Z myślą o napisaniu tego tekstu borykałam się od dłuższego czasu. Jednak dopiero pewne tragiczne wydarzenie ostatecznie przesądziło o jego powstaniu. 7 maja 2004 r. w Iraku zginął w zamachu wybitny polski korespondent wojenny Waldemar Milewicz. Był jednym z dwudziestu pięciu dziennikarzy, którzy polegli podczas tej wojny.
O dziennikarzach, ryzykujących (i niekiedy tracących) życie dla relacji z miejsc konfliktów opowiada Arturo Perez-Reverte w "Terytorium komanczów".
Reverte - bardzo utalentowany i obdarzony niezwykle sprawnym piórem powieściopisarz - znany jest szerokim rzeszom czytelników na całym świecie
z detektywistyczno-kryminalnych powieści najwyższej próby - takich jak "Klub Dumas" "Szachownica flamandzka" czy "Fechtmistrz"- wyjątkowo wciągających i będących błyskotliwym połączeniem frapującej intrygi, akcji rodem z Dumas i wielkiej sztuki w tle. Hiszpański literat to jednak nie tylko wskrzesiciel ambitnej powieści przygodowej, ale również korespondent wojenny z ponad dwudziestoletnim stażem. W książce pt. "Terytorium Komanczów" żegna się z literacką fikcją i ujawnia kulisy trudnego zawodu dziennikarza relacjonującego sytuację na froncie.
Terytorium Komanczów
"Dla korespondenta wojennego to jest właśnie to miejsce, gdzie instynkt każe zatrzymać samochód i zawrócić (...) to jest to miejsce, gdzie słyszysz jak szkło trzeszczy pod butami, i choć nikogo nie widzisz, wiesz, że jesteś obserwowany. To tam, gdzie nie widzisz luf, ale lufy widzą ciebie". Tam właśnie najczęściej giną dziennikarze, gdy limit szczęścia, z którym nieustannie igrali w końcu się wyczerpie.
Właśnie szczęścia w tym zawodzie potrzeba najbardziej. Znaleźć się we właściwym miejscu, we właściwym czasie i przeżyć. Bohaterom "Terytorium Komanczów" udaje się tą zasad realizować z powodzeniem, na kolejnych już frontach, jednak brakuje im jednego ujęcia - wysadzanego w powietrze mostu. Akcja powieści, ograniczająca się właściwe do tego jednego wydarzenia- wysadzenia przez wycofujących się Chorwatów mostu w Bijelo Polje w centralnej Bośni jest jedynie osią, elementem spinającym relację z pracy korespondenta. Dwójka głównych bohaterów - doświadczony reporter wojenny (alter ego autora) i operator wspominają wydarzenia z licznych wojen, które relacjonowali. Bohaterami tych retrospekcji są korespondenci, operatorzy, tłumacze, dźwiękowcy. Reverte kreśli portrety tych licznych, zmieniających się jak w kalejdoskopie postaci, w niezwykle plastyczny sposób. Nie są to bohaterowie papierowi, literaccy, ale ludzie z "krwi i kości", często poddający się słabościom. Wśród huku tych samych wystrzałów, na tej samej wojnie, w ciągle tym samym hotelu próbują zagłuszyć strach hektolitrami alkoholu, a samotność stłumić narkotykami i przypadkowym seksem. Czasem przechodzą załamania nerwowe.
Prawdziwym pierwszoplanowym bohaterem jest wojna, ukazana, jak w obiektywie - z dystansu. Zabieg autora, mający na celu nadanie książce cech relacji, tylko pozornie maskuje prawdziwe oblicze wojny. W rzeczywistości obojętny ton tylko uwypukla wymowę opisywanych wydarzeń, o których okrucieństwie nie trzeba nie trzeba nikogo przekonywać. Jest tylko jedna wojna, nieważne, w którym toczy się państwie. W Sarajewie, Bagdadzie, czy w Jerozolimie jednakowy grzmot bomb, ten sam huk moździerzy, podobny hotel dla dziennikarzy.
Czy korespondent jest człowiekiem?
Tym, co nurtowało mnie przy czytaniu tej książki była kwestia wrażliwości korespondenta na oglądane przez niego okrucieństwo wojny. Zastanawiałam się czy reporter wojenny jest jeszcze zdolny do przeżywania ludzkich nieszczęść, których jest świadkiem. Czy patrzy na nie z dystansem, bo tylko on pozwala mu przetrwać, czy może już "zawodowo" pozbawiony jest zdolności odczuwania? Dlaczego nawet największe dramaty jest w stanie obserwować z kamienną twarzą profesjonalisty?
: do góry : | |
Prawda zapewne leży pośrodku. Tak przynajmniej przedstawia ten problem Reverte. Ukazuje różne typy osobowości - zarówno dziennikarzy, dla których ważne jest tylko dobre lub złe ujęcie, jak i tych, którym wrażliwość nie pozwala pozostać obojętnym. Ci ostatni decydują się czasem na spontaniczne niesienie pomocy, nawet z narażeniem własnego życia. Nie oznacza to jednak, że korespondent jest zdeterminowany do określonego działania w każdej sytuacji. Najczęściej ma on chwilę na zastanowienie. Czasem jest to moment wahania przed udzieleniem pomocy, a czasem przed odepchnięciem kogoś, kto ją w tym momencie niesie, zasłaniając przy tym kadr.
Reverte unika jednoznacznej odpowiedzi na pytanie czy korespondent na wojennym froncie jest jeszcze człowiekiem, czy już tylko sępem. Dlaczego? Bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nie można wydać kategorycznej oceny, stwierdzić, że istnieje tylko jedna, absolutna prawda. Korespondenci przyznają, że często zmuszeni są udawać ludzi o nerwach ze stali, gdy tymczasem wewnątrz targani są wątpliwościami, przerażeniem i bólem. Niewykluczone jednak, że istnieją również tacy, którzy zimną krew zachowują nie tylko na zewnątrz.
"Terytorium Komanczów" to książka nie tylko o kulisach zawodu korespondenta wojennego, ale także o miejscu etyki w tej profesji. Skłania do refleksji nad zasadami moralnymi, jednak nie ma w niej moralizatorskiego tonu i "jedynie słusznych" rozwiązań.
Popyt na wojnę
Telewizja wymaga, by kamera podążała za wydarzeniami. "Problem telewizji polega na tym, że nie da się opowiadać o wojnie z pokoju hotelowego, ale trzeba jechać tam, gdzie coś się dzieje". Współczesnych ludzi najbardziej interesuje to, co szokujące i okrutne. Wojna idealnie do tych gustów pasuje, przyciąga uwagę i dlatego stanowi pożądany towar, który uzyskać może wysoką cenę. Śmierć, ból, ludzkie cierpienie - wszystko to można dobrze sprzedać (zadbawszy uprzednio o odpowiednią formę). Celowanie aparatem w umierającego człowieka jest niemoralne, ale w obecnych czasach - epoce realisty show - stało się naturalne.
Książka hiszpańskiego pisarza zmusza do zastanowienia nad przebiegiem granicy, której media nie powinny przekraczać. W dzisiejszych czasach bowiem trudno jest określić, w którym miejscu relacja przestaje spełniać swoją informacyjną formę, a zaczyna przeistaczać się w makabryczną sensację.
Jednak łamanie zasad ma miejsce (i to chyba od zawsze) także na wojnie. Nieprzestrzeganie reguły, że do ludzi bez broni się nie strzela, owocuje tym, że na frontach ginie co raz więcej dziennikarzy. Wojna iracka była (i nadal jest) najbardziej pod tym względem krwawa. Ci współcześni dziennikarze, którzy uosabiają wolność słowa, prawo do informacji, pluralizm i demokrację giną nie tylko od zbłąkanych kul, ale także, z rąk wrogo do nich nastawionych ludzi - tych, którym te wartości nie są w smak.
Arturo Perez-Reverte "Terytorium Komanczów",
Muza S.A., Warszawskie Wydawnictwo Literackie,
Warszawa 2001,
|