:: k o m p u t e r ::   :: m u z y k a ::   :: f i l m ::   :: c z y t e l n i a ::  
  :: w w w . z a l o g a g . n e t ::  
 
NetArt - www.serwery.pl - reklama

 
  44  
M U Z Y K A
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona 
 


Yattering, Vesania, Murgost
21.04.03, Przestrzeń Graffenberga, Warszawa
 
r e l a c j a
 
Yattering w Warszawie - w końcu! To było totalne zaskoczenie, więc dopóki nie poszedłem i na własne oczy nie zobaczyłem, to po prostu nie chciało mi się wierzyć. Może ktoś pamięta 12 kwietnia 2002 - w tym samym klubie miał grać Yattering, nie stawił się. Tym razem coś mi mówiło, że grindowa masakra jednak się odbędzie...
 


Wybrałem się z kumplem pierwszego dnia wiosny (a zimno było cholernie :) do klubu Mitloffa. Po wyczerpującej drodze w ciężkich warunkach klimatycznych dotarliśmy na miejsce. Wielkie tłumy się nie stawiły, tylko kilka osób przed wejściem. Także przy wejściu znalazł się Świerszcz, czyli jednak Yattering przyjechał.

Gdy weszliśmy do środka okazało się, że na jednej z witryn internetowych podana była mylna godzina, za wczesna, i ostatecznie sporo się naczekaliśmy na sam koncert. Ale przecież od czego jest piwo - potrafi ono umiejętnie wypełnić czas :) W końcu zaczęło się. W klubie tym byłem pierwszy raz, dlatego zaciekawiony byłem samym wystrojem. Jedno mogę stwierdzić - nie jest duży, ale ma typowy, undergroundowy charakter. Chociaż scena mogłaby być trochę większa, a jeden z filarów ogranicza dodatkowo widok.

Na pierwszy rzut poszedł Murgost - kapela w ogóle nie znana, podziemna. Zaprezentowali utwory własne, ale z zapowiedzi ciężko o tytuły. Chłopaki grali coś na pograniczu death/black metalu. Zespół nie miał wyraźnego sound'u - zresztą tradycyjnie, jak każdy support. Ogólnie mógł się podobać, jednakże ja czekałem na Vesanię i Murgost nie zrobił na mnie większego wrażenia.

Po krótkiej przerwie, rozstawianiu sprzętu i dodatkowych akcesoriów - flagi, świeczniki oraz małe palenisko, na scenie pojawili się muzycy Vesanii na czele z Orionem. I zaczęło się. Światła zgasły, trochę dymu i intro, ale nie z płyty tylko inne. Wszyscy członkowie stali nieruchomo, a Orion odkręcony był tyłem. Koniec intra i wybuch black metalowej rzezi zaraz po odwróceniu się Oriona w stronę publiki - "Mystherion. Crystaleyes". Szok totalny! Jaka siła drzemie w tej muzyce. Na dodatek miażdżące brzmienie, może nie w pełni czytelne (to raczej wina sali), ale strasznie mocne. Publika dała się ponieść. Po utworze kolejne intro i znów wybuch szału wraz z "Nova Persei". Ten trzeci numer z "Firefrost Arcanum" moim zdaniem nie nadaje się na koncerty, ze względu na swoją długość (ponad osiem minut), ale, miła niespodzianka, okazało się, że znakomicie odegrany bardzo podobał się maniakom pod sceną.


: do góry :
Z drugiej strony Vesania posiada same długie utwory, a ten nie jest najdłuższy, ale za to najbardziej pokręcony. Koniec i ponownie intro. Tym razem małe urozmaicenie, o którym scena blackowa już mało pamięta - Orion wziął pochodnię do ręki i zaczął zionąć ogniem. Stare dobre czasy black metalu... Po zabawie z żywiołem Vesania obudziła kolejnego demona ze swojej płyty. "Marduke’s Mazemerising" - to dopiero rzeźnia. Początek tego numeru jest jak uderzenie pioruna. Totalna masakra. Po utworze zapowiedź ostatniego numeru - szkoda, ale właśnie wspominałem wcześniej o długości utworów z debiutu Vesanii - nie można ich za wiele zaprezentować na scenie. Ostatni utwór, ale za to jaki - "Thus Spake The Nightspirit" z repertuaru nikogo innego, jak samego Emperora!!! Sławetny utwór z "Anthems To The Welkin At Dusk". Wykonanie wzorcowe - nawet czyste wokale zostały odśpiewane, ale Orion niech się lepiej skupi na black metalowym skrzeku, hehe. Wspaniałe zwieńczenie więcej niż dobrego występu.

Czas na grind’ową ucztę - Yattering. Trochę potrwało zanim chłopaki zaczęli grać - strojenie instrumentów. Bardzo ciekawym posunięciem było rozstawienie bębnów Zombka tyłem do maniax - wszyscy mogli zobaczyć jak gra, a jego kunszt nie należy do przeciętnych. Zaczęli. Bez zapowiedzi. Tylko perkusja, bas i jakieś dziwne, chore gitary - co to jest? Okazało się, że to jakieś intro - tyle tylko, że nie klawiszowe.

Poszedł pierwszy utwór. Jakieś wolne, masywne riffy, nagłe zmiany tempa - połamane strasznie. To jeden z nowych kawałków z płyty "Genocide". Niestety nie słyszałem wtedy jeszcze tego krążka, więc ciężko było rozpoznać numer, po prostu go nie znałem. Podobnie z dwoma następnymi kawałkami, które również pochodziły z nowego albumu. Po nich coś starego – "Anal Narcotic"! Wspaniały utwór z "Murder’s Concept". Wzorowo wykonany. Yattering zawsze miał dosyć mocne brzmienie na koncertach, tu także tak było. Po "hicie" :) poleciały następne, bardziej znane mi utwory, takie jak "Sexual Trauma", "Lost Within", "Exterminate", "20th Century". Dalej usłyszeliśmy II i III z pierwszej płyty oraz kolejną garść nowych utworów. Chłopaki z Pruszcza Gdańskiego wylewali poty (szczególnie Zombek), a maniacy pod sceną oddawali się tej rzeźni, która lała się jak krew z głośników. Widać Yattering po długiej nieobecności na scenie jest w bardzo dobrej formie. Nagrali płytę wielką, trochę inną niż dwa pierwsze albumy. Publika warszawska fantastycznie przyjęła nowe utwory na żywo. Chyba każdy był zadowolony. Ja byłem dodatkowo zachwycony grą pałkera, którą można było w końcu zobaczyć w całej okazałości. Bardzo dobry koncert, aż żal było wracać - tylko kto by wytrzymał całą noc przy tak intensywnym grind/death metalu?!? Chyba nie muzycy... :) Zastanawiam się, jak potoczy się dalsza historia tego zespołu, doświadczonego już przez różne sytuacje na rynku muzycznym. Kontrakt z Candlelight chyba coś znaczy. Wszystko w ich rękach.


 
  
  
Copyright (c) 1998-2002 Załoga G
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona