:: k o m p u t e r ::   :: m u z y k a ::   :: f i l m ::   :: c z y t e l n i a ::  
  :: w w w . z a l o g a g . n e t ::  
 
NetArt - www.serwery.pl - reklama

 
  80  
C Z Y T E L N I A
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona 
 


W okowach tradycji
 
f e l i e t o n
    Tradycja - modne słowo. Jedni tradycji bronią, bo tak wypada, bo poczytują to sobie za swoją dziejową misję. Inni uważają ją za zbędny balast, no, może za wyjątkiem tradycyjnego karpia na Boże Narodzenie, i kilku innych nie mniej tradycyjnych poglądów, wierzeń czy norm postępowania. Tradycja - czym jest? Czym powinna być?
    Dla ludzi wywodzących się z szeroko pojętej kultury zachodu, dla Europejczyków, dla Amerykanów, dla nas, Polaków, tradycja jest li tylko sympatyczną wizytówką, którą można się pochwalić, która w mniejszym lub większym stopniu określa tożsamość, pochodzenie i rodzinne korzenie. Rzadko jest czymś więcej, nawet dla wielkich tego świata, którzy z rozbrajającym uśmiechem odmawiają europejskiej kulturze chrześcijańskich korzeni nie chcąc ich w nowej europejskiej konstytucji. A te korzenie, nawet dla nie obeznanego z historią ateisty, powinny być sprawą oczywistą.
    A jak to jest gdzie indziej? Zostawmy na chwilę nasze zastałe podwórko zza okna, bo znamy je przecież doskonale. Zerknijmy w inną stronę, przypatrzmy się modnemu dziś Bliskiemu Wschodowi. Tam tradycja odgrywa niebagatelną rolę najwyższego sędziego i władcy - dzieli i rządzi. Nikt nie sprawuje nad nią kontroli, może tylko Bóg i historia. W każdym razie tamtejsze procesy ekonomiczne czy polityczne są całkowicie pod wpływem tradycji. Jaki tego powód?
    To ciekawa sprawa - człowiek, rodowity Arab, żyje w skrajnie nieprzyjaznych warunkach, żyje na pustyni. A pustynia to niebezpieczeństwo, to ciągłe zagrożenie. To zaś zobowiązuje Araba do bycia wiernym doświadczeniom i mądrości przodków, słowem - tradycji. Nie dlatego jednak, że tak wypada, nie dlatego też, że jest obsesyjnie oddanym religii i wierzeniom fundamentalistą. Tradycja bowiem jest dla niego (i jego szczepu, klanu) gwarantem przeżycia, nakazuje mu takie zachowania, które maksymalnie zwiększą tego przeżycia szansę.
    Drobny przykład - oto do dzisiaj w kręgach arabskich obowiązuje zemsta rodowa. Jest ona logicznie uzasadniona - zabicie mężczyzny zuboża plemię o dwa silne ramiona. Zatem jest sprawiedliwe by plemię mordercy zostało pozbawione również jednego mężczyzny. Przy czym nieistotne jest czy tym mężczyzną będzie osoba winna zbrodni, czy ktoś najzupełniej niewinny. Tam moralność to rzecz względna - liczy się, że tak to ujmę, ekonomiczny rachunek.
    
    Swoją drogą pustynia to wdzięczny przykład gdy mówić o roli tradycji w życiu. Pustynia trwa niezmiennie ta sama, przez wieki, i dłużej, po dziś dzień wyznacza szczegóły codziennej egzystencji ludzi ją zamieszkujących. Pustynia śmieje się z czasu. W ogóle czas na pustyni to ciekawa rzecz. Arabska koncepcja czasu, dla mnie, rodowitego Europejczyka, jest totalnie wypaczona. Człowiek pustyni sądzi, że czas jest zbyt subiektywny by zamykać go w karby minut, godzin, lat. A czy to nie od umiejętności mierzenia czasu zaczynała się każda wielka cywilizacja?



: do góry :
    I tak, drogę na pustyni mierzy się w jeden sposób - dojściem do celu. Bo w drodze może się wiele wydarzyć, może paść wielbłąd, i co wtedy? Przewodnik może zgubić drogę w burzy piaskowej, może zabraknąć wody w bukłaku. Co wtedy? Jakże więc mierzyć ten cały "czas" - zastanawia się człowiek pustyni.
    Z tego zaś wynika wschodni fatalizm, który rodzi się na pustyni. Pustynią nie da się bowiem zawładnąć, nie sposób przeobrazić jej w tchnące życiem, przyjazne dla człowieka miejsce. Pustynia zawsze będzie obca, będzie wrogiem i mordercą. To, jak nic innego, popycha ku wierze w przeznaczenie. Nie w ludzkiej mocy jest przeobrażać pustynną przyrodę, jak mógł to czynić człowiek choćby w klimacie umiarkowanym. Pustyni trzeba się poddać, nie można narzucać jej swoich zasad i swoich praw. Ona ma własne zasady, i własne prawa. A mieszkającemu na niej pozostaje mieć nadzieję, że te setki tysięcy ton piasku dadzą mu przeżyć jeszcze jeden rok, może dwa, może więcej. Inszallach - jak Bóg zechce.
    
    Cały Bliski Wschód jest przesiąknięty tradycją jak zanurzona w wannie gąbka. I nic w tym dziwnego - tam gdzie egzystencja jest utrudniona, ot, choćby przez nieprzystępną pustynię, tam automatycznie wytwarza się otoczka wymaganych w danej sytuacji czy chwili zachowań i sposobów myślenia, które przeżycie ułatwiają lub zgoła je umożliwiają. Ta otoczka to tradycja właśnie.
    Jednocześnie, co ciekawe, Bliski Wschód nie ucieka w popłochu przed nowoczesnością. Z jednej strony zabytkowe meczety i objuczone towarem osły, z drugiej nowoczesne, klimatyzowane biurowce i najnowsze modele mercedesów - kontrasty często tak szokujące, że rodzi się pytanie czy nie są wywołane nadmierną temperaturą Wydaje się, że pewne narody, w procesie rozwoju, przeżywają swego rodzaju cywilizacyjne rozdwojenie jaźni. Nowoczesność, tradycja - to przecież rzeczy tak różne, tak do siebie nie przystające, ale na Bliskim Wschodzie obie są aż nadto widoczne.
    Podobne rozdwojenie nam, Polakom, zapewne nie grozi. Nasza historia pędzi z prędkością ekspresu relacji Tokio - Kioto, zmieniając rzeczywistość za oknem prędzej niźli wiatr rzeźbi labirynt wydm na pustyni. Kto by się tam oglądał na tradycje. No, chyba, że chodzi o wigilijnego karpia. Nawet nasza jedyna w Polsce pustynia - Błędowska - wiosny nie czyni, zresztą jej piaski i tak już dawno zarosły trawą.


Łukasz Kustrzyński
frodoo@friko5.onet.USUNTO.pl

 
  
  
Copyright (c) 1998-2003 Załoga G
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona