Ciach ciach ciach i wszystko staje się jasne. Ciach ciach ciach i źli faceci mogą zacząć się bać. Wreszcie ciach ciach ciach, bo to musiałem być ja... Na mnie padła fascynacja tematem, a teraz i napisanie tego tekstu będącego przekazem dla potomnych...
Na dobrą sprawę nie pamiętam od kiedy zaczęła się moja przygoda z Zorro - wiem, tylko że na każdy występ tego zamaskowanego osobnika czekałem z wypiekami na twarzy. Miałem wtedy kilka lat, a sławetne "5-10-15" nawiedzał importowany z australijskiego Sky Channel "D.J. Kat Show", w którym rudy kocur poza tym, że robił ze wszystkiego jaja, to jeszcze w każdym odcinku swojego show prezentował jakąś bajkę dla grzecznych dzieci. Była to mniej więcej połowa lat 80-tych, ja ledwo odrastałem od ziemi, ale i tak wiedziałem, że to co najlepsze zacznie się z chwilą, gdy ekran domowego Rubina rozświetlą trzy cięcia, a mój ulubieniec dźwięcznym głosem wypowie magiczną formułkę "Bo nazywam się Zorro". To było jak narkotyk, ale i szybko się skończyło, a w miejsce ubranego na czarno herosa miłościwie (akurat ;)) nam wówczas panująca TVP zaczęła dawać coraz bardziej kiczowate wytwory zachodniej animacji, że wymienię tylko "Kota Karatekę" oraz zakręcony jak ulęgałka samolocik Jimbo. Długo nie mogłem draniom tego darować - więcej grzechów młodości (co ja mówię, maleńkości) nie pamiętam bądź nie chcę pamiętać, ale motyw przewodni z "Zorro" mogę zanucić choćby dziś, wybudzony o pierwszej w nocy przez miauczącego w niebogłosy kota, który najwidoczniej zapomniał, że marzec już dawno minął. Kto z Was jeszcze by tak potrafił? ;) To było dawno, ale wtedy doznałem pasji i z wiekiem coraz bardziej zacząłem czaić, że zamaskowani faceci coraz bardziej mnie pociągają (bez brzydkich skojarzeń ;)), co jak widać, mam do dzisiaj. Dzisiaj też postanowiłem uchylić rąbka tajemnicy i podzielić się ze wszystkimi swoją wiedzą o Zorro, którą niebagatelnie pogłębił także - niech będzie pochwalony - internet.
Z JAK ZNAK
Historia Zorro zaczęła się tak jak musiała się w tamtych czasach zacząć - od łamów pulp opowiadań... Było późne lato 1919 r. i czytelnicy "All-Story Weekly", popularnego w tamtych czasach magazynu, mieli okazję poznać pięcioczęściową historię osadzoną w Hiszpańskiej Kalifornii, której tytuł to "Klątwa (a w wolnym tłumaczeniu: Postrach) Capistrano" autorstwa urodzonego w Illinois crime reportera o imieniu i nazwisku Johnston McCulley. Należy dodać, że nikt nie spodziewał się, że o to narodziła się nowa ikona w światowej popkulturze. Niedługo potem pamiętny numer magazynu trafił w ręce aktorki Mary Pickford, której najwidoczniej zamieszczona tam historia bardzo przypadła do gustu, a która to postanowiła zapoznać z tym tekstem swojego małżonka - legendarnego aktora Douglasa Fairbanksa (urodzony w 1833 r. - tym samym co McCulley!). Rzecz traktowała o Don Diego Vega, synu Don Alejandro Vegi, jednego z najznamienitszych posiadaczy ziemskich w XIX-wiecznej Kalifornii, który to wraca po wielu latach nieobecności do rodzimej Hiszpanii. Jednak już od pierwszego wejrzenia nie podoba mu się to co tu zastaje: niesprawiedliwość dosięgającą najuboższych, a także prawowitych mieszkańców tutejszych ziem (czyli Indian) oraz biednych ojców franciszkanów i postanawia coś z tym zrobić. Zakłada czarną maskę i staje się Zorro, samotnym mścicielem walczącym z nieprawością i występkiem reprezentowanym przez złego gubernatora oraz jego poplecznika kapitana Ramona, prawiąc jednocześnie komplementy i zaloty pod adresem ślicznej Lolity. Dość rzec, iż szpada Zorro nie zaznaje spokoju dopóty dopóki w południowej Kalifornii nie zagości sprawiedliwość, a jego znakiem rozpoznawczym (i ostrzegawczym - dla zbirów) staje się wycinana na różnych częściach ciała, ubraniach, meblach, ścianach tudzież innych wymyślnych miejscach pierwsza litera imienia bohatera w języku hiszpańskim oznaczającego ni mniej ni więcej tylko "lisa". Jego nieodłącznym towarzyszem w walce staje się czarny jak noc rumak o imieniu Tornado oraz niemy pomocnik Bernardo.
Opowiadania musiały najwyraźniej mocno zafrapować pana Fairbanksa, dotychczas kojarzonego jako amanta grywającego w broadwayowskich komediach, bo zapragnął całkowicie odmienić swój wizerunek aktorski i do tego celu postanowił wykorzystać duży potencjał, którym błyszczała "Klątwa Capistrano". Co prawda od wizerunku komedianta nie musiał aż tak bardzo odbiegać, w końcu Zorro to nie tylko zamaskowany mściciel, któremu wszystko się udaje, ale także Don Diego - życiowy nieudacznik, któremu nie lada wyczynem może okazać się jazda na koniu. A na wszelki wypadek, gdyby kostiumowy "Znak Zorro" (1920 r.) z wytwórni United Artists miał ponieść klapę, Fairbanks zabezpieczył się angażując się w realizację kolejnej komedii. Reżyserię "Znaku Zorro" powierzono Fredowi Niblo (największym osiągnięciem tego człowieka stał się zrealizowany 5 lat później "Ben-Hur"), a scenariusz napisał sam Fairbanks (tyle, że pod pseudonimem Elton Thomas) i dodać należy, że to jedyny film o fabule najbliższej tekstowi McCulleya (późniejsze najczęściej były tylko mniej lub bardziej rzetelnymi wariacjami na ten sam temat) - co prawda pominięto niektóre wątki, niektóre zmieniono, ale najbardziej znacząca zmiana dosięgła chyba tylko zakończenia, które uczyniono bardziej klimatycznym niż w oryginale. Douglas Fairbanks stworzył niezwykle wyrazistą i niezapomnianą kreację (na tyle pamiętną, że stała się wyznacznikiem dla przyszłych odtwórców Lisa), a Marguerite de la Motte (jako Lolita Pulido), Noah Beery (sierżant Gonzales), Robert McKim (kapitan Ramon) w niczym mu nie ustępowali.
Sam film był wówczas bardzo nowatorski oraz popularny i stał się jednym z największych klasyków kina z tamtego okresu, co pozwoliło McCulley'owi kontynuować przygody Zorro na łamach różnych pulp magazynów do końca życia (zmarł w 1958 r.). W międzyczasie (1924 r.) "Klątwa Capistrano" doczekała się pierwszego wydania książkowego, tyle że pod tym samym tytułem co film. Sam Fairbanks, którego publika zaczęła kojarzyć jako zamaskowanego obrońcę uciśnionych, wcielił się w Zorro raz jeszcze - występując w 1925 r. w sequelu zatytułowanym "Don Q, Son of Zorro", tym razem nie opartym na prozie McCulleya. W ogóle fabularnie ten film był bliższy prozie Dumasa - pełen dworskich intryg, a także zasadzek i pojedynków na salonach - akcja została osadzona w Madrycie, a Fairbanks wcielił się tu w podwójną rolę podstarzałego (sam aktor miał już wówczas 42 lata) Don Diega i Don Cesara de Vega, syna Diega i Lolity, który w odróżnieniu do swojego ojca nad ostrze szpady przedkładał bicz. Głównym wrogiem młodego Zorro stał się Don Sebastian (w tej roli Donald Crisp, który także reżyserował "Syna Zorro"), oficer straży królowej (Stella de Lanti), zaś jego miłością Dolores de Muro (w tej roli znana z "Sokoła Maltańskiego" Mary Astor), córka wysokopostawionego wojskowego, o której serce zabiegał także arcyksiążę Paul z Austrii (Warner Oland). Większy od poprzednika budżet pozwolił uczynić film znacznie bardziej widowiskowym i pełnym karkołomnych sekwencji walk, jednak największe kontrowersje mógł wzbudzać fakt, iż Cesar ani razu nie zakłada w nim maski (!!!).
LEGENDA KONTYNUOWANA
Na następną rewelację zwolennicy Zorro, których namnożyło się w trybie natychmiastowym, musieli czekać aż 15 lat - do 1940 r., kiedy to Rouben Mamoulian nakręcił remake "Znaku Zorro" z Douglasem Fairbanks - z jedną kolosalną (i słyszalną) różnicą dzielącą te dwa obrazy - dźwiękiem (zarówno pierwszy "Znak Zorro" jak i "Don Q" to były filmy nieme). Tym razem w rolę tytułowego bohatera wcielił się niezwykle przystojny Tyrone Power, a partnerowała mu Linda Darnell w roli Lolity, zdecydowanie bardziej wolącej zamaskowanego rabusia niż szlachcica Don Diego. Co tu owijać w bawełnę, ten film do dziś ogląda się znakomicie, a scena finałowego pojedynku pomiędzy Diego i kapitanem Estebanem Pasquale (Basil Rathbone) przeszła do historii kina i po dziś dzień uważana jest za jeden z najlepiej sfilmowanych pojedynków szermierczych. Oczywiście, nie było tak, że "Znak Zorro" był pierwszą od kilkunastu lat adaptacją przygód zamaskowanego jeźdźca - Zorro pojawił się także w pierwszym kolorowym filmie wytwórni Republic Pictures zatytułowanym "The Bold Caballero" (z Bobem Livingstonem w roli głównej) oraz kilku następujących po sobie serialach: "Zorro Rides Again" (1937 r., tu Zorro (John Carroll) znów posługiwał się biczem i to w czasach współczesnych), "Zorro's Fighting Legion" (1939, western ale bardziej w stylu klasycznego Zorro (w którego wcielił się Reed Hadley), "Zorro's Black Whip" (1944 r., tym razem tytułowym bohaterem była kobieta - w tej roli Linda Stirling, która szukała zabójców brata), "Son of Zorro" (1947 r., kolejny western, z George'm Turnerem w roli Lisa), "Ghost of Zorro" (1949, i znowu western, tyle że z Claytonem Moore), ale to właśnie ten kinowy obraz, jak wcześniej jego poprzednik, stał się wielkim hollywoodzkim wydarzeniem. Zresztą, warto przy okazji "Znaku Zorro" odnotować inny istotny fakt - mianowicie bez tego filmu najprawdopodobniej nie mielibyśmy Batmana, wszak Bob Kane (twórca herosa) zawsze podkreślał, że Zorro był jedną z jego inspiracji przy tworzeniu postaci Człowieka-Nietoperza.
Przy okazji pragnę dodać, że nie mam zamiaru rozdrabniać się i wymieniać wszystkich ekranowych występów Zorro (zainteresowani muszą zadowolić się tylko tabelką z filmografią naszego ulubieńca, która przyozdabia tekst), bo zabrałoby to za dużo miejsca, a skupię się tylko na tych najbardziej znaczących. A z pewnością do nich zalicza się kultowy (jak nie wierzycie to spytajcie rodziców) serial wytwórni Disneya powstały w latach 1957-59. Nie dość, że ten "Zorro" mógł poszczycić się największym budżetem, o którym jakikolwiek z ówczesnych seriali mógł co najwyżej pomarzyć, to w dodatku odtwórca głównej roli (Guy Williams, 33-latek wyłoniony z ponad setki kandydatów ubiegających się o rolę) odwalił świetną robotę tworząc najlepszą kreację w swoim życiu. Kilka odcinków przerobiono na dwa filmy pełnometrażowe zatytułowane "The Sign of Zorro" (1958) oraz "Zorro, the Avenger" (1960). Powstało łącznie 78 epizodów (plus cztery jednogodzinne w latach 1960-61), serial cieszył się niebotyczną popularnością i po dziś dzień stanowi wzorzec tego, jak powinien wyglądać dobry serial tv, zresztą do niedawna można było obejrzeć go w TVP1 w wersji koloryzowanej ("Zorro" nabrał kolorków w 1992 r.) i jedno trzeba przyznać - mimo swego sędziwego wieku nic, a nic się nie zestarzał, a sierżant Garcia (pamiętny Henry Calvin) bawi tak samo jak kiedyś.
LIS W EUROPIE
W międzyczasie popularność Zorro zawitała do Europy, gdzie w ciągu lat 60. i 70. bohater stał się bodajże najczęściej filmowaną postacią popkultury (na dobrą sprawę nie było chyba roku, w którym Lis nie przemykałby po ekranach - patrz: tabelka), jednak masowość tradycyjnie musiała odbić się na jakości, aktorzy nierzadko byli dobierani na kocią łapę, zaczęto powielać znane wcześniej wątki (typu wywołanie rewolucji mającej na celu ukrócenie tyranii możnowładców), a wreszcie masowo wypuszczać parodie z Zorro w roli głównej. Wśród tego zatrzęsienia na pewno wybijają się z tłumu dwa swoistego rodzaju crossovery: "Zorro i Trzej Muszkieterowie" (1963 r.) oraz "Zorro kontra Maciste" (1963 r.), "Znak Zorro" (1962 r.) z Seanem Flynnem (synem legendarnego Errola Flynna), mający jednak niewiele wspólnego z poprzednikami o tym samym tytule - tu również bohaterowi nie spieszno było założyć maskę, telewizyjny remake "Znaku Zorro" (1974 r.) z Frankiem Langellą w roli głównej stworzony dla amerykańskiej telewizji (ciekawostką jest to, że tutaj Zorro okazał się... mańkutem) czy bardzo frywolne komedie zatytułowane "The Naked Sword of Zorro (1969) oraz "The Erotic Adventures of Zorro" (1972). Warty stuprocentowej uwagi jest jednak "Zorro" (1974 r.) w reżyserii weterana włoskiego kina Duccio Tessari z samym Alainem Delonem w roli tytułowej - znakomite widowisko kostiumowe przypominające nieco stylistyką najlepsze westerny (choć koltów tu nie uświadczysz), moim skromnym zdaniem znacznie lepszy od późniejszej "Maski Zorro" z Banderasem. Na potrzeby tego filmu zmodyfikowano nieco znaną od lat fabułę (Delon jako nowo powołany gubernator Kalifornii przebiera się tu w Zorro i walczy z tyranią pułkownika Huerta, jednocześnie mszcząc się za śmierć przyjaciela), a także zmieniono znaczenie słowa "zorro" (tłumacząc, iż wyraz ten oznacza ducha czarnego wilka).
NOWE POKOLENIE, NOWE WYZWANIE
Później nadeszły lata 80. i zorrowska posucha przerwana tylko mocno niekonwencjonalnym (Don Diego homoseksualistą) potraktowaniem tematu w komedii "Zorro - The Gay Blade" (1981 r.) z Georgem Hamiltonem jako Zorro oraz sitcomem "Zorro and son" (1983 r.). Ten ostatni narodził się z pomysłu wytwórni Disneya na kontynuowanie serialu z lat '57-'59 i początkowe zamiary wskazywały na ponowne zastosowanie czarno-białej kliszy, ale ostatecznie wytwórnia zrezygnowała z pomysłu dochodząc do wniosku (chyba słusznego), że ludzie nie będą chcieli oglądać czarno-białego serialu. Zresztą, wytyczne CBS stały się w końcu wyraźne: stacja chciała, aby nowa seria była sitcomem z głównym wątkiem fabularnym opartym na pomyśle "za stary Zorro nie daje rady walczyć z zakusami nowego komendanta miasta i na zastępcę wyznacza swojego potomka". Do roli Diega planowano nawet zaangażować ponownie Guya Williamsa, ale podobno facet odmówił jak tylko przeczytał scenariusz i zaszczyt (bądź nie) zagrania starego Zorro (w młodego wcielił się niejaki Paul Regina) trafił na Henry'ego Darrow, serialowego gwiazdora, który mógł poszczycić się występami chociażby w "Dallas", "Airwolf" czy "Dynastii", a także podkładaniem głosu dla Zorro w serialu animowanym produkcji Filmation (o którym za chwilę). Zmiksowano czarno-białą czołówkę z końcówki lat 50. z kolorowymi scenami wziętymi z nowej serii, nawet początkowa piosenka brzmiała niemalże identycznie jak kiedyś i... zarzucono serial po 5 odcinkach z powodu słabej oglądalności. Disney ostatecznie pozbył się praw do postaci. A fani telewizyjnego wizerunku Zorro musieli czekać aż do 1989 roku...
W międzyczasie (wrzesień '81 - wrzesień '82) studio Filmation (znane chociażby z takich animowanych hitów jak "Star Trek" czy "He-Man i Władcy Wszechświata") stworzyło 13 półgodzinnych epizodów animowanej serii "The New Adventures of Zorro", o której wspominałem na początku. Tu znów nieco zmodyfikowano znaną od lat historię (trzeba przyznać, że to najczęściej wychodziło filmom z Zorro na plus), co objawiło się zastąpieniem Barnardo (nie zawsze, ale często przewijającego się przez adaptacje) Miguelem, młodzieńcem tak samo jak Diego ubierającym się, gdy zajdzie potrzeba, w kostium (koloru fioletowego) i biorącym czynny udział w trzebieniu łotrów (Miguel poruszał się na grzbiecie konia o imieniu Palomino). Kreskówka była emitowana w połączonym cyklu "Tarzan/Lone Ranger/Zorro Adventure Hour", ale niejednokrotnie też jako samodzielne dzieło (chociażby u nas). Serial był animowanym debiutem Zorro, a sam bohater początkowo przemawiał głosem Fernando Lamasa, który później został zastąpiony przez Henry'ego Darrow. Na koniec każdego odcinka, tradycyjnie dla większości produkcji spod szyldu Filmation, bohaterowie udzielali edukacyjno-pouczających wypowiedzi dla młodych widzów. Było miło.
POWRÓT DO CHWAŁY
Natomiast w latach 90-tych nastąpił jakby mały renesans Zorro i pojawiło się kilka pomniejszych ekranizacji, jak i jedna kinówka. Ale po kolei... Najpierw był serial "Zorro" stworzony przy międzynarodowej współpracy New World Television i The Family Channel, rozpoczęty jeszcze w 1989 r., w którym główną rolę odtwarzał kanadyjczyk Duncan Regehr, wcielając się w Lisa przez, bagatela, 88 odcinków, a partnerowali mu Patrice Camhi Martinez (jako seniorita Victoria Escalante), Juan Diego Botto (jako niemy chłopak Felipe) oraz James Victor (jako sierżant Mendoza - odpowiednik sierżanta Garcii). Seria zakończyła się w 1994 r., nie dziwi więc fakt, że przewinęło się przez nią mnóstwo aktorów, szczególnie warto odnotować dwie istotne dla serii zmiany - początkowo głównym mącicielem (przez dwa sezony) był burmistrz Luis Ramone (w tej roli Michael Tylo), później zastąpiony przez Ignacio De Soto (John Hertzler), tak samo miała się sprawa z ojcem Don Diego - starym Don Alejandro de la Vega, w którego po pierwszym sezonie zaczął wcielać się... Henry Darrow (ten facet chyba dożywotnio będzie przewijał się przez telewizyjne adaptacje Zorro ;)) zastępując Efrema Dimbalist, Jr. Trzeba przyznać, że tak jak "Zorro" autorstwa NWT był sprytnym połączeniem awanturniczej (znanej z serialu z Williamsem) przygody i komediowości (reprezentowanej przez "Zorro and son"), tak nie mógł wyzbyć się do końca telewizyjnej sztuczności i teatralności w grze aktorów. Ale dało się go pooglądać (szczególnie te odcinki, w których jako zły burmistrz przewijał się Luis Ramone), tym bardziej, że Regehr bardzo wpasował się do roli kalifornijskiego Robin Hooda. Ten serial też mogliśmy oglądać w naszym kraju.
: do góry : | |
Następnie wszyscy fani Zorro mogli poczuć się nieco zdezorientowani, gdy w 1992 r. telewizory zaczął nawiedzać kolejny (52-odcinkowy) animowany serial - "The Legend of Zorro" powołany do życia przez włoską Mondo TV (twórców m.in. animowanych wersji "Robin Hooda" oraz "Królewny Śnieżki"). Nie dość, że zrealizowana w konwencji anime, to w dodatku kreskówka ukazała odmienny wizerunek Zorro, od tego który był najczęściej prezentowany. Czyli że brunet Don Diego stał się nagle 18-letnim niebieskookim blondynem, który poruszał się na białym rumaku i zwalczał zbirów wspomagany przez osieroconego chłopca imieniem Bernardo, także przebierającego się w Lisi kostium. Dużo fajnych pomysłów, niezgorsza animacja sprawiła, że po raz kolejny zanimowany Zorro pokazał, iż z bohatera można jeszcze wiele wycisnąć. Czego niestety nie można już powiedzieć o "The New Adventures of Zorro" - kolejnej animacji, tym razem zrealizowanej przez Warner Bros. w 1997 r. Sama w sobie nie była zła, ale zaprezentowała zbyt wiele, przynajmniej jak dla mnie, infantylnych (chociażby Zorro i duchy, Zorro i robot) pomysłów sugerujących od razu, iż serial przeznaczony jest li tylko i wyłącznie dla bardzo młodego widza. Szkoda, że WB znane z wiekopomnego dzieła, jakim jest "Batman" Bruce'a Timma, nie wpadli na pomysł zrealizowania przygód Zorro w podobnej konwencji. Powstało 26 odcinków.
Prawdziwy szał rozpętał się, gdy w 1998 r. na ekranach kin zagościła długo wyczekiwana (bodajże od 1990 r.) "Maska Zorro" - pierwsza od 1940. r. hollywoodzka wersja przygód naszego ulubieńca sygnowana przez TriStar Pictures i Steven Spielberg's Amblin Entertainment, a wyreżyserowana przez Martina Campbella, twórcę o trzy lata młodszego "Goldeneye" z serii filmów o agencie 007. Wspaniałe widowisko kostiumowe pełne monumentalnych dekoracji, w dodatku z wielkimi gwiazdami kina w rolach głównych - Anthony Hopkinsem w roli starego Don Diego, szukającego zemsty na gubernatorze Kalifornii, który zabił jego żonę i zabrał córkę, Antonio Banderasem (wychowanym przez Don Diego na swojego następcę) plus na okrasę piękna Catherine Zeta-Jones (to od "Maski Zorro" rozpoczęła się jej światowa kariera) pozwoliło zarobić filmowi przeszło 250 milionów dolarów. Nie dziwi zatem fakt, że od razu pojawiły się pogłoski o powstaniu sequela, do którego zdjęcia próbne mają rozpocząć się w końcówce tego roku. Pewne jest jedno - Martin Campbell chce ponownie zatrudnić Banderasa, a prawdopodobnie także i Hopkinsa (!!! - przecież Diego umarł w pierwszym filmie). Póki co ostatnią rzeczą jaką mogą cieszyć się fani Zorro jest 73-minutowa kreskówka zrealizowana przez DIC Entertainment dla potrzeb telewizji, zatytułowana "The Amazing Zorro", w której bohater ochrania rodzinę Pulidów (przyjaciół de la Vegów) przed zakusami gubernatora i kapitana Ramona.
L JAK LITERATURA
Równocześnie z ekranowymi przygodami Zorro były oczywiście kontynuowane także literackie perypetie bohatera oraz ich komiksowe odpowiedniki. Najpierw o tych pierwszych, bo było ich (i jest) zatrzęsienie - poczynając na oryginale Johnstona McCulleya kontynuowanym później na łamach "Argosy" i "West Magazine" (dziś te historie można przeczytać w zbiorczym trzytomowym wydaniu pod tytułem "Zorro - The Masters Edition"), a kończąc na naśladowcach niejednokrotnie opowiadających historie McCulleya po swojemu (vide: D.J. Arneson z "Zorro and the Pirate Raiders" oraz "Zorro Rides Again") i autorach wykorzystujących postać do własnych opowiadań (że wspomnę tylko Franka Luria, Jerome Preislera, Johna Whitmana czy Luigi Micuno) często bijących na głowę nieco już dziś staroświecki oryginał, niekiedy także zmieniając wygląd oraz imiona występujących w nich głównych bohaterów (np. Diego zmienił się w Zefirio). Pojawiło się też kilka książek, że tak powiem dokumentalnych, opisujących np. filmową karierę Zorro. Rozpisywał się o każdej z nich z osobna nie będę, bo zainteresowani i tak nie będą mieli problemu z odnalezieniem stosownych informacji w sieci, a robić sobie i komuś smaczku nie ma sensu, skoro wydania tych pozycji w naszym kraju raczej się nie doczekamy. Wolę więc napisać o tym co było wydane u nas, a jest tego... niewiele, bo dokładnie cztery pozycje. Przynajmniej ja tylko tyle naliczyłem, jeśli jednak się mylę i było ich więcej, to czekam na informacje. Na pierwszy ogień poszedł dwutomowy "Zorro - Jeździec w masce" autorstwa Luigi Micuno wydany przez wydawnictwo Glob w 1990 r. (według tego co wspomniano w książce było to pierwsze wydanie powojenne tej powieści, poprawione na podstawie edycji Wydwanictwa "Dobra Powieść", ale z którego roku to niestety nie podano). Później była długa posucha, przerwana w 1998 r. i to aż przez dwie pozycje - oficjalną "dorosłą" (wersja dla młodszych czytelników chyba się u nas nie ukazała) książkową adaptację filmu z Banderasem i Hopkinsem ("Maska Zorro", autor: James Luceno, wydana przez Świat Książki) oraz oryginał McCulleya ("Zorro" z wydawnictwa Siedmioróg). Zdaje się, że w tym samym roku wypatrzyłem też na kioskowej witrynie jakąś książeczkę małego formatu z Zorro, ale przeznaczoną dla dzieci, więc potraktowałem ją po macoszemu (czyli nie kupiłem ;)). Tytułu i wydawnictwa nie znam. To tyle z zorrografii w kraju nad Wisłą... Pozostaje mieć nadzieję, że to jeszcze nie koniec i życie czymś nas jeszcze zaskoczy. A że życie na ogół jest zaskakujące samo w sobie, to z pewnością jest na co czekać...
K JAK KOMIKS
Skoro było już o literaturze niekoniecznie pięknej, to pozostało to co wszystkie niegrzeczne dzieci lubią najbardziej, czyli komiksy. A tych przez wszystkie lata istnienia Zorro było nie mniejsze zatrzęsienie. Niestety, nie mogłem dogrzebać się konkretnych informacji o komiksach z Zorro wydanych w Europie, więc postanowiłem skupić się na tych, które były, że tak powiem, ogólnodostępne. I tak w 1949 r. Dell Comics rozpoczęło wydawanie serii (pod szyldem zeszytów nazywających się "Four Color") adaptującej siedem opowiadań autorstwa Johnstona McCulleya, rozpoczynając oczywiście od "Znaku Zorro", ale obecnie za najlepszą historię z tamtego okresu uważana jest ta pod tytułem "The Sword of Zorro". Również za sprawą Dell, a także dzięki wielkiemu sukcesowi, jaki odniósł serial Disneya, w latach 1958-1961 wychodziła seria adaptująca na potrzeby komiksu "Zorro" z Guy'em Williamsem w roli głównej. Rysował Alex Toth (uważany za najlepszego rysownika jakikolwiek i kiedykolwiek tworzył przygody Lisa), niekiedy zastępowany przez Warrena Tufts. Następnie seria została przejęta przez wydawnictwo Gold Key, które w latach 1965-1968 zaprezentowało reprinty wcześniejszych dziewięciu historii z Dell - komiksy z obydwu wydawnictw łączyła jedna wspólna cecha: na każdej było zdjęcie Williamsa zaczerpnięte z serialu. W podobny sposób postąpiło także wydawnictwo Top Comics publikujące "lisie" wznowienia w 1967 r. Później opowiastki z Zorro przewijały się jeszcze wielokrotnie przez następne dziesięciolecie, najczęściej w postaci kilkustronicówek prezentowanych na łamach różnych disney'owskich magazynów z komiksami (odpowiedników naszego "Kaczora Donalda"). W 1986 r. oficyna Eclipse Comics wydała zbiorek zatytułowany "Zorro in Old California", na który złożyły się komiksy autorstwa panów Nedaud oraz Marcello publikowane wcześniej pod szyldem francuskiego "Le Journal de Mickey". Eclipse był także wydawcą "Zorro: The Complete Classic Adventures" - dwóch tomów reprintów starych historii z rysunkami Alexa Toth'a. Najpłodniejsze dla fanów Zorro okazały się lata 90. - zaaowocowały poczynioną przez Marvel adaptacją serialu produkcji New World Productions, zakończoną na 12 zeszytach (co zbytnio nie dziwi, wszak historie były stworzone przez nieznanych i niezbyt utalentowanych rysowników oraz scenarzystów, co ogólnie odbiło się na ich jakości), aby w 1993-94 przejęło pałeczkę Topps Comics serwując 12 numerów własnej (6 z nich mieliśmy okazję poznać dzięki uprzejmości wydawnictwa Delta w 1998 r., szkoda tylko że szanowany wydawca zaprezentował je w wyrywkowej kolejności, jednocześnie nie kończąc rozpoczętej historii). Również za sprawą Topps mieliśmy okazję w 1994 r. stać się świadkami bardzo nietypowego crossover pod tytułem "Dracula vs. Zorro", a także samodzielnej serii traktującej o przygodach jednej z bohaterek uniwersum Zorro w wersji Topps - Lady Rawhide. Autorami większości zeszytów byli Mike Mayhew (rysunki) oraz Don McGregor (scenariusz). Image Comics, powodowane dużą frekwencją widzów, którą odnotowała "Maska Zorro" także postanowiło spróbować swoich sił z wydawaniem komiksów o zamaskowanym mścicielu - najpierw serwując adaptację filmu (1998 r.), potem wydanie zbiorcze (aż 248 stron) historii stworzonych przez Alexa Totha ("The Complete Classic Adventures of Zorro by Alex Toth", 1999 r.) z wprowadzeniem napisanym przez niemniejszą legendę amerykańskiego komiksu - Howarda Chaykina, kilkoma tradepaperbackami ("Zorro: Mantazas" "Zorro: Renegades", "Zorro: The Lady Wears Red") oraz "Zorro - The Dailies" (2000 r.) - zbiorek gazetowych stripów z rysunkami Thomasa Yeatsa i scenariuszem Dona McGregora znanych wcześniej z "New York Daily News". Co warto wiedzieć to to, że we wszystkich komiksach autorstwa McGregora bohaterowie wyglądali jak ich serialowe odpowiedniki z końcówki lat 50. Ostatnim póki co komiksem o Zorro jest reprint "The Sword of Zorro" dokonany przez AC Comics w 2002 r.
ZORRO INTERAKTYWNY
Zwolennicy bezpośredniego przebywania w ciele ulubionego herosa, czyli mówiąc prosto fani gier komputerowych też nigdy nie mieli specjalnych powodów do narzekań na brak produkcji z udziałem ich pupilka, mimo iż nie było ich tak dużo, bo tylko 4. Pierwszą i zarazem chyba najbardziej znaną jest pamiętna przygodówka zrealizowana na komputery ośmiobitowe (Atari, Spectrum, Commodore i pewnie jeszcze jakieś) w połowie lat 80., w której pikselowaty heros ratował ukochaną niewiastę uprowadzoną przez żołdaków. Następnie Zorro powrócił w produkcie stworzonym przez Capstone Software (twórców m.in. Corridor 7, Bill & Ted's Excellent Adventure, Chronomaster) prawie 10 lat później (bo aż w 1995 r.) w DOS-owskiej platformówce opartej na enginie "Prince of Persia" - gra miejscami była nieco irytująca swoim nieco dużym poziomem trudności, ale i jednocześnie wciągała, przynajmniej do czasu aż się jej nie ukończyło (wiem coś o tym ;)). Kolejną grą była już "The Mask of Zorro" powstała na fali sukcesu filmu stworzona z myślą na GameBoy Color, trochę przypominająca klasyka z 1986 r., choć bardziej nastawiona na elementy zręcznościowe. No i nieszczęsny "The Shadow of Zorro" z 2001 r. ze stajni ś.p. Cryo Interactive - pełna błędów i niedociągnięć przygodówka z nietypowym systemem walki oraz ładną grafiką i klimatyczną muzyką - tajemnicą poliszynela jest fakt, iż była to chyba najbardziej oczekiwana gra tamtego roku przez niżej podpisanego - do tego stopnia, że wysupłał(-em) trochę grosza na oryginał. Niestety, jak dotąd nie powstała gra mogąca w pełni zadowolić fanów tematu, na tyle interaktywna żeby pozwolić fanom zręcznościówek wyszumieć się na całego (np. jeżdżąc na Tornado, walcząc przy pomocy bicza i szpady), jak i dać trochę powodów do wysilenia szarych komórek (ale bez przesady, w końcu to Zorro), toteż pozostaje nam czekać aż w końcu jakiś zdolny developer zabierze się do tematu na serio i stworzy coś w co naprawdę dałoby się pograć bez zbędnych wypieków na twarzy.
NIEKOŃCZĄCA SIĘ OPOWIEŚĆ
A jeszcze pozostają gry planszowe, RPG, figurki, kostiumy, podstawki na wino, a w końcu i same wina (nie polecam ;)), nawet musicale - do wyboru do koloru. Doprawdy można by napisać całą encyklopedię, a i tak nie ujęłoby to fenomenu tej postaci. Z pewnością sam McCulley nie sądził, że Lis odniesie sukces aż takiego kalibru. Dziś Zorro to znaczący fragment niekończącej się od przeszło osiemdziesięciu lat historii, która na dobrą sprawę chyba nigdy nie dobiegnie finiszu. My, ludzie, zawsze będziemy potrzebowali kogoś kto mógłby nas chronić, choćby to miało być na kartach literatury, kogoś kto bez względu na cenę wybawi nas z nawet największych tarapatów, a potem z szatańskim uśmiechem na ustach wykona trzy cięcia, dzięki którym źli faceci poznają swoje miejsce w tym świecie, a ci dobrzy będą wiedzieli, że sprawiedliwość zaczyna się na ostatnią literę alfabetu. I nosi maskę.
CIEKAWOSTKI: |
- Zorro nie był jedynym bohaterem o iście robinhoodowskich zapędach (zabierać bogatym, dawać biednym) powołanym do życia przez Johnstona McCulleya, ale jedynym któremu udało się osiągnąć tak wielki sukces i przenieść do innych dziedzin sztuki i życia. Pozostałe postaci, które wymyślił to: Black Star, Thubway Tham, Captain Fly-By-Night, The Thunderbold, The Man in Purple oraz Crimson Clown, z czego tylko Black Star mógł poszczycić się dużą popularnością wśród czytelników.
- Clayton Moore, odtwórca Zorro w serialu "Ghost of Zorro" z 1949 r., w tym samym roku zaczął wcielać się w innego serialowego bohatera - "The Lone Ranger". Zamaskowany Samotny Jeździec stał się jednym z najpopularniejszych bohaterów tamtego okresu, a sam aktor jedną z największych telewizyjnych gwiazd.
| |
|
|
FILMOGRAFIA
Z pewnością nie są to wszystkie obrazy o Zorro jakie powstały, ale na pewno ich większość:
The Mark Of Zorro 1920 Douglas Fairbanks Sr.
Don Q., Son Of Zorro 1925 Douglas Fairbanks Sr.
The Bold Caballero 1936 Robert Livingstone
The Mark Of Zorro 1940 Tyrone Power
Il Sogno Di Zorro 1952 Walter Chiari
Zorro The Avenger 1958 Guy Williams
The Sign Of Zorro 1958 Guy Williams
El Zorro Escarlata 1958
El Zorro Vengador 1961 Luis Aguilar
Zorro Nella Dei Fantasmi 1961 Jeff Stone
Zorro Alla Corte Di Spagni 1962 Giorgio Ardisson
La Venganza Del Zorro 1962 Frank Latimore
Il Segno Di Zorro 1962 Sean Flynn
L'Ombra Di Zorro 1963 Frank Latimore
La Tre Spade Di Zorro 1963 Guy Stockwell
Zorro E I Tre Moschiettieri 1963 Gordon Scott
Zorro Contro Maciste 1963 Pierre Brice
Il Giuramente Di Zorro 1965 Tony Russel
La Montana Sin Ley 1965 Jose Suarez
Zorro Il Ribelle 1966 Howard Ross
I Nippotti Di Zorro 1968 Dean Reed
Zorro Il Cavaliere Della Vendetta 1968 Charles Quiney
El Zorro La Volpe 1968 George Ardisson
Zorro Il Dominatore 1969 Charles Quiney
El Zorro Justiciero 1969 Martin Moore
Zorro Alla Corte D'Inghilterra 1969 Spyros Focas
Zorro Marchese Di Navarro 1969 Nadir Moretti
Zorro La Macchera Della Vendetta 1970 Charles Quiney
Les Adventures Galantes De Zorro 1972 Jean-Michel Dhermay
The Erotic Adventures Of Zorro 1972 Douglas Frey
Il Figlio Di Zorro 1973 Robert Widmark
Zorro 1974 Alain Delon
El Zorro 1974 Julio Aldama
The Mark Of Zorro 1974 Frank Langella
Il Sogno Di Zorro 1975
Zorro, The Gay Blade 1980 George Hamilton
Zorro And Son 1983 Henry Darrow
Zorro 1997 Antonio Banderas
| |
|
|