:: k o m p u t e r ::   :: m u z y k a ::   :: f i l m ::   :: c z y t e l n i a ::  
  :: w w w . z a l o g a g . n e t ::  
 
NetArt - www.serwery.pl - reklama

 
  86  
E X C L U S I V E
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona 
 



Wywiad z Tadeuszem Baranowskim
 
w y w i a d
Kim jest Tadeusz Baranowski? Każdy szanujący się fan rodzimego komiksu powinien to wiedzieć nawet bardziej niż On sam. W końcu kto z nas nie miał w rękach abstrakcyjnych przygód profesorka Nerwosolka i jego asystentki Entomologii, nie towarzyszył pierwszemu hirołowi Rzeczypospolitej Orient-Menowi w drodze do Celu, nie uczestniczył w trudnych śledztwach Sherlocka Bąbla (Chris Carter mógłby pozazdrościć wyobraźni) czy nie odpowiedział sobie konkretnie na pytanie skąd się bierze woda sodowa. Albo kto nie zna (cieszcie się, że nie osobiście) najmroczniejszych wampirów w dziejach komiksu - Szlurpa i Burpa. Takich ostro zakrapianych krwią balang, jakie urządzali oni z młodymi panienkami, to nie uświadczysz nawet na salonach PCK. No cóż, nie będziemy przeciągać - jeszcze tylko drobne formalności i zapraszamy do lektury wywiadu. Wywiadu z człowiekiem, który po raz pierwszy w historii komiksu (a zdaje się, że nie tylko jego) uczynił głównym bohaterem kaloryfer...

Data ur.: 1945
Miejsce ur.: Polska
Miejsce zamieszkania: Warszawa
Zawód: rysownik, scenarzysta, redaktor graficzny



WAK: Mógłby Pan króciutko, w trzech zdaniach zareklamować się tym, których ominęła era Baranowskiego? Czyli najmłodszemu pokoleniu?

Tadeusz Baranowski (Te.Be.): Nie mam talentu do reklamowania się. Niemniej jednak młodzież, która teoretycznie nic nie powinna o mnie wiedzieć, wie o mnie sporo i zna (przepraszam za wyrażenie) tak zwaną moją "tfurczość". Jeśli chodzi o najmłodszych, to zacząłem właśnie współpracę z "Misiem", gdzie rysuję proste komiksiki do tychże skierowane. Mam nadzieję, że redakcja zechce ze mną współpracować dalej i damy odpór wszelkiej maści kaczorom, nie tylko Donaldom.



WAK: Gdzie był Tadeusz Baranowski, gdy go nie było? Jak miewa się jeden z najlepszych twórców komiksów wszechczasów?

Te.Be.: Eeeeeeee... Z tym najlepszym twórcą... I tak dalej, to trochę przegięliście. Baranowski mieszkał w Warszawie i nikt się nim w tym czasie nie interesował. Więc go nie było. Miewam się tak sobie. Gdyby nie przypadkowe zamówienie (4 lata temu) na komiks reklamowy z agencji i chęć zareklamowania się towarzystwa ubezpieczeniowego moim nazwiskiem i moim komiksem, nie byłoby mnie nadal. Wielokrotne próby zainteresowania przede wszystkim naszej wspaniałej prasy moimi różnymi projektami zakończyły się niepowodzeniem.

WAK: A może teraz ździebko o pańskich zainteresowaniach pozakomiksowych? Można wiedzieć czym Pan się teraz zajmuje?

Te.Be.: Fascynuje mnie wszechświat jako taki siaki, a jak nie taki to jaki i dlaczego. Jestem ufomanem, który uważa, że skostniałość myślenia naukowców przegapia jakieś bardzo ważne wydarzenia, które odbywają się na naszych oczach. Obecnie staram się zajmować tym co zawsze. Robię ilustracje do książek, od jakiegoś czasu do podręczników dla wydawnictw szkolnych, robię różne komercyjne zamówienia graficzne na komputerze (makiety książek oraz pism, itp.). No i ten "Miś" ostatnio.

WAK: Czy wydawanie komiksów u takich gigantów jak Egmont pozwala klasykom żyć na trochę wyższym poziomie niż typowy Adaś Miauczyński?

Te.Be.: Pęknę ze śmiechu. Stary już jestem i chciałem mieć wreszcie wydane to i owo w eleganckiej postaci. To tyle mam do powiedzenia na temat możliwości życia na wyższym poziomie (przepraszam za wyrażenie) "gigantów".



WAK: "Orient-Men Forewer" i "Porady Praktycznego Pana" to zwiastun powrotu Mistrza, czy tylko epickie podsumowanie jego dotychczasowej kariery?

Te.Be.: Niestety, powyższa odpowiedź daje odpowiedź na poniższe pytanie. Ale jak już tu i ówdzie wspominałem (przepraszam za wyrażenie) stoję otworem na wszelkie sugestie. Jeśli znajdzie się ktoś (w co wątpię), kto zechce tą ciężką pracę jaką jest rysowanie komiksów potraktować poważnie pod względem finansowym. Jestem wrogiem mocno zakorzenionej w umysłach polskich wydawców tendencji do traktowania tej kwestii "per noga".

WAK: Kiedy spodziewać się nowego komiksu made by Baranowski? Wydania zbiorcze tego co już było, to trochę za mało!

Te.Be.: Jak wyżej. Pomysły są, ale nie da rady pracować rok czasu za 3000 zł, płatne w czterech ratach. Przykro mi. Też bym chciał coś nowego wydać.

WAK: To może teraz o tym jak wspomina Pan okres tworzenia w PRL? Wówczas pańskie albumy osiągały niebotyczne nakłady, a teraz sytaucja wygląda zdecydowanie gorzej...

Te.Be.: W czasach PRL-u kuźnią, że tak powiem, twórców komiksowych był "Świat Młodych". Porównując tamtejsze zarobki za tą pracę z dzisiejszymi, to były kokosy. Ci, którzy tam mieli okazję być drukowani, byli to autentyczni (na tamte czasy) rysownicy komiksowi. W tamtych czasach powstał autentyczny polski komiks. Będzie trudno to powtórzyć, chociaż jest kilku oddanych sprawie kolegów, którzy tworzą ten gatunek w bardzo oryginalny sposób. Zabawny i mnie osobiście bawią, tumanią i straszą, np.: Jakub Rebelka, Jan Koza czy twórcy "Jeża". Mam tu na myśli komiksy humorystyczne z własnym indywidualnym, nie powielanym stylem rysowania. Oczywiście mamy w Polsce liczną grupę wspaniałych rysowników komiksowych skazanych moim zdaniem na zawodową zagładę.

WAK: Miewał Pan kłopoty z cenzurą?

Te.Be.: Nie. Bardziej papiescy od papieża byli redaktorzy, którzy na wszelki wypadek ingerowali w tytuły i teksty, ale nie dawałem się. Jak przeginali, zrywałem takie kontakty. Przykładem KAW.

WAK: Pewnie nie udało się Panu, jak chyba zresztą każdemu twórcy, zrealizować jakichś projektów. Moglibyśmy poznać jakich i dlaczego?

Te.Be.: Jasne. W nowych czasach od 10 lat moją "idee fix" jest robienie komiksu politycznego. No, wiadomo nóż się sam otwiera. Chciałem rysować komiks pod tytułem "Robin Wschód". Więc co jakiś czas powstaje nowy aktualny odcinek, którym staram się zainteresować tego i owego, ale bezskutecznie. Zacząłem to drukować (4 odcinki) w 1992 roku w tygodniku "Radio i telewizja", ale tygodnik padł. Byłem nawet niedawno z tym pomysłem w "Polityce", gdzie jest drukowany jakiś idiotyczny "komiks" fotograficzny. Ale redakcja najlepiej bawi się sama w swoim towarzystwie. Chciałem zrobić odcinek pod tytułem "Afera Robina".

WAK: Czy należy spodziewać się kinowych filmów animowanych z udziałem Profesorka Nerwosolka, Orient-Mena lub Smoka Diplodoka? Są jacyś zainteresowani współpracą z Tadeuszem Baranowskim nad filmem animowanym?

Te.Be.: Myślę, że ten absurdalno-abstrakcyjny sposób mojego myślenia byłby wielkim utrudnieniem dla twórców takiego filmu. Niemniej na początku lat 80-tych powstały dwa krótkometrażowe filmy z Nerwosolkiem w wytwórni w Bielsko - Białej. Mam na kasecie video i były wyświetlane na porankach. Wytwórnia chciała zrobić całą serię, tak jak z Bolkiem i Lolkiem, ale ponieważ wtedy było tak, że musiałbym oddać im prawa autorskie do postaci - zerwałem rozmowy. Czy dobrze zrobiłem? Nie wiem… Do stworzenia filmu dostosowanego do mojego sposobu myślenia, potrzeba by inteligentnego reżysera. Nie mam propozycji, co nie oznacza, że brak inteligentnych reżyserów. Jesienią, dwie archiwalne, połączone historyjki z Nerwosolkiem wyda "Egmont", w objętości około 100 stron. Patrz odpowiedź na pytanie nr 4, ale i tak jest miło.


: do góry :


WAK: Co Pan sądzi o obecnej sytuacji polskiego rynku komiksowego? Jakich komiksów jest za dużo, a czego zdecydowanie brakuje?

Te.Be.: Obecnie jest tak. Zagraniczni wydawcy sprzedają za grosze stare śmieci, których mają tysiące na składzie i za które u siebie nie wyciągną ani grosza. Tutaj sprzeda się album z wyciągami za 1000 dolarów i jest w dechę. Szczególnie gdy się ich sprzeda jeszcze sto, co robi 100 000 dolarów. Nasi wydawcy biorą chętnie wszystko, nie obchodzi ich poziom tylko kasa i proponują potem Polakowi takie same honorarium. Nie mamy lotów drodzy moi. A gdzie porównywać większość tych smół z takim na przykład Rebelką. No, ale "wolny rynek" i tak dalej...

WAK: Czy nie boli Pana serce (i duma Mistrza) widząc jak pańscy bohaterowie zostali zastąpieni przez chamskie typy pokroju wulgarnego jeża i równie niepoprawnego, a może i jeszcze bardziej, Wilqa? Wysublimowany, chytry humor jakby zszedł na dalszy plan ustępując miejsca tanim pyskuwkom i podwórkowej gwarze - chyba robimy się coraz bardziej prymitywni... A może zmieniły się potrzeby i statystyczny Orient-Men Forewer stał się po prostu Orient-Menem Przeszłości? Jak Pan uważa?

Te.Be.: Nic mnie już nie dziwi. Zwulgaryzowało się wiele dziedzin naszego życia więc i komiks także. Myślę jednak (przepraszam za wyrażenie), że w końcu "dobro zwycięży". Byłoby straszne gdyby nie było już wśród nas normalnych ludzi. Co do Jeża, to nie zgadzam się z powyższą opinią. Nie chciałbym tutaj eksponować w sposób szczególny roli Orient-Mena w naszym życiu, ale reprezentowany przez niego sposób myślenia jest przeznaczony dla takiej kategorii czytelników, którzy będą istnieć zawsze.

WAK: Jest Pan gotów odejść widząc jakich bezeceństw dopuszczają się polscy rysownicy humorystyczni? Czy pańskie poczucie humoru ma szansę przeciwstawić się temu co tak usilnie propagują ci młodsi?

Te.Be.: Wyboru dokonają czytelnicy.

WAK: Tak w ogóle to ma Pan swoich faworytów wśród rodzimego repertuaru?

Te.Be.: Mam, ale nie chciałbym wymieniać po nazwisku. Jest tak wielu znakomitych rysowników, że skrzywdziłbym tych, których bym nie wymienił, mogę niektórym pozazdrościć warsztatu i umiejętności.

WAK: Ma Pan kilka zaleceń co do tego jak powinien wyglądać polski komiks w Unii Europejskiej?

Te.Be.: Kto ma tyle samozaparcia, by robić swoje, niech robi. Uważam, że jeśli jakiś polski twórca zacznie się nagle sprzedawać na naszym polskim rynku w ilości kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy, to zaraz zainteresują się nim wydawcy z Unii i wtedy trafi na tamtejszy rynek jako autor. Ci, których zatrudnią z powodu ich zręczności plastycznych do kontynuowania starych serii po jakimś ichnim rysowniku, będą tylko wyrobnikami - nie autorami.

WAK: Podobno źle Pan wspomina swoją przygodę z komiksem na rynku frankofońskim?

Te.Be.: Na tamte czasy to było coś. Baranowski w "Tin Tin" (człowiek był młodszy i głupszy)!!! Ale przelicznik robił swoje. Pomijając tę niewątpliwą korzyść (przelicznik), były potknięcia osobiste oraz utrudniająca mi życie postawa redaktora naczelnego "Tin Tina" (chciał, abym kontynuował po jakimś rysowniku realistyczne albumy do jego scenariuszy). Rzeczy tam zrobione i te robione prościutkie historyjki pod tamten zdecydowanie prymitywny rynek, uważam za rzeczy bezwartościowe. Tam też, jak i u nas, świetni, twórczy i ambitni artystycznie rysownicy nie zarabiali fortun i nie sprzedawali tysięcy egzemplarzy swoich albumów. Wydawców zadziwiała małpia zręczność rysowania, najlepiej na pograniczu kiczu. W tym czasie z pewnością robiłbym w Polsce rzeczy znacznie ciekawsze. Ale przecież na tym polega życie. Dokonujemy wyborów, a potem wyszło jak wyszło.

WAK: Jacy autorzy mieli największy wpływ na Pana twórczość?

Te.Be.: Ci, którzy (znając bardzo słabo język francuski) robili na mnie największe wrażenie pomysłowością rozwiązań rysunkowych i nieszablonowym traktowaniem tego gatunku, na przykład Fred. Oczywiście z zachwytem patrzyłem w latach 70-tych na rysunki Moebiusa czy Bilala, ale kuda mi do takich fachowców.

WAK: Odwiedza Pan jakieś witryny internetowe poświęcone komiksom? Wiele e-zinów i stron prywatnych nie szczędzi swoich starań by przedstawiać komiks i jego okolice. Tyle, że to właśnie my mamy niewątpliwe szczęście wypytywać TEGO Tadeusza Baranowskiego. I nie będziemy ukrywać, że czujemy się z tego powodu bezkonkurencyjni, a co tam. W końcu nie często jest ku temu okazja.

Te.Be.: Odwiedzam, ale z powodu bogatej szaty graficznej witryn i mojego internetu, który jest usytuowany w gniazdku telefonu, ten kontakt mam szalenie utrudniony. Godzinami się otwierają.

WAK: Nieśmiertelnych nie sieją, bo podobno sami rosną. Co zrobić, żeby na stałe zapisać się w kanonie polskiego komiksu? W tym akurat ma Pan doświadczenie, jak mało kto...

Te.Be.: Proszę państwa, za dwadzieścia parę lat jak dobrze pójdzie, nikt nie będzie pamiętał o żadnym Baranowskim, więc nie demonizujcie problemu. Natomiast recepta by w czymś być dobrym jest prosta. Z uporem robić, robić, robić swoje. Nie uginać się przed kretynami i przymierać głodem.

WAK: Na kogo w dzisiejszym świecie nasłałby Pan najchętniej Szlurpa i Burpa? Innymi słowy kogo nie lubi Tadeusz Baranowski?

Te.Be.: Na tego, który pierwszy dopuścił i pozwolił na rozplenienie się draństwa w naszym (przepraszam za wyrażenie) pięknym kraju. Ogólnie też na polityków, bez wyjątku. Alleluja.

WAK: Teraz pytanie dosyć precedensowe - dlaczego tak mało jest pańskich zdjęć? To efekt jakiejś szczególnej niechęci do fotografii?

Te.Be.: Po pierwsze, primo, widać - nie fotografują mnie. Bywam tu i ówdzie, jakby chcieli to by fotografowali. Widać w tym samym czasie są postacie bardziej popularne niż ja. Po drugie, primo. Wyczuliście mnie. Nie robię sobie zdjęć. Albo rzadko.

WAK: Na koniec wypada zapytać czy Tadeusz Baranowski czuje się już człowiekiem na komiksowej emeryturze? Dodamy, że wszelkie odpowiedzi twierdzące będą niemile widziane. ;)

Te.Be.: Odpowiedź na pytanie numer cztery.

WAK: Ślicznie dziękujemy za wywiad. Nie wiemy jak inni, ale my na pewno ciągle kochamy komiksy Baranowskiego. I dla nas Orient-Men jest zawsze i always forewer.

Te.Be.: Ja was też wszystkich kocham. Uszanowanie dla ekipy.

Pytania zadali Broos Li & Charles Monroe przy małym helpie ze strony Tomasza 'Jima' Kątnego
 
  
  
Copyright (c) 1998-2003 Załoga G
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona