Stephen King jest obecnie chyba najpopularniejszym pisarzem książek z gatunku horror/s-f. W swym dorobku ma już kilkadziesiąt powieści, z których wiele zostało sfilmowanych ("Zielona Mila", "Skazani na Shawshank", "Carrie"), lecz wydał również kilka zbiorów opowiadań. "Wszystko jest względne" to drugi, po "Szkieletowej załodze" taki zbiór wydany niedawno w Polsce przez Prószyński i S-ka. Jak wskazuje podtytuł - zawiera on 14 różnej długości, losowo poukładanych nowel, które w większości łączy mroczna tematyka.
Pierwsza z nich: "Prosektorium numer cztery" stanowi osobliwą opowieść człowieka, który przez przypadek zostaje uznany za martwego i przetransportowany do prosektorium, na sekcję zwłok. Jednak gdy już leży na zimnym, metalowym stole na kilka chwil przed rozpoczęciem "operacji" zaczyna odzyskiwać przytomność. Z początku nie jest pewien gdzie się znajduje, gdyż widzi tylko ciemność, ale powoli dociera do niego absurdalność sytuacji. Dalsza część opowiadania stanowi opis jego desperackich prób odezwania się lub poruszenia zdrętwiałym ciałem. Całość wieńczy zaskakujące i w pewnym sensie "typowe" dla Kinga zakończenie, którego jednak nie zdradzę aby nie psuć zabawy.
Po tak dobrym rozpoczęciu apetyt czytelnika stopniowo wzrasta i... niestety następuje rozczarowanie. O ile jeszcze druga historia o dziewięcioletnim chłopcu, który będąc sam nad jeziorem spotyka tajemniczego mężczyznę w czarnym garniturze - ucieleśnienie Szatana, jest całkiem nowatorska, o tyle dalej wydaje się że pisarzowi po prostu zabrakło pomysłów. Wszak opowiadaniom o człowieku, który urządza krwawą jatkę, aby uciec z sali egzekucyjnej czy o innym, który mozolnie zapisuje w notatniku wszelkie grypsy przeczytane na murach i ścianach ubikacji publicznych i pewnego dnia postanawia się zastrzelić, daleko jest do szczytowych osiągnięć "mistrza horroru". Nie potrafią one w żaden sposób nastraszyć czytelnika, a po kilku dniach od przeczytania uświadamiamy sobie, że właściwie nie pamiętamy już, o co w nich chodziło.
Na szczęście pod koniec następuje zdecydowana poprawa. Opowiadanie pt. "Drogowy wirus zmierza na północ" stanowi smakowity kąsek dla wszystkich miłośników gatunku. Niby to zwykła, prozaiczna opowiastka o mężczyźnie, kupującym pewnego dnia na wyprzedaży antyków obraz, który zaczyna go prześladować, ale w jaki sposób budowane jest tu napięcie! W przeciwieństwie do poprzednich historii nie ma tu żadnych drastycznych scen, ale co od dawna wiadomo - najbardziej straszy to, czego nie widać, co stworzy jedynie nasz umysł. Dodam jeszcze, że nie bardzo wiem dlaczego, ale klimat "Wirusa" przypominał mi ten z filmów Hitchcoka, co samo w sobie powinno być świetną rekomendacją.
: do góry : | |
Warte przywołania jest także opowiadanie "1408". Powiedziałbym, że jego fabuła zbudowana została na klasycznej opowieści o nawiedzonym domu. Tu do czynienia mamy jednak z pokojem hotelowym, w którym straszy. Sam autor pisze we wstępie, że hotele są dla niego z natury dużo bardziej straszne i tajemnicze od domów - wystarczy uświadomić sobie, że przecież nie znamy ludzi, którzy tu wcześniej przebywali - śpimy w łóżkach, w których kiedyś mogli leżeć szaleńcy, przyszli samobójcy lub śmiertelnie chorzy. Wizja mało optymistyczna, ale trudno się z nią nie zgodzić, czyż nie?
Ciekawostką jest fakt, że "1408" tak naprawdę nigdy nie miało być napisane. King stworzył kilka pierwszych stron tylko po to, aby dać przykład własnej pracy nad tekstem czytelnikom wcześniejszej książki-podręcznika, pt. "Jak pisać". Jednak historia go urzekła i postanowił ją dokończyć - ze wspaniałym skutkiem.
Na zakończenie mam pewną uwagę odnośnie strony technicznej książki. Pisarz zdecydował się opatrzyć każde z zamieszczonych tu nowel krótkim komentarzem, wyjaśniającym skąd wziął się pomysł ich napisania i zawierającym własne komentarze i spostrzeżenia. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie znajdowały się one przed większością z opowiadań. Mimo, iż nie zdradzają fabuły, to zaobserwowałem, że nieco odciągają uwagę czytelnika od samej historii, co nierzadko negatywnie wpływa na jej odbiór.
Podsumowując - zbiór opowiadań "Wszystko jest względne" Stephena Kinga, to, mimo kilku drobnych potknięć, dobra pozycja, którą spokojnie mogę polecić wszystkim fanom pisarza. A tych, którzy Kinga zamierzają dopiero poznać, namawiam raczej na poprzedni, rewelacyjny zbiór - pt. "Szkieletowa załoga".
|