Maskarada to druga część historii w trzech tomach, pierwszym jest opisywany na sąsiedniej stronie "Sherwood", ostatnim zaś - nie wydane jeszcze "Wrota światów". Na temat genialności Sherwood nie będę się tu rozpisywał, Bert mając takie samo zdanie jak ja na ten temat, uzasadnił je znakomicie. Wspomnę tylko że przed lekturą drugiego tomu nie mogłem odmówić sobie przyjemności przeczytania tego 600 stronicowego tomiszcza w nowym, poprawionym wydaniu z RUNY.
Oczekiwania co do kontynuacji tak dobrej powieści miałem naprawdę bardzo duże, wiedziałem też że trudno będzie Pacyńskiemu dorównać samemu sobie. Cóż, może zacznę od łyżki dziegciu. Początek książki trochę rozczarowuje, akcja wolno posuwa się do przodu, Czytelnik ma wrażenie pustego przebiegu, czegoś co w filmach opuszcza się, żeby przejść do właściwej części akcji. Nikt nie przeznacza 10 minut filmu na obraz bohatera który leży w szpitalu i leczy rany. Przechodzi się od razu do momentu wyjścia ze szpitala. Tu jest inaczej, otrzymujemy troszkę powtórkę początku Sherwood, tylko mniej zgrabnie napisaną, odartą z radości odkrywania nowej historii.
Drugą wadą Maskarady, która wszakże wadą nie będzie dla wszystkich, jest zamieszczenie jako retrospekcji opowiadania, które można było przeczytać w sieci (na łamach ZG zresztą również). Dla mnie było to trochę nieprofesjonalne - niemała liczba stron mogła zostać przeznaczona na nową treść. Jednak dla tych którzy tekstu nie czytali, nie będzie to żadna wada. Wspomniane opowiadanie trzyma bowiem bardzo wysoki poziom znany nam już z "Sherwood" i doskonale się je czyta, nawet po raz drugi.
"Maskarada" podejmuje opowieść urwaną dramatycznie w "Sherwood". Wszyscy którzy nie mogli doczekać się dorwania w swoje ręce kolejnej części, poznają odpowiedzi na wszystkie swoje pytania dotyczące dalszych losów bohaterów książki.
Nie radzę czytać książki bez uprzedniej lektury jej pierwszej części. Dla Czytelnika nie obeznanego z opowiedzianą tam historią, "Maskarada" może być zbyt ciężko strawna. Retrospekcje, nawiązania do przeszłości głównych bohaterów, a raczej głównego bohatera, gdyż to właśnie Match jest wiodącą postacią "Maskarady", mogą zakręcić w głowie każdemu, dlatego warto czytać obie książki w niewielkim odstępie czasu.
Jeśli chodzi o historię, to dostajemy kawał solidnej i przyzwoitej fantastyki na bardzo wysokim poziomie. Wszyscy którzy czytali cokolwiek pióra Pacyńskiego znajdą w "Maskaradzie" to, co u niego najlepsze. Czyli przede wszystkim pełnokrwiste postacie. Szeryf z Nottingham, Marion, banda zbójów najętych przez perfekcyjnego zabójcę Ramireza, przyjaciele i wrogowie Matcha, wreszcie on sam. Każda z tych postaci żyje, oddycha, zachowuje się w właściwy tylko dla siebie sposób. Nie ma powierzchownych charakterystyk typu zbój, nie-zbój. Każda z pojawiających się osób potrafi w pewnym momencie zrobić zupełnie niespodziewaną rzecz, kompletnie zaskakując Czytelnika. Wszyscy oni mają swoje motywy, sposób na życie, ciemne sprawy z przeszłości i chwile słabości.
: do góry :