:: k o m p u t e r ::   :: m u z y k a ::   :: f i l m ::   :: c z y t e l n i a ::  
  :: w w w . z a l o g a g . n e t ::  
 

 
  77  
M U Z Y K A
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona 
 


Slipknot "Vol. 3: (The Sublimal Verses)"
 
r e c e n z j a
 
Slipknot zespołem kontrowersyjnym jest. Posiada tylu zwolenników, ilu przeciwników. Wydane do tej pory albumy mocno ciągnęły mnie na stronę tych pierwszych, jednak to, co usłyszałem na ich najnowszym krążku, co najmniej mnie zawiodło.
 


Jeżeli urodziliście się wczoraj i jakimś cudem nie słyszeliście o Slipknot, w dwóch zdaniach postaram się wam przybliżyć ich istotę. Jest to dziewięciu zamaskowanych muzyków ze Stanów Zjednoczonych, a konkretnie z Iowa, grających niezwykle agresywną, pełną dzikich brzmień muzykę. Do tej pory wydali trzy pełnoprawne wydawnictwa, z czego drugie, zatytułowane po prostu "Slipknot", rozsławiło ich na świecie. Tak było do tej pory.


Niedawno wyszła na świat ich czwarta płyta, która, co tu dużo nie mówić, totalnie zaskoczyła wszystkich fanów, stawiając zespół w zupełnie odmiennym świetle, niż to, do którego przywykliśmy od "Mate.Feed.Kill.Repeat". Chłopaki jakoś spotulnieli, nabrali ogłady, i chociaż potrafią się jeszcze wydrzeć jak dawniej, to na "Vol.3..." znajdziemy również ballady, będące nie do pomyślenia na ich wcześniejszych wydawnictwach. Nie wiem co o tym sądzicie, ale mi to kompletnie rujnuje wizerunek zespołu. Jak chce sobie posłuchać ballad, załączam Metallikę, Slipknot powinien grać z jajem. A może się czepiam? Może chciałbym żeby muzycy stali w miejscu serwując nam kolejne płyty w tej samej stylistyce? Nie, nie o to mi chodzi. Po prostu agresja wydzierająca się potężnym rykiem Coreya i ścianą dźwięku tworzoną przez resztę zespołu, była głównym motorem napędowym muzyki Slipknot. Dla mnie pozbawienie Slipknot agresji, to tak jak pozbawienie Britney soczystego ciałka. Nie zostaje w nich już nic godnego uwagi ;)

Tymczasem na nowej płycie dziewięciu facetów stara się do nas przemawiać zarówno w języku rocka, punka i death metalu. Mieszanka mogłaby być godna, niestety im specjalnie się nie udało.


: do góry :
Już początek płyty, "Prelude 3.0", zapowiadał niespodziewane zmiany, jednak kolejne kawałki ("The Blister Exits" oraz "Three Nil") kontrowały stylistyką znaną nam do tej pory z płyt Amerykanów. Może nie są to kawałki na miarę tych ze "Slipknota", jednak pozwalały mieć nadzieję na wzrost formy w dalszej części płyty. Bliźniaczo podobny do "Wait And Bleed" - "Duality", promujący płytę w mediach, nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia, a od "Opium Of The People" obserwujemy już tylko tendencję spadkową. Ballady przeplatają się z szybszymi utworami, tworząc miksturę, która jak dla mnie jest niestety niestrawna.

Mam jeszcze jeden zarzut do nowej płyty Slipknot - nie słychać, że gra tutaj dziewięć osób. Muzyka brzmi jakby grało najwyżej pięciu facetów, a reszta zajmowała się zupełnie czymś innym. Momentami owszem słychać jak większa ilość ludzi zabrała się za instrumenty perkusyjne, jednak wychodzi z tego raczej nierówna nawalanka i o wiele lepiej brzmi gdy perkusję okupuje wyłącznie No. 1, czyli Mr. Jordison.

Recenzję płyty piszę przed koncertem Metalliki, podczas którego Slipknot jest jednym z supportów. Co bym nie mówił o tym krążku, mam nadzieję, że Amerykanie zaprezentują się w Chorzowie godnie, bo do tej pory bardzo ceniłem ich muzykę. Być może i ten krążek wyjątkowo dobrze sprawdza się na żywo. Zobaczymy - ocenimy...

munstrak
NAPISZ!

Rok wydania: 2004
Wydawca: Roadrunner Records

01. Prelude 3.0
02. The Blister Exists
03. Three Nil
04. Duality
05. Opium Of The People
06. Circle
07. Welcome
08. Vermillion
09. Pulse Of The Maggots
10. Before I Forget
11. Vermillion Pt. 2
12. The Nameless
13. The Virus Of Life
14. Danger - Keep Away
 
  
  
Copyright (c) 1998-2002 Załoga G
  poprzednia strona : spis tresci : następna strona