| |
Spotkałem się z ocenami, że ten film jest zbyt sentymentalny i po prostu nudny. Ale jakie jest życie na co dzień - pytam? Ile w nim pozytywnych i negatywnych emocji? Ile piękna i brzydoty? Ile tandety i ile sztuki? Ile bolesnych upadków i ile walki o powstanie na nogi?
| |
Wszystko zaczyna się w roku 1910. W pierwszej fazie filmu oglądamy dwie równolegle toczące się historie dwojga ludzi. Pierwszym z nich jest Charles Howard (Jeff Bridges), kontroler jakości w fabryce kół. Postanawia założyć własny interes i otwiera sklep z rowerami, który nie przynosi jednak zysków. Los sprawia, że przychodzi mu naprawić czyjś samochód. Charles wprowadza kilka udoskonaleń sprawiających, że jazda automobilem staje się szybsza bez ryzyka nadwyrężenia silnika. Szybko zmienia branżę i dorabia się na sprzedaży pędzących Buicków. "Nie trzeba tego karmić, nie potrzeba stajni, a najmniej trzeba się przejmować tym, że zachoruje i zdechnie" - tak jednego z klientów zachęca do kupna produktu.
Drugą główną postacią jest młodziutki chłopak John Red Pollard. Wychowywany jest w żyjącej na wysokim poziomie rodzinie z zasadami. Jest też faworytem swojego ojca i bez wysiłku dostaje co chce. Większość czasu spędza rozkoszując się jazdą na koniu.
Pierwszą z postaci możemy odbierać jako symbol "amerykańskiego snu". Charles jest osobą która zaczynając od zera stała się zamożnym przedsiębiorcą. Rodzina Reda to obraz stabilizacji i szczęśliwego życia w dużym domu blisko natury.
Jednak przychodzi dzień 29-tego października 1929 roku - czarny dzień w historii USA, "czarny wtorek". Krach na Wall Street rozpoczyna okres "Wielkiej Depresji". Do 1933 roku bezrobocie sięga niemal 25% a wiele osób zostaje pozbawionych dachu nad głową. W tej sytuacji jest właśnie rodzina Reda, która postanawia oddać syna pod opiekę właścicielowi podrzędnej stajni koni wyścigowych. To wydarzenie zmieni na całe życie charakter chłopca.
W tym samym czasie, w wypadku samochodowym umiera syn Charlesa a jego żona odchodzi od niego. Zrozpaczony, przepełniony poczuciem winy, długo próbuje dojść do siebie.
6 lat później Red za grosze pełni funkcję dżokeja. Oprócz tego bierze udział w ulicznych walkach bokserskich. Ani w jednym, ani w drugim nie osiąga żadnych sukcesów. Charles właśnie ponownie się ożenił i znowu cieszy się życiem. Zamierza kupić konia wyścigowego. Jako trenera zatrudnia szczerze kochającego te zwierzęta starego kowboja, szczerego do bólu Toma Smitha (Chris Cooper). Ten wybiera konia "po przejściach, którego nikt nie chce. Tom widzi w nim jednak duszę prawdziwego wojownika i zadziorny charakter zapewniający walkę o zwycięstwo. Te same cechy posiada Red "Rudzielec", który zostaje zatrudniony przez Charlesa jako dżokej. Od tej pory wszyscy czterej walczą o zdobycie tytułu najlepszych w kraju.
Jak widać całe wprowadzenie jest dosyć długie. Mogę jednak zapewnić, że film nie nudzi. Prawdziwy kinoman dostrzeże jego zalety. Jakie? Po pierwsze gratulacje za reżyserię i scenariusz dla Gary'ego Rossa. Dzięki niemu ten doskonale zrealizowany film ogląda się z przyjemnością. Nie ma ani jednej niepotrzebnej sceny ani przydługich dialogów.
: do góry :