| |
"... Zaczynam malować od nieba, od góry obrazu, wciskam je pomiędzy drzewa, otulam dachy budynków. Lubię zakończyć niebo, zanim zajmę się resztą. Pozostałe elementy ustawiam wtedy na jego tle. W ten sposób niebo nie wchodzi mi w paradę, nie rozmazuje się w czasie dalszej pracy."
| |
Czytając tę książkę, po raz pierwszy poczułam zapach terpentyny. Wybierając ją natomiast do tego testu, nie miałam żadnego problemu. Od razu wiedziałam, co będzie gościem moich przemyśleń. Panie i Panowie... Przedstawiam ciepłą i nie-romansową powieść Williama Whartona "Spóźnieni kochankowie".
Mogłabym ją polecić tendencyjnie. Jack, biznesmen chcący poznać na nowo smak życia przyjeżdża do Paryża, aby malować. Pewnego dnia spotyka Mirabelle, niewidomą straszą kobietę, która odmienia jego życie... Chciałabym jednak, abyście poczuli to, co ja, gdy czytałam tę książkę. W przeciwieństwie do wielu moich "lektur" powieść ta zaczyna się żywo. Nie ma w niej zbędnych wstępów, które usypiają czytelnika. Otwierając na pierwszej stronie, zostajemy przeniesieni do świata pięknych barw, słońca, zabytków. Sztalugi głównego bohatera przewracają się i w ten oto sposób Wharton przedstawia nam postacie, które będę nam towarzyszyć do ostatniej strony, a jest ich ok. 330.
Książka ta, trochę wbrew tytułowi opowiada nie tylko o miłości, ale też o przyjaźni, szukaniu sensu życia, bezradności życiowej... krótko mówiąc opowiada o naszym życiu. Każdy bez większego problemu byłby w stanie wcielić się w rolę Jacka lub Mirabelle. Gdybym była reżyserem, wystawiłabym ją bez wahania na scenie. Ciepło, które z niej emanuje, sprawia, że odkładając zbiór kartek mamy ochotę znaleźć się choć na chwilę w przepełnionym światłem słońca Paryżu.
: do góry : | |
Zarówno w czasopismach, gazetach oraz Internecie możemy się spotkać z przeróżnymi opiniami na temat Wharotna jak i samej książki. Jedni pozycję tę kochają, inni krytykują. Agata Ołówko o książce tej powiedziała "O "Spóźnionych kochankach" słyszałam już różne opinie. Jerzy Pilch posunął się nawet do stwierdzenia, iż "realizuje ona podstawowe kryterium złej literatury", a całą twórczość Whartona określił mianem "kiczu ewidentnego". Cóż, o gustach się nie dyskutuje, mnie jednak książka ta zarówno zachwyciła, jak i zadziwiła - ponieważ dopiero po jej lekturze zrozumiałam, że prawdziwa miłość naprawdę nie zna żadnych granic." Chociaż nie zgadzam się ze stwierdzeniem pana Jerzego, cieszę się, że ma na temat tej książki jakieś zdanie. Uważam bowiem, że tylko na książki całkowicie bezwartościowe ludzie nie zwracają uwagi. Jeśli wypowiadają się na jej temat, pobudziła ich do przemyśleń, a chyba właśnie to jest celem autorów. Mniej ważne jest wtedy, jakie ktoś ma na jej temat zdanie.
Książka ta jest naprawdę cudowna, fascynująca... i łatwa. Nie w nich niepotrzebnych słów, udziwnień, wynaturzeń. Wszystko delikatne i naturalne. Długo po pierwszym razie z ta powieścią nie mogłam o niej zapomnieć. A teraz? Wracam do niej od czasu do czasu, bo takich książek się szybko nie zapomina. Jest dobra na plażę, basen, pochmurne wieczory. Na każdą porę dnia i roku.
Polecam tę lekturę nie tylko dziewczynom. Faceci, tzn. mężczyźni, też mogą ją przeczytać. No chyba, że słowo "miłość" działa na Was jak płachta na byka.
Katarzyna "kapuHa" Bereza
NAPISZ
|