| |
Cannibal Corpse, Sinister, Enter Chaos, Anal Stench
22.04.03, Proxima, Warszawa
r e l a c j a
| |
Gdy ujrzałem na jednej ze stron internetowych informacje o przyjeździe
Cannibal Corpse do Polski i zobaczyłem zestaw zespołów supportujących
od razu wiedziałem, że nie wolno tego przegapić. Szykowała się
wspaniała deathmetalowa uczta, ze wspaniałym deserem na koniec -
bogami deathu z Florydy.
| |
Na kilka dni przed koncertem okazało się, że dzięki uprzejmości Metal
Mind Productions możemy przeprowadzić wywiad z Cannibal Corpse
(możecie przeczytać obok!). To podgrzało atmosferę.
Zjawiliśmy się z Moonstruck'iem przed Proximą trochę wcześniej, by przeprowadzić
wywiad. Miał on mieć miejsce przed 17, czyli na ponad półtorej godziny
przed startem tego mini-festiwalu, lecz na miejscu dowiedzieliśmy się
jednak, że jest mała obsuwa (wywiad robiliśmy ostatecznie o 18:30) i
że będziemy rozmawiać z Paulem Mazurkiewiczem. Doszła do tego jeszcze
jedna smutna informacja - nie zagra Myrkskog. Nastąpiła awaria
autobusu. Szkoda...
Koncert zaczął się jak planowano. Na początek ostatnio stworzona
polska "supergrupa" - Anal Stench. Chłopaki wystąpili w
czarnych uniformach z pomarańczowymi paskami po bokach. Przyznam, że
oryginalnie. Zagrali materiał z "Stench Like Six
Demons" i wypadli bardzo dobrze. Publika była zadowolona. Niestety, nie
było mi dane widzieć całego występu tej grupy z powodu przeprowadzanego wywiadu.
Komicznym aspektem ich setu było małe niedopatrzenie ze strony
technicznej klubu - brak drugiego mikrofonu. Dwóch wokalistów w
Analach musiało wymieniać się na scenie mikrofonem... Mimo to
zaprezentowali się bardzo pozytywnie.
Mała przerwa i kolejna ekipa weszła na scenę. Enter Chaos - zespół
Marty znanej z Immemorial. To był dopiero ich trzeci koncert (drugim
występem była Metalmania). Nie widziałem jeszcze na żywo Marty (dla
nie obeznanych w temacie jest to wokalistka death metalowa, czyli
śpiewa growlingiem :), dlatego nie mogłem się doczekać tego
występu. Jak na trzeci dopiero gig tej grupy muszę przyznać, ze zespół nieźle
jest ze sobą zgrany. Repertuar zamknął się w utworach z ich debiutu,
jak na razie jedynego wydawnictwa pod szyldem Enter Chaos. Ciężki,
momentami szybki death metal z agresywnym, raz deathowym, raz
blackowym wokalem. Byłem pod wrażeniem. Umiejętności Marty z
pewnością nie należą do przeciętnych, co udowodniła na tym
koncercie. Sam widziałem jak kolesiom pod sceną opadały szczęki z
wrażenia. Może Peter zaprosiłby tą czerwono-włosą dziewczynę do udziału
w jakimś nowym utworze na zapowiadanym mini Vader? Warto
poeksperymentować...
Po dłuższej przerwie na scenie pokazał się holenderski Sinister. Kolejna death metalowa wokalistka - Rachel. I
znów kopary w dół, hehe. Można by powiedzieć, że ludzie zgromadzeniu w
Proximie byli świadkami pojedynku wokalnego pomiędzy dwiema kobietami
o bardzo mocnych głosach. Ciężko chybaby stwierdzić, kto wygrał.
Rachel, podobnie jak Marta, zniewoliła niejednego fana swoim
piekielnym wyziewem (a poza tym taka niewysoka dziewczyna o ładnej
twarzy...). Kontrastem były zapowiedzi kolejnych utworów, gdzie
raczyła Nas miłym, kobiecym głosikiem, by później ryczeć jak wokalista
Cannibal Corpse.
: do góry : | |
Sinister zagrał dobry koncert, przekrojowo przez wszystkie swoje
płyty, łącznie z "Hate". Nie zabrakło też "Bastard Saints";
- zapowiedź tego numeru robiła wrażenie, jeśli chodzi o możliwości
ryczące Panny Rachel. Nie jestem zagorzałym fanem Sinister, a z holenderskich rzeczy bardziej wolę God Dethroned, ale koncert bardzo mi się
podobał. Był dynamiczny i aż miło się patrzyło na kobietę
"rzygającą" do mikrofonu, z lekkim nawet niedowierzaniem
"czy to ona śpiewa?" - no, ale któż by inny? Sinister miał
też pecha w pewnym momencie - małe problemy techniczne, co spowodowało
kilkuminutową przerwę w występie i Rachel musiała uspokajać
niewyrozumiałych fanów takimi słowami: "Theres no pussies
here! Were playing death metal here...". Całkiem ciekawie.
No i nadszedł czas na deser... Nastąpiła ponad półgodzinna przerwa.
Techniczni zajęli się sprzętem rzeźników z Florydy. W końcu poleciały
pierwsze riffy z głośników. Zaczęli od intra, ale na scenie nie było
Georgea. Za to cała reszta dumnie prezentowała się
publiczności. Pod koniec koło dwuminutowego wałka na scenę wpadł
olbrzymi George Corpsegrinder, co spotkało się z wielką owacją! Kilka
słów i zaczęło się piekło, które akurat było jak najbardziej tego wieczoru pożądane. Pierwszy raz widziałem na żywo Kanibali i po występie
prosiłem o więcej. Na palcach jednej ręki możemy policzyć tak zgrane
ze sobą i doświadczone zespoły. Ci kolesie mają już trochę lat na
karku, a wymiatają, że szczena opada. Posiadają więcej charyzmy, niż
kilka młodszych zespołów razem wziętych. W Kanibalach na scenie widać
miłość do deathu! Zespół katował niemiłosiernie swoich fanów utworami takimi jak
"Unleashing The Bloodthirsty", "Stripped, Raped
And..." czy "Staring Through The Eyes Of The Dead".
Nienaganne brzmienie dopełniało całości. Corpsegrinder to definicja
wokalisty death metalowego. Potężny growl, niezmordowany
moshing w momentach, gdzie nie ryczy w utworze oraz bardzo dobry
kontakt z publicznością. Szybko zawładnął fanami i wszyscy bawili się
wspólnie w takt tej morderczej muzy. Usłyszeliśmy jeszcze m.in.
"A Skull Full Of Maggots", "Pot Of Zombies"
oraz dedykowany wszystkim kobietom na sali - "Fucked With A
Knife"! Co spotkało się z lekkimi uśmieszkami wśród
publiczności, hehe.
Corpsegrinder rządził tego wieczoru, kulminacją było chyba tradycyjne
polskie "kurwa mać" w jego wykonaniu. Na zwieńczenie całego gigu zapowiedział to, czego wszyscy
się domagali już trochę wcześniej (wtedy stwierdził jednak, że nie są
gotowi :) Hammer Smashed Face". Kultowy utwór z
Tomb Of The Mutilated". Publika w tym momencie oszalała.
Szkoda, że był to już koniec, ale z drugiej strony Kanibale "rzeźnili"
przez około półtorej godziny, więc ciężko mieć do nich jakiekolwiek
pretensje o zakończenie występu. W Proximie wszyscy byli zadowoleni, z
uśmiechem i z piskiem w uszach wracali do domów. Miejmy nadzieję, że
kolejna trasa ekipy George`a nie ominie naszego kraju...
|
| |