| |
Zwan jest projektem kilku doświadczonych muzyków. Podejrzewam jednak, że nikt by się nim nie zainteresował gdyby nie nazwisko jednego z nich - Billy Corgan. Tak, ten ze Smashing Pumpkins...
| |
Muzykę tego zespołu zna chyba każdy szanujący się miłośnik rocka. Nie każdy uwielbia "dynie", ale nikt nie pozostaje obojętny. Nie szanować ich po prostu nie sposób, znając płyty: "Siamese Dreams" czy słynną "Mellon Colie And The Infinite Sadness". Zachwycali oni krytykę, ale przez słuchaczy nigdy nie zostali należycie docenieni. Nie jest to dziwne, zważywszy na specyficzny, psychodeliczny klimat ich płyt. Zwan jest inny.
Z "Mary Star Of The Sea" po prostu bije spokojem ducha i optymizmem, który najwidoczniej Billy, znany z trudnego charakteru i wiecznego przygnębienia, odnalazł. Piosenki są raczej wesołe. Bez tej przestrzeni znanej z Mellon Colie... Nawet głos Corgana jest inny. Niby ta sama barwa, ale nie to samo. Śpiewa jakoś tak beztrosko. Widać jednak, że jest to autentyczne.
Pewnie powinienem się cieszyć ze szczęścia drugiego człowieka... Tak należy. Ja jednak wolałbym, aby na płycie panował ten sam ciężki klimat co w twórczości Smashing Pumpkins. Wiem, jestem egoistą.
Pewnie oczekujecie abym napisał wreszcie coś o muzyce na płycie. Trudno mi to zrobić. Niby wszystko jest na miejscu, niby wszystko ładnie brzmi, jednak wiem, że to nie to. Że nie będę do tej płyty zbyt często wracał. Jakaś nijaka jest. Bez tego błysku. Bez tego czego spodziewałbym się po Corganie.
: do góry :