No i wreszcie macie możliwość przeczytać nowy numer ZG, a tu taki ambaras. Film Zone tym razem chudy jak grubo ponad 20 numerów temu. Niestety wiele złożyło się na obecny stan i nie zamierzam Was tu zanudzać, co dlaczego i jak. W każdym razie są wakacje i naprawdę nie wypada wypełniać sobie głowy niczym innym jak tylko szukaniem sposobu na wypoczynek nad wodą, który tym razem postawiłem ponad wszystko, zauważając, że po roku czasu trzeba wyjechać i odpocząć choć raz.
Tak się złożyło, że na ekranach, aż roi się od ciekawych produkcji. Najciekawszy moim zdaniem jest "Hulk", zupełnie anty-superherowski film na bazie komiksu. Jest mroczny, zagmatwany, psychologiczny, dający do myślenia. Można to powiedzieć o "Spider-Manie" (pomimo, że to bardzo dobry film)? Historia tragiczna, niesłodzona, nieprzekolorowana, świetnie opowiedziana, czasami szorstka, ale nie pozostawiająca wątpliwości, że tak powinien wyglądać film o zielonym Hulku.
Innym hitem długo oczekiwanym od lat nastu jest "Terminator 3: Bunt maszyn", który niestety nie trzyma klimatu poprzednich części należycie, no i całość tak trzyma się kupy jak dwa magnesy o tych samych biegunach. Arnold jakiś bardziej klaunowaty, no i efekty, które stanowią swoistą kopię tego co już widzieliśmy, ale z iście Titanicowym rozmachem pokazane. Pościg, w którym uczestniczy ogromna ciężarówka trzyma długo w nacięciu i całość wydaje się za długa, ale jak to się ogląda! Reszta króliczków, dla których Terminator to coś więcej, odejdą z kwitkiem, dającym nadzieję, że jednak te plotki o czwartej cześci są prawdziwe, bo w tym filmie wojny robotów z ludźmi nie zobaczymy. Osobiście, cały ten film możnaby skrócić do 15 minutowego wstępu do właściwej historii, a tak lipa. Cóż, kiedy Lucas startował z Star Wars ponad ćwierć wieku temu też nie przypuszczał, że tak się sprawa rozwinie i teraz ciśnie cytrynkę, zapowiadając nieoficjalnie epizody 7-8-9 (nie mówiąc o całej reszcie pozytywnego szaleństwa jak książki, komiksy, gadżety).
: do góry :
| |
Inną ciekawą pozycją, która jeszcze długo nie pojawi się w Polsce (premiera w październiku) jest "Liga niezwykłych dżentelmenów". Jednak piszę o tym, bo pojawiło się polskie wydanie komiksu, na motywach którego powstał film. Jeśli lubicie klimaty wiktoriańskiej Angli rodem z książek Juliusza Verne i innych fantastów XIX wieku to komiks/film właśnie Was. Wyobraźcie sobię ligę herosów na miarę XIX wieku, epoka węga i stali w najlepszej formie, meloniki, wytworne damy, Nautilus kapitana Nemo! Wreszcie jakiś powiew świeżości w tym zalewie filmów bazujących na komiksach.
Dobra, mniej tym razem żali, pisków, itp. Wakacje w pełni, nie dajcie się zwariować, nie siedźcie w domu, co najwyżej w klimatyzowanych salach kinowych. Kończąc chciałbym podziękować chłopaką z magazynu "GameStar" za bezinteresowne umieszczenie Załogi G na ich krążkach, to miły gest zważając na fakt, że zdarzają się ludzie, którym nieźle trzeba lizać dupę, aby coś podobnego zrobili.
Cytat numeru jeden z wielu niezapomnianych w
"Różowe lata siedemdziesiąte" (That '70s Show) - serial komediowy USA (1998):
Fez: What's disco?
Steven Hyde: It's from Hell. And, not the cool part of hell where all the murderers are either, but the lame-ass part where accountants are from.
|