| |
This isnt music and were not a band
Were 5 middle fingers on a motherfucking hand
Marilyn Manson, Vodevil
| |
No i stało się! Wreszcie światło dzienne ujrzała najnowsza płyta Mansona, "The Golden Age Of Grotesque". Premiera była już parokrotnie przekładana, a na okrągły miesiąc przed oficjalną datą wydania, w Internecie można było znaleźć w formacie mp3 prawie cały materiał z najnowszej płyty. Niemniej najwierniejsi fani czekali wytrwale aż album trafi na półki sklepowe.
Doll-Dagga Buzz-Buzz Ziggety-Zag
Powiem szczerze, że niezmiernie byłem ciekaw, co na najnowszej płycie zaprezentuje Herr Doktor. Jak album wpasuje się w dotychczasowy dorobek Mansona, zwłaszcza że od ukazania się "Antichrist Superstar" każda płyta wyznaczała coraz to wyższy próg artystyczny. Co więcej, na krótko przed wydaniem płyty z zespołu odszedł Twiggy Ramirez, bez dwóch zdań postać bardzo ważna dla Marilyn Manson. Z jednej więc strony moje oczekiwania były ogromne, a z drugiej nieustannie drążył je niepokój o nowe oblicze zespołu.
This Is The Golden Age Of Grotesque
Na szczęście wszystkie złe myśli zostały odegnane z chwilą, gdy płyta z wytłoczonymi na powierzchni dwoma MM trafiła do odtwarzacza. Album otwiera fenomenalne intro, którym zespół powoli wprowadza słuchacza do swojego zdziwaczałego teatru groteski i burleski.
Co tu dużo mówić, płyta rozpoczyna się fenomenalnie, choć już pierwszy utwór "This Is The New Shit", może starych fanów zaskoczyć. Zwłaszcza dość elektronicznym początkiem, po którym następuje jednak fenomenalne załamanie i zespół wchodzi na właściwy rytm pracy. Od razu zwraca uwagę doskonała produkcja i świetnie, subtelnie zarysowana linia basu. Drugim utworem, w którym w podobny sposób wykorzystano elektronikę, jest "Use Your Fist And Not Your Mouth". Zresztą w ogóle elektroniki tu więcej niż na poprzednich płytach Mansona.
Właściwie pierwsza część płyty, do "Slutgarden", atakuje słuchacza tak jak nigdy. Herr Doktor tym samym spełnił obietnicę, kiedyś stwierdził, że najpierw nas (słuchaczy) skopie, by potem kochać.
"(m)Obscene", do którego nakręcono wideoklip, nie jest z pewnością reprezentatywny dla całej płyty. Choć znakomita to kompozycja, to na płycie znajdziemy perły mieniące się blaskiem najwyższej próby. Jak dla mnie utworem numer jeden, bez dwóch zdań, pozostaje "Vodevil". Rozpoczyna się dziwacznym wstępem, po czym majestatycznie wchodzi bas. Dalej mamy dwa wyraźne wejścia. Jedno przenosi utwór na bardzo ostre brzmienie, a kolejne to już kompletna rozpusta muzyczna i atak na bębenki słuchaczy. Niesamowita energia i chaos. Dalej Manson znów zwalnia tempo i daje słuchaczowi odpocząć by za chwilę schemat się powtórzył.
: do góry :