:: k o m p u t e r ::   :: m u z y k a ::   :: f i l m ::   :: c z y t e l n i a ::  
  :: w w w . z a l o g a g . n e t ::  
 
NetArt - www.serwery.pl - reklama

 
  43  
M U Z Y K A
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona 
 


The Gathering, Naamah, April Ethereal
3.06.03, Proxima, Warszawa
 
r e l a c j a
 
Zawsze lubiłem The Gathering. Co prawda do momentu wydania “Souvenirs" nigdy nie uważałem ich za wybitne zjawisko, ale ich muzyka potrafiła mnie zauroczyć. Wraz z ukazaniem się nowego albumu wszystko się zmieniło. Nie mogłem przegapić występu Holendrów w naszym kraju, nawet za cenę niemożności bycia tego wieczora w katowickim Spodku u boku Iron Maiden.
 


Impreza rozpoczęła się mniej więcej punktualnie, czyli ok. 19-tej. Pierwszy na deskach warszawskiej Proximy pojawił się rodzimy April Ethereal. Z grających tego wieczora był to chyba najcięższy zespół, ale też najmniej ciekawy. Ich muzyka to coś na kształt połączenia doom i death metalu z delikatnymi kobiecymi i potężnymi męskimi wokalizami. Muzycy dostali średnie brzmienie, ale to chyba raczej nie za bardzo przeszkodziło w odbiorze ich gry. Nie będę na pewno jedynym, który stwierdzi, że niczym mnie nie ujęli. Ot, średnio udany zlepek kilku gatunków, nie bardzo pasujący do ów wieczornego repertuaru. Także opuszczeniem sceny przez April Ethereal nikt się nie raczej zmartwił.

Następny na deskach Proximy pojawił się Naamah. Jest to zespół o wiele ciekawszy muzycznie od April Ethereal i dało się to zauważyć już po początkowych minutach ich gry. Materiał jaki zaprezentowali tego wieczoru opierał się w dużej mierze o "Ultimę", ich debiutancki krążek, lecz mieliśmy okazję usłyszeć także dwie nowe kompozycje. Ogólnie warszawiacy na żywo sprawiają bardzo pozytywne wrażenie, choć grana przez nich muzyka może wydawać się trudniejszą do odbioru "live". Jedyne, co mnie podczas ich set drażniło, to strasznie cofnięty głos Ani, wokalistki, której momentami wręcz nie było słychać, a ogólnie trzeba było się naprawdę wsłuchać, żeby rozróżnić wyśpiewywane przez nią melodię. O rozpoznaniu słów można było z góry zapomnieć. Bardzo żywiołowym muzykiem, którego instrument wnosi naprawdę sporo do muzyki Naamah, jest Koval, klawiszowiec. Gdy w pewnym momencie założył latarkę w opasce na głowę, wyjętą żywcem z teledysku "Sonne" Rammsteina, i wyciął klawiszową solówkę, skojarzenia z niemieckim odpowiednikiem nasunęły się same.

Na sam koniec występu Kalisz, gitarzysta Naamah, poprosił o wyjście na scenę Hansa Ruttena (perkusisty The Gathering), który miał tego dnia urodziny, i po wręczeniu mu szampana, zostało odśpiewane przez publiczność gromkie "Sto lat". Muzyk nie krył wzruszenia, chociaż na pewno nie rozumiał ni słowa :)


: do góry :
Około 21-ej przyszedł czas na gwiazdę wieczoru – holenderski The Gathering. Co by nie mówić, dostali doskonałe brzmienie. Ich muzyka brzmiała tak genialne i wyraziście, że można było odnieść momentami wrażenie, że leci z płyty. Anneke już od pierwszych minut ujęła publiczność swoim pięknym, gładkim głosem, serwując nam na początek kawałki z najnowszego albumu. Ręki sobie uciąć nie dam, ale zaczęli chyba od "These Good People". Dalej mieliśmy jeszcze "Golden Grounds", "Broken Glass", "Even The Spirits Are Afraid", “You Learn About It" czy “Monsters", czyli naprawdę mocny zestaw z “Souvenirs". Oczywiście nie mogło zabraknąć również starszych szlagierów grupy. Publika szalała, gdy tylko usłyszała pierwsze takty takich kawałków jak "Nighttime Birds" czy "Eleanore". Z numerów, które zapamiętałem zagrali jeszcze na pewno "Amity", "Travel" czy znakomicie przyjęte "Saturnine". Pomiędzy kolejnymi piosenkami mogliśmy usłyszeć z ust Anneke swojsko brzmiące "dziękuję". Wokalistka swoją drogą powalała nieustającym uśmiechem i rozpromienioną twarzą. Z drugiej strony nie ma się co dziwić, był to jeden z najlepszych koncertów na jakim byłem w tym roku. Publika bawiła się niesamowicie dobrze, brzmienie było genialne, znakomity dobór utworów i ten przewspaniały klimat. Zanim udałem się do Proximy miałem mały żal, że zamiast Katowic wybrałem własne podwórko, ale dzięki The Gathering żal ten został obrócony w pył, a ja zostałem całkowicie ukontentowany. Podczas występu Holendrów Anneke poprosiła jeszcze by zaśpiewać "Happy Birthday" Hansowi, jednak publice nie bardzo to wychodziło, więc skończyło na tym, że perkusista otrzymał długie, kilkuzwrotkowe "Sto lat" poparte kilkuset gardłami.

The Gathering grał tego wieczoru około dwóch godzin. Były to dwie godziny przepięknej, ujmującej muzyki, za którą gotów byłbym zapłacić każde pieniądze. Dzięki "Souvenirs" Holendrzy uzyskali kolejnego sprzymierzeńca, a koncert ten sprowadził w ich szeregi jeszcze jednego fana. Namawiam wszystkich gorąco na wybranie się na jeden z ich koncertów, bo jest to niezapomniane przeżycie. Jeżeli tylko zawitają do naszego kraju, ja tam na pewno będę!


 
  
  
Copyright (c) 1998-2002 Załoga G
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona