:
|
zręcznościowa
Shiny Entertainment
CD Projekt
129 zł
www.enterthematrix.com
|
Wymagania:
- minimalne: Pentium III 800 Mhz, 128 MB Ram, akcelerator 32 MB
|
|