| |
Samochodowych arcadówek nie pamiętam zbyt wiele. Pewnie dlatego, że obecne na rynku pozycje dostatecznie mnie nie bawią i pewnie też dlatego, że od gry tego typu wymagam naprawdę sporego kopa adrenaliny oraz jazdy bez trzymanki. Tego typu programów ze świecą szukać. Nie licząc wyjątków typu Crazy Taxi, chyba nikt inny nie próbował wyznaczyć nawet średnio zarysowanej ścieżki, jaką takie gry powinny podążać. Nieco świeżości do tematu próbowali wnieść programiści gry 4x4 Wadi Basher. Jednak tylko na papierze.
| |
Powiem szczerze i zarazem banalnie, że tekturkę zwykle nałogowo staram się omijać :) Tak naprawdę więcej wiedzy staram się wynieść z rozgrywki, a nie z lektury propagandowej, czyli okładki. Niestety, nie mogłem przejść obojętnie wobec sloganów umieszczonych z tyłu opakowania. Treści te naprawdę mnie zdumiały. Dotychczas przecież wydano mało, o ile wcale, samochodowych arcadówek, gdzie dane nam jeździć po pustynnych ścieżkach bez zbędnych świstków, świateł, migaczy przy tym nie przestrzegając rygorystycznego prawa drogowego Sami rozumiecie, że nie sposób zignorować faktu, jakoby te piaszczyste trasy potrzebowały potężnego procesora 1,5 GHz, 256 MB RAM oraz dobrej karty graficznej. Ślinić zacząłem się - mimo wszystko - nieco później. Kolejną sensacją okazała się zdumiewająca Al naszych oponentów, z którymi dane nam będzie się ścigać. Z treści wynikało, że każdy z nich obdarzony jest całkiem innym stylem prowadzenia pojazdu (notabene pięć samochodów do wyboru). Całości dodał smaku fakt, jakoby w grze pora dnia oraz warunki atmosferyczne samoistnie zmieniałyby się podczas jazdy. Szybko się obudziłem, choć lekko pośliniony... Wszystko to jednak okazało się wielkimi bzdurami. Tak naprawdę jedynie reklama w tej grze budzi największy podziw. Niestety to, co znajduje się w pudełku, nijak ma się do hurraoptymistycznych tekstów reklamowych na opakowaniu.  | Z cyklu: Pocztówka z Sahary. Odcinek 1: Burza? A może fatamorgana? | |
Trzeba przyznać, że gra jest banalnie krótka. Nie otrzymamy tutaj jakiś wielce wymagających tras, czy też zadań specjalnych. Wszystko oparte jest o schemat - kliknij-jedź-skonćz szybko, byleby się zbytnio nie napocić. W zasadzie przez grę da się przejść migiem, w niecałe dwie godziny. Swego rodzaju paradoksem jest to, że w tak krótkim czasie można sobie wyrwać włosy z głowy, rozwalając przy tym klawiaturę. Jest prosto - przyznam, jednak gra ogromnie irytuje, wprowadza w kompleksy ekologów, rozczarowuje, nudzi. Jednak po kolei.
WYJEŻDZAMY W PUSTYNIĘ
Grę zaczynamy z marszu. Single player oferuje nam tylko jeden tryb gry - wyścigi po bezdrożach gdzieś w pobliżu Sahary, więc kłopotów zbytnio nie ma. Do wyboru mamy 5 terenowych wózków, m.in. Kia Sportage czy Jeepa Wranglera. Nie zdołałem się niestety zapoznać ani z parametrami wozów, choćby wymyślonymi, ani tym bardziej z maksymalnymi prędkościami. Próbowałem usprawiedliwić to faktem, że tak naprawdę to od kierowców zależeć będzie, jak wóz zachowa się na trasie, więc nie zastanawiałem się długo - wybrałem pierwszy lepszy wózek, kierując się jedynie walorami estetycznymi. Dalej wcale nie było lepiej - znów lekkie zmieszanie przy wyborze kierowcy. Tu także nie spotkałem się z żadnymi charakterystykami. Cóż, pomyślałem, może rzeczywiście AI jest tak niebywale inteligentne i różnice ujrzę w trakcie jazdy? Okazało się to jednak podobną fatamorganą, jak zachwyt nad sloganami promującymi grę.
NAPOTYKAMY PRZESZKODY
Przechodząc do wyścigu, poczułem się jak ktoś zupełnie oszukany. Miałem, przyznam, jeszcze nadzieję - po ustawieniu znikomej ilości opcji (ilość przeciwników maks. 5 graczy, dzień/noc, ilość okrążeń 1-3) - że niedostatki wynagrodzi mi przynajmniej dynamiczna walka na trasach, bez zasad, przez jakichkolwiek dylematów. Jednak, jak to mówią, nadzieja matką głupich. W moim przypadku przysłowie te potwierdziło swój sens.  | Odcinek 2: Śnieg, Mikołaj, prezenty - czyli to co Arabowie lubią najbardziej... | |
Dwie kamery udostępnione graczowi są podręcznikowym przykładem tego, jak nie należy ich rozmieszczać w grach. A to zaledwie czubek góry lodowej problemów, jakich doświadczyłem obcując z grą. Zamiast szybkiego wyścigu dostajemy zupełnie frustrującą jazdę wśród zwariowanej - i to dosłownie - scenerii. Miałem okazję przejechać się wszystkimi dostępnymi samochodami, prowadzonymi przez wszystkich możliwych kierowców. Uczucia, jakich doznałem, podobne były raczej do reakcji po obejrzeniu filmu romantycznego, który nie wzbudził łez, do horroru, który mnie nie przestraszył, czy też komedii, która mnie nie rozśmieszyła. Dość. Niestety, każdy samochód zachowuje się zupełnie tak samo. Nie ma mowy także o odmienności każdego z kierowców. Wszyscy jeżdżą podobnie, wręcz dramatycznie. Wszędobylskie skały - podobno pozostałości po korycie rzeki - bardzo, ale to bardzo uniemożliwiają jazdę oponentom, ale także samemu graczowi. Trzeba jednak przyznać, że jest to chyba najmniej irytujący błąd. Pomijając wszystkie postawione przez naturę przeszkody, do furii doprowadza niedopracowany system jazdy.
: do góry :
| |
Grając w Wadi Basher czułem, że zamiast dynamicznego jeepa, który po piaskach pustyni powinien wręcz się ślizgać, kieruję 10-cio tonową ciężarówką. A gdy doszło do kraksy, co działo się nader często - samochód zatrzymywał się, jakby zetknął się z betonową ścianą. Naprawdę, zakres ruchów pojazdów jest skąpy i bardzo irytujący. Poza tym, w wypadku Wadi Bashera, uczucia prędkości i związanego z charakterem gry - szaleństwa nie doznamy! I to w zasadzie największy minus tej gry. Wadi Basher to raczej omijanie różnorakich przeszkód, tyle że na torze przypominającym nie plac manewrowy, a pustynie.
PRÓBUJEMY JE OMINĄĆ...
Na osobny akapit zasługują jednak przeszkody mobilne, czyli wszędobylskie kozy, obładowane od stóp do głów materiałami wybuchowymi, wielbłądy, obdarzone cudowną właściwością zatrzymania wszystkiego, co się rusza (nie ważne, ile waży), oraz pojazdy arabskich przewodników i miejscowych handlarzy - te na szczęście są najbardziej łagodne z trójki wymienionych. W pamięć zapadają szczególnie kozy. Gdybym miał robić klasyfikacje najbardziej uporczywych pseudo-bohaterów spotkanych w grach komputerowych, to te z pozoru "niewinne" zwierzęta zajęłyby czołową lokatę. Naprawdę - w czasie jazdy lezie pod nasze opony całe ich stado. Co gorsza, sztuką jest je ominąć. Koza - samobójca za każdym razem mknie, ile sił w nogach, pod nasz wóz, co powoduje gwałtowny wybuch, i - jakby to powiedzieć - nerwicę u gracza, tym bardziej, że kilka metrów dalej widzimy następną. Rodzi się dylemat, czy to czasami nie koza-terrorystka...
WZYWAMY POMOC...
Zbierając do kupy wszystkie wady gry, otrzymujemy pseudo ścigałkę, która wbrew pozorom jest tak trudna, że cudem jest ukończenie któregoś wyścigu na pierwszym miejscu! Producenci chyba zdają sobie z tego sprawę - nawet gdy ukończymy wyścig na odległym miejscu, odkryjemy nową trasę. W sumie tras jest 10 za dnia i tyle samo do przejechania nocą. Tak tu rozwiązano zmienność pory dnia oraz pogody. Nie zajdzie nam słońce za dnia, ani deszcz nie odmieni dotąd suchego poranka.
Nawet gdybyśmy się uparli, po drodze ominęli szalone kozy i wielbłądy, i przeszli przez mękę 20 wyścigów - nie zyskamy nic. Nie dostaniemy nawet dodatkowego samochodu, czy jakieś bonusowej trasy. Zresztą, nawet dobrze się stało, że nie da się tu nic odkryć - programiści straciliby swój czas, bo w Wadi Basher trudno grać więcej niż 2 godziny i pozostać przy zdrowych zmysłach. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko tu jest bardzo dziwne, wprost wyjęte z podręczników typu "jak nie robić gier" oraz "jak zrobić grę komiczną".  | Odcinek 3: Tylko nie koza! | |
Zupełnie nie wiem, czym kierowali się producenci przy doborze scenerii i układaniu tras - to, co ujrzałem, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wyobraźcie sobie, że na pustyni może padać śnieg! Do tego w okolicznych chatach Arabowie są świetnie przygotowani na tę okoliczność: palą w kominku oraz ustrajają swój dom. To nie jedyna wpadka. Pokonując jedną z tras, jadąc wskazaną przez twórców ścieżką, potrafiłem "cudownie" wypaść z drogi i wjechać prosto w przepaść. Jak widać, autorzy próbowali wprowadzić alternatywne sposoby na przejechanie danej trasy, jednak z marnym skutkiem.
ZAJEŻDŻAMY DO OAZY BEZ SZKÓD i świętym spokojem (czyt. pozbywamy się gry)
Ostatnim elementem, który równie mocno mnie zaskoczył, są wymagania sprzętowe. Są one po prostu ogromne i przesadzone. Gra nie zawiera w sobie żadnych nowości technologicznych, a wymaga sprzętu, który pociągnąłby Far Cry w sensownej rozdzielczości. Bezczelność producentów nie ma granic. Wcieliłem się na kilka chwil w takiego komputerowego Szerlocka Holmesa i odkryłem w zakamarkach folderów z grą, że jej grafika składa się głównie z elementów graficznych .jpg i .gif. W zasadzie wypada to przemilczeć minutą ciszy, a twórców wysłać na kurs grafiki, może nawet programowania... Muzyka tu przeciętna, choć szczerze powiedziawszy nie budzi odruchów wymiotnych. Jest to nawet jeden z tych pozytywnych elementów. Choć nie wiem tak naprawdę, co mam myśleć, jadąc w zimowej scenerii przez pustynię, jednocześnie słuchając Jingle Bells.
Gra bardzo rozczarowuje, wyzwala wściekłość i pokazuje, jak programów tego typu robić nie należy. Swoją misję spełniam - szczerze gry nie polecam. Za 20 zł znajdziecie wiele innych, godnych uwagi pozycji.
| OCENA:
2
/ 10 [skala ocen] |
Rodzaj gry:
Producent:
Dystrybutor:
Cena:
Internet:
|
samochodówka arcade
Imaginations
Play
19,90 zł
http://www.play.com.pl
|
Wymagania:
- minimalne: CPU 1,5 Ghz, 256 RAM, akcelerator z 32 MB pamięci
- na dysku zajmuje: 230 MB
- testowano na: Celeron 2,1 Ghz, 256MB RAM, GeForce4 MX 440 (Direct3D - cięło, tryb graficzny OpenGL - jak po maśle)
|
|