| |
Basen
r e c e n z j a
| |
Francois Ozon po "8 kobietach" poczuł chęć powrotu do czegoś prostszego. No i owa odczuta chęć zmaterializowała się. Powrót jest, ale czy prostszy?
| |
Nie będę owijał w bawełnę. Film nie przypadł mi specjalnie do gustu. W pewnym jednak sensie, zwłaszcza na początku, wydawał się dość pociągający. Nie tylko za sprawą sklasyfikowania go jako thrillera erotycznego, co już samo w sobie obiecywało spore emocje (na wielu płaszczyznach odbioru dzieła), ale również opowiadanej historii. Oto pisarka poczytnych powieści detektywistycznych, Sarah Morton (w tej roli Charlotte Rampling), cierpiąc na twórczą bezpłodność objawiającą się całkowitym rozkładem chęci pisarskich i zawracaniem przysłowiowej gitary swojemu kochankowi i wydawcy w jednej osobie (Charles Dance), zostaje przez tegoż wysłana do jego letniej posiadłości we Francji, by zachłysnąwszy się galijskim powietrzem odzyskać na powrót zapał twórczy. Wyjazd okazuje się zbawienny w skutkach i już po kilku dniach kobieta zaczyna pisać. Ale jak to bywa w thrillerach erotycznych, z chwilą, gdy Sarah wchodzi we właściwy rytm pracy, zostaje z niego wybita nieoczekiwanym pojawieniem się córki Johna (wydawcy), Julie (Ludivine Sagnier). Młoda lolitka jest dokładnym przeciwieństwem Sarah. Nie tylko ma w nosie powszechnie obowiązujące zasady BHP stawiające kąpiel w nieczyszczonym basenie pod dużym znakiem zapytania (Sarah omijała dotychczas ów szerokim łukiem), ale na domiar złego czyni to zupełnie nago. Co gorsza regularnie sprowadza do domu nieznajomych mężczyzn, najczęściej w wieku ok. lat czterdziestu i by dać zadość thrillerowi erotycznemu, uprawia z nimi stosunki miłosne wyzbyta z jakiegokolwiek poczucia wstydu, na kanapie w salonie na półpiętrze. Sarah się buntuje, czy widz? Rzecz dyskusyjna. Reżyser pędzi jednak dalej brnąc przez twarde ramy gatunku, nakazujące rozbierać także najbrzydszych aktorów (jak erotyczny to erotyczny!).
Przyznać należy, że do pewnego momentu film wydaje się z każdą chwilą coraz ciekawszy. Sęk jednak w tym, że w owym pewnym momencie, w którym wykrystalizuje się zasadnicze grono bohaterów (obie kobiety i kelner lokalnej kawiarni), ani widu ani słychu z tytułowego thrillera erotycznego. Fakt faktem, że to, co oglądamy jest erotyczne, ale z pewnością thrillerem nie jest. Rozpoczyna się właściwie długa sekwencja scen z pogranicza jawy i snu. W końcówce rzecz ulegnie wyjaśnieniu, niemniej na początku wprowadza widza w niemałą konsternację.

Być może artystyczna dusza Ozona nakazywała mu jedynie w swobodny sposób ocierać się o thriller erotyczny, co erotyczne z pewnością jest. Mi jednak nasuwa się inne skojarzenie. Biedny Francois po prostu zapomniał, że kręci thriller erotyczny. Tak pochłonął się w eksponowaniu erotyzmu na ekranie, tak bardzo przeplótł go z rekonstrukcją procesu twórczego, że najzwyczajniej w świecie, jako artysta mający improwizację we krwi, w trakcie zdjęć odszedł od scenariusza i w pewnej chwili kompletnie zatracony w erotyzmie, zapomniał, że robi thriller erotyczny. Gdy zaś po projekcji na wpół gotowego materiału, osłupienie producentów przypomniało mu, że to miał być jednak thriller erotyczny, a nie film intelektualnie-erotyczny, opamiętał się i zarządził dokrętki. Czego efektem jest wprowadzenie wątku zabójstwa i bardzo thrillerowej postaci, córki Marcela, starszego pana opiekującego się posiadłością. Zabójstwo jest bowiem przypadkowe i trudno domniemywać, by zwiastować je mogły niewinne uśmieszki Sarah do kelnera, czy dość jednak naciągana rywalizacja między kobietami o względy tegoż osobnika, pokazana w scenie tańca, tak mianowicie że ów woli starszą od młodszej (to dlatego ma zginąć, się pytam?). Ważne, że scena owego tańca rozgrywa się już w końcowej fazie filmu, wcześniej mamy tylko erotyczny (nie wiadomo, dramat czy obyczaj; chyba obyczaj). Natomiast wspomniana córka Marcela jest wyjęta żywcem z filmów tandemu Jeunet-Caro ("Delikatesen", "Miasto zaginionych dzieci") i samym swoim wyglądem wprowadza nastrój grozy (wprowadza go jednak w końcówce, wcześniej jest tylko erotyzm).
Wspominany kelner od początku wprowadzany jest jako postać zdecydowanie erotyczna, a nie bohater thrillera (potwierdzenie tezy o zatraceniu Ozona w erotyzmie). Wygląda to jakby reżyser do tej dziwnej gry(?) między kobietami, które początkowo się nie lubią, zamierzał wprowadzić pierwiastek męski, kość, o którą zawalczą. Najpierw są uśmieszki w kawiarni, a potem niemal fatamorganiczna wizja, w której ów mężczyzna, stoi nad leżącą na krawędzi basenu Julie. Są jednak w ubraniach, a zatem sugestia, że reżyser najlepsze dopiero nam pokaże. Niestety, przez powrót do utraconej koncepcji thrillera erotycznego, nie pokaże.
: do góry :
|
|
W całym tym erotycznym sosie najgorsze jest jednak zakończenie. Rujnuje całkowicie przeświadczenie widza, że obejrzał jako taki film, thriller nie thriller, ale z grubsza wiedział, o co chodzi. Okazuje się jednak, że nie wiedział. Dlatego zakończenia zdradzić nie podobna, by nie psuć widzom zabawy. Najogólniej jednak mówiąc trąci ono Pythonowskim "Świętym Graalem", czyli niby jest średniowiecze, niby rycerze okrągłego stołu, a po ekranie w końcówce ni z tego ni z owego pojawiają się postaci jak najbardziej współczesne. Tak jest i tutaj, niby jest thriller, niby erotyczny, ale w końcówce nagle okazuje się, że to wszystko była lipa i reżyser chciał w ten sposób zrekonstruować proces twórczy...
Widz ma jednak z pewnością prawo czuć się nieusatysfakcjonowany z wielu innych powodów. Ani tu bowiem pełnokrwistego thrillera (brak jakiegokolwiek napięcia), ani erotyzmu na miarę oczekiwań odbiorców, ani czystego thrillera erotycznego (ona zabija ją, a następnie sypia z nim). Natomiast, jeśli miał to być film intelektualny, na co zdaje się wskazywać zakończenie, nie trzeba było pisać, że thriller erotyczny - wykrzyknie sfrustrowany widz. Po czym odchodząc rzuci jeszcze parę uwag na temat urody Sagnier, która wiele do życzenia pozostawia.
Recenzent jednak życie ma paskudniejsze. Przełknąć ów film musi czy chce czy nie chce. Nawet jeśli zdjęcia Yoricka Le Saux są na poziomie produkcji realizowanych prze lokalne ośrodki telewizji publicznej. Nawet jeśli całość jest swobodną, artystyczną interpretacją wielu gatunków filmowych (synkretyzm?), na koniec okazującą się intelektualną zabawą, figlarnym żartem z ukazywanymi etapami procesu twórczego w tle. Żartem rodem z dworu Ludwika XIV, kiedy to w podobnym tonie arystokracja bawiła się kosztem tych co nie posiedli ogłady...
Najlepszym podsumowaniem tej recenzji będą dwa spostrzeżenia. Pierwsze, to fakt, że Sarah zaraz po przybyciu do posiadłości zdejmuje wiszący na ścianie krzyż. Może reżyser chce dać nam do zrozumienia, że to co się będzie działo na ekranie, będzie tak wyuzdane, że aż nie przystoi (a fe!). Zaś drugie to, to, że Francois Ozon w swoim procesie twórczym jest jak podstarzały recenzent, który w kinowej toalecie, po tej intelektualnej rapsodii próbuje się, przepraszam za wyrażenie, odlać. Obaj się prężą, nadymają, ale za cholerę nie mogą z siebie wydusić ani kropli...
Juliusz "Jules" Konczalski
jules@zalogag.net
Basen (Swimming Pool)
Ocena: - / -
thriller intelektualnie-erotyczny Francja 2003
Reżyseria: Francois Ozon
Scenariusz: Francois Ozon, Emmanuele Bernheim
Muzyka: Philippe Rombi
Zdjęcia: Yorick Le Saux
Obsada: Charlotte Rampling, Ludivine Sagnier, Charles Dance
|
| |